„Wypychacz zwierząt” to zbiór opowiadań Jarosława Grzędowicza, który przeczytałam w 2017 roku. Jak podobała mi się wówczas ta książka?

Dowiedz się więcej o Jarosławie Grzędowiczu i jego twórczości!
O czym tak właściwie jest „Wypychacz zwierząt”?
Co mają wspólnego żołnierze z lat 40. z nordyckimi bogami? Jak wygląda Nowa Ziemia przygotowana dla nas przez UFO? I kim była zmarła ciotka pewnego mężczyzny, która zostawiła mu po sobie mieszkanie? Na te i wiele innych pytań odpowiada Jarosław Grzędowicz w swoim zbiorze opowiadań.
Zbieranie opowiadań jednego autora, rozsianych w różnych miejscach, w jeden tomik to chyba dość powszechny zabieg, przynajmniej ostatnio. „Wypychacz zwierząt” jest jedną z książek, które właśnie tak powstały. Wewnątrz możemy znaleźć trzynaście opowiadań. Większość z nich powstała na zamówienie, co sprawiło, że są wyjątkowo różnorodne. Wewnątrz mamy zarówno krótkie „short stories” pisane do „Faktu”, jak i dłuższe, pełnowartościowe opowiadania, które Grzędowicz tworzył do jakichś antologii.
Połączenie opowiadań z różnych miesięcy czy nawet lat sprawia, że dostajemy naprawdę różnorodny tomik, nie tylko pod względem długości. Znajdziemy wewnątrz i opowiadania typowo fantasy, i science fiction, i mieszające gatunki tak bardzo, że nie da się dokładnie określić, czym to właściwie jest. Mnie osobiście jak najbardziej coś takiego odpowiada, bo mogę poznać różne koncepcje i wybrać te, które mi odpowiadają, by później szukać ich w powieściach różnych autorów 🙂 Zwłaszcza że Grzędowicza samego w sobie po prostu lubię.
Styl grzędowiczowy, stylizowany do sytuacji i epoki
Opowiadania napisane są stylem typowo grzędowiczowym, za którym ja jak najbardziej przepadam, ale jednocześnie są stylizowane tak, by narracja pasowała do danej sytuacji czy epoki. Skłamałabym, mówiąc, że autor przy tym bardzo bawi się językiem i pokazuje wszystkie swoje umiejętności, ale generalnie całość czyta się dość płynnie i przyjemnie, może poza paroma drobnymi zgrzytami, których w antologii chyba nie sposób uniknąć.
To, co szczególnie zwróciło moją uwagę w tym zbiorku, to ilość wizji zbliżonych do świata z „Hel 3”. Najpierw sięgnęłam po powieść autora, dopiero potem po te opowiadania i odkryłam, że Grzędowicz tego uniwersum nie tworzył od zera. Miał już podstawy: w wielu z historii widzimy świat przyszłości, który próbuje wszystko kontrolować tak, by każdy był zdrowy i żył długo i szczęśliwie, zwykle z marnym skutkiem, a o to przecież chodzi w tym science fiction bliskiego zasięgu, wydanym w 2017 roku. Oczywiście te wizje są mniejsze, mniej szczegółowe, ale jak najbardziej utrzymane w tej samej tonacji.

Jakie są najlepsze opowiadania ze zbioru „Wypychacz zwierząt”?
Właściwie dwa opowiadania uznałabym za najlepsze – w mojej opinii oczywiście. Pierwszym jest „Buran wieje z tamtej strony”, które niby jest oczywiste, niby jasne od początku, ale jednak wzbudza pewien niepokój. Drugie to „Weekend w Spestreku”, które ukazuje życie w absurdalnym świecie i zmusza do przemyślenia, którą stronę – bardziej kapitalistyczną czy bardziej socjalistyczną – chcielibyśmy wybrać. Uroczym opowiadaniem było też to noszące tytuł „Trzeci Mikołaj” i… w moim odczuciu doskonale mogłoby zadziałać jako bajka na dobranoc dla dzieci. Jedynie należałoby ją przejrzeć, czy aby na pewno wszystkie wypowiedzi bohaterów i ich myśli się do tego nadają 😀
Te podobały mi się mniej…
Niestety, nie przy wszystkich opowiadaniach bawiłam się wyśmienicie, bo dwa nieco mnie przynudziły. Obydwa mają całkiem ciekawe zakończenia, ale w trakcie po prostu traciłam zainteresowanie. Pierwszym jest „Zegarmistrz i łowca motyli”, za którym nie przepadam, bo generalnie podróże w czasie to nie jest mój temat, a to właśnie jest główny wątek tej historii. Drugie nosi tytuł „Wilcza zamieć” i opowiada o II wojnie światowej, i to jeszcze takiej w łodziach podwodnych… I znów jest to motyw, który mnie po prostu śmiertelnie nudzi.
Jak to ze zbiorkami bywa, ten nie jest doskonały. Nie zmienia to jednak faktu, że z lektury jestem zadowolona i mogę ją szczerze polecić. Zwłaszcza tym, którym spodobała się wizja świata obecna w „Hel 3” 🙂
Ludzie są źli z natury, doktorze. Nie muszę oglądać zamku jakiegoś szalonego barona, żeby to wiedzieć. Nic w nich nie ma, tylko chęć zaznania przyjemności. Nic, tylko instynkt. Kochają dzieci, bo kochają własne uczucie do nich. Swoją własność. Kiedy płaczą po czyjejś śmierci, to tylko nad sobą. To jedyne zwierzęta zdolne do bezinteresownej podłości, które potrafią to tłumaczyć wyższymi celami.
Fragment „Wypychacza zwierząt” Jarosława Grzędowicza

Tytuł: Wypychacz zwierząt
Autor: Jarosław Grzędowicz
Liczba stron: 470
Gatunek: zbiór opowiadań fantastycznych
1 thought on “Wypychacz zwierząt: Odyn, ufoludki, świat przyszłości i wiele więcej [recenzja] [archiwum]”