„Zniknięcie córki Wintera” to powieść fantasy z zagadką, którą muszą rozwiązań protagoniści. Czy jednak wyróżnia się czymś na tle innych podobnych historii i jakie tematy porusza? Sprawdź, czy to odpowiednia lektura dla Ciebie.

Sprawdź recenzje książek z cyklu „Kroniki Riyrii”: „Wieża koronna”
Czy córka Wintera żyje?
Córka Wintera zaginęła. Podejrzewa on, że kobieta już straciła życie. Dlatego wezwał Riyrię. Mężczyźni jednak mają podejrzenie, że być może jeszcze uda się znaleźć ją żywą.
„Zniknięcie córki Wintera” to miał być ostatni tom
Gdy kupowałam te książki, „Zniknięcie córki Wintera” miało być ostatnim tomem cyklu „Kroniki Riyrii”. Obecnie jest jeszcze jeden tom. Czy będą kolejne? Nie wiem, choć nie zdziwiłabym się, gdyby tak było. Po pierwsze, formuła tych książek jak najbardziej na to pozwala, po drugie: sukces komercyjny w literaturze rządzi się swoimi prawami. Jak jednak wypada ta książka Sullivana?

To przede wszystkim lekkie i rozrywkowe fantasy
Tak jak i poprzednie, tak i ta część jest przede wszystkim lekkim, rozrywkowym fantasy z jakąś przygodą. I jest w tym tak nijaka, że po prostu i zapomniałam nagrać na jej temat materiały, i wcale nie śpieszyło mi się z pisaniem recenzji na jej temat. Po kilku tygodniach od lektury zaś trudno mi jakoś sensownie zebrać myśli. „Zniknięcie córki Wintera” nie zostawia po sobie zbyt wiele.
Zagadka w obcym dla bohaterów mieście
W tej części bohaterowie wybywają do obcego sobie miasta, zamieszkują u pewniej starszej, wrednej, ale samotnej, troskliwej i bogatej kobiety i próbują rozwiązać zagadkę. Nie jest to ani szczególnie skomplikowana historia, ani długa. Powieść zamyka się na niespełna czterystu stronach.
Każdy z tych tomów jest trochę inny
Mam poczucie, że każdy z przeczytanych tomów odebrałam jednak trochę inaczej. „Wieża koronna” znudziła mnie do tego stopnia, że przez kilka lat nie sięgnęłam po kontynuację. „Róża i cierń” pozostawiła po sobie niesmak. „Śmierć Dulgath” była pewnym odświeżeniem; podobał mi się klimat tego tomu. „Zniknięcie córki Wintera” zaś czytało mi się co do zasady płynnie i bez zgrzytów, ale jak już wspominałam: to nie jest historia, która zapada mocno w pamięć.

Wdowa najbardziej wyrazistą postacią
Chyba najbardziej wyrazistą postacią ze wszystkich przedstawionych jest komiczna postać bogatej wdowy, u której mieszkają Royce i Hadrian. To bohaterka, która początkowo niby nie chce, by u niej nocowali, ale tak naprawdę wszyscy wiemy, że chce. Tworzy absurdalne zasady, ale jednocześnie zastawia mężczyznom pełen stół. Jest bogata i ma swoje zasady, ale doskwiera jej też samotność. Wydaje mi się, że sama tytułowa córka Wintera ma pewien potencjał jako bohaterka: inna niż typowa szlachcianka, zainteresowana ekonomią oraz dobrostanem mieszkańców. To już postać wygrywana bardziej na poważnie, choć dalej, nie na tyle, by zapadła mi na dłużej w pamięci.
Tematyka poboczna, zagadka i miasto
Sullivan w tej części porusza tematykę tego, jak traktowani są ludzie inni od typowych mieszkańców społeczeństwa (i jak to bywa w fantasy, są to osoby związane z magią). Nie jest to przedstawione w sposób wykraczający poza ramy gatunkowe, ale w miarę współgra z całą historią.
Sama zagadka naprawdę nie trzymała mnie jakoś szczególnie w napięciu. To zdecydowanie nie jest kryminał, a bardziej powieść łotrzykowsko-przygodowa. Sullivan nie sięga też w nadmiarze po magię.
Rochelle, miasto, w którym przebywają bohaterowie, ma być chyba też swoistym bohaterem tej części. Narracja próbuje pokazać, jak wygląda ta część świata, jakie ma zabobony i wierzenia. Jednak nie powiedziałabym, by jakoś szczególnie różniła się od innych miast w światach high fantasy.

„Zniknięcie córki Wintera” jest poprawna, ale przeciętna
„Zniknięcie córki Wintera” to po prostu poprawna, ale raczej przeciętna powieść fantasy. Napisana językiem prostym, ale sprawnym na tyle, by czyelnik nie gubił się w trakcie lektury. Taka, w której nie ma niczego wybijającego się ponad typowość, ale jeśli ktoś poszukuje właśnie tego to… właściwie czemu miałby nie sięgnąć po tę historię? Ja chyba jednak przynajmniej na razie odpuszczę sobie prozę tego autora. W fantastycznych światach lubię znajdować coś nowego i emocjonującego, a w jego prozie jak na razie tego nie znalazłam.

Tytuł: Zniknięcie córki Wintera
Tytuł serii: Kroniki Riyrii
Numer tomu: 4
Autor: Michael J. Sullivan
Tłumaczenie: Małgorzata Szypuła
Liczba stron: 384
Gatunek: high fantasy, przygodowe fantasy
Wydanie: Mag, 2015
1 thought on “„Zniknięcie córki Wintera” to powieść Sullivana z zagadką do rozwiązania [recenzja]”