„Granty i smoki” to książka, która jest ni to powieścią, ni to zbiorem opowiadań. Sprawdź, jak odebrałam historie o Cilgeranie i czy moim zdaniem warto się zapoznać z tym niedługim tytułem, który ma mniej, niż 200 stron. Czy będzie to odpowiednia lektura dla Ciebie?

Zadania godne bohatera
Cilgeran jest doktorantem na Uniwersytecie Wielkobohaterskim imienia Kelta Niezwyciężonego. Wraz ze swoim studentem, wiernym niziołkiem o imieniu Rorty Pragmeticbuck, podróżuje i wykonuje zadania godne bohatera, choć po prawdzie jest tylko teoretykiem pracującym po godzinach w bibliotece.
Twórczość, która zwróciła uwagę fandomu
Na „Granty i smoki” uwagę zwróciły mi nominację do Śląkfy, a następnie do sięgnięcia po lekturę popchnęła mnie nominacja do Zajdla. W końcu nie codziennie debiut i to na dodatek wydany raczej w mniejszym wydawnictwie zyskuje tyle nominacji, a jednak twórczość Łukasza Kucharczyka zwróciła uwagę fandomu. Czy słusznie? Po części owszem.
To powieść czy opowiadania?
Choć książka została nominowana do Zajdla w kategorii „powieść”, swoją formułą jednak bardziej przypomina opowiadanie. Każdy z sześciu rozdziałów to inna historia Cilgerana i w gruncie rzeczy nie ma większego znaczenia w jakiej kolejności czytelnik będzie je poznawał.
Tekst Kucharczyka jest przy tym jednym z tych, który bierze popularną w popkulturze historie (baśń, bardzo znaną powieść etc.), a następnie opowiada ją na nowo, osadzając ją w swoim świecie, z założenia zabawnym, przez występujące w nim absurdy. Nie jest to nic nowego, nawet na polskim rynku mamy trochę tego typu książek, ale to w dalszym ciągu coś, co można zrobić dobrze.
Te dwie rzeczy w połączeniu ze sporą wiedzą Kucharczyka i wydaje mi się – wielką słabością do gatunku, dają nam książkę, którą czyta się lekko i przyjemnie. Która nie traktuje siebie zbyt poważnie. Mam wrażenie, że dziś wielu osób właśnie takich lektur może szukać i naprawdę nie dziwię się, że zdobyła uznanie, przynajmniej w pewnym gronie (bo jednak jak na razie chyba poza środowisko fandomowe zbyt mocno nie wyszła).
To nie jest coś nadzwyczajnego
Jednocześnie nie powiedziałabym, że to powieść, która „zmiotła mnie z planszy”. Po pierwsze, mnie rzadko kiedy komedie doprowadzają do stanu zachwytu, jeśli chodzi o ich żart. To jednak bardzo indywidualna sprawa, więc być może akurat komuś styl i żart Kucharczyka będzie naprawdę odpowiadał. Po drugie jednak mam wrażenie, że jednak autorowi brakuje trochę umiejętności, jeśli chodzi o tworzenie gier słownych i kreatywnych nawiązań, które sprawiałyby, że oparte na żartach historie byłyby po prostu ciekawsze. Nie chodzi o to, że jest źle, a o to, że mogłoby być tu w tym względzie po prostu lepiej.
Z tym wiąże się też fakt, że nawiązania autora do innych dzieł kultury, takich jak „Wiedzmin”, „Opowieści z Narnii” czy „Władca pierścieni” przypominają bardziej uderzanie czytelnika cegłą po głowie, a nie subtelne mrugnięcia okiem. Ponownie, być może komuś akurat takie podejście będzie odpowiadać, ale osobiście wolałabym tutaj nieco więcej wyczucia bądź nieco więcej oryginalnej fabuły, a mniej zabawy w komedię i nawiązania.

Te książki są do siebie trochę podobne
Czytając, nie mogłam też nie odnieść wrażenia, że „Granty i smoki” stoją dość blisko czytanej przeze mnie kilka lat temu powieści, która przeszła kompletnie bez echa – „Początek, koniec i hot-dogi” Kacpra Kotulaka. Mam wrażenie, że obydwie mają zbliżony klimat. Co zresztą jak najbardziej ma sens, zważając na to, że Kucharczyk i Kotulak nawet mają wspólnie napisane opowiadanie (którego jak na razie nie przeczytałam).
Książka fantasy dla studentów
Wydaje mi się też, że to historia, która szczególnie spodoba się osobom aktualnie powiązanych z uczelnią. W końcu to przede wszystkim satyra właśnie na to środowisko, w związku z czym jeśli dopiero zaczynacie studia, czy też zaczynacie pracę na uniwersytecie, albo po prostu macie wielką nostalgię do czasów spędzonych na nauce to moim zdaniem jest szansa, że „Granty i smoki” naprawdę do Was przemówią.
Podsumowując, jeśli szukacie lekkiej książki, która nie jest zbyt długa i którą można wygodnie czytać, jeśli nie macie zbyt wiele czasu na lekturę (np. w komunikacji miejskiej), to „Granty i smoki” naprawdę się polecają. Porządnie napisanej rozrywki z serduchem w końcu nigdy nie za dużo i jakimś cudem zawsze zbyt szybko się kończy. Ale jeśli koniecznie chcecie od fantastyki czegoś więcej, bądź mieliście nadzieję, że to jest książka, która może powalczyć jakościowo z „Aglą” Radka Raka (czyli inną tegoroczną nominacją do Zajdla) to moim zdaniem to po prostu nie jest ta półka.

Tytuł: Granty i smoki
Tytuł serii: Cilgeran
Numer tomu: 1
Autor: Łukasz Kucharczyk
Liczba stron: 194
Gatunek: high fantasy, komedia
Wydanie: Pewne Wydawnictwo, 2022