„Afryka, moja miłość” to książka, która wywołała u mnie trochę nostalgii. Inną książkę tej autorki poznałam jeszcze w szkole podstawowej. Jak podobała mi się, gdy czytałam ją w 2017 roku?

Dowiedz się więcej o literaturze faktu!
Corinne wraca do Afryki
Corinne Hofmann wraca do Afryki. Wędrując i poznając kolejnych ludzi oraz kolejne historie, odkrywa, że to do tego kontynentu należy jej serce. Corinne ma dwa domy: jeden w nowoczesnej Szwajcarii, drugi w biednej Kenii.
Po latach znów sięgnęłam po książkę Hofmann i szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Czytałam jedynie jej „Białą Masajkę” i to będąc w podstawówce! Po tylu latach postrzeganie świata zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Chcąc nie chcąc, mimo pewnej nostalgii do autorki, nasze ponowne spotkanie wyszło jednak dość neutralnie i ostatecznie bez większego entuzjazmu.
„Afryka, moja miłość” udaje reportaż
O ile „Biała Masajka” była historią z dość konkretną linią fabularną, o tyle „Afryka, moja miłość” po prostu próbuje udawać reportaż. Pierwsza część książki opowiada o krótkiej pieszej podróży autorki po Kenii, druga – o historiach ludzi, którym udało się wyrwać ze slumsów, a trzecia opowiada o pierwszym spotkaniu córki Corinne z jej ojcem po dwudziestu latach. Książkę można wyraźnie podzielić na te trzy części i szczerze mówiąc, to druga jest najbardziej interesująca.
Pierwsza i ostatnia wyglądają jak zapiski średnio utalentowanego pisarza-blogera, który po prostu opowiada, co widzi. Jest emocjonalny, nadużywa wykrzykników i często powtarza, jak bardzo podoba mu się to, co robi. Tak prosty sposób przekazu może urzec wielu niedoświadczonych czytelników, ale mnie po prostu nie zaspokaja. Brakuje w tym wszystkim konkretnej fabuły czy faktów, a sama Corinne nie jest osobą, która szczególnie wzbudza moją sympatię. Szczerze mówiąc, chwilami bardziej przypomina mi rozpieszczoną paniusię z bogatej Europy, która wyjechała sobie do Kenii dla zabawy i teraz to powtarza, bo jej się to spodobało i tyle. To nic złego, oczywiście — ale to z miejsca dyskwalifikuje ją jako dobrą reportażystkę.

Najciekawsza jest środkowa część książki
Środkowa część jest o tyle ciekawa, że Corinne w końcu dopuszcza do głosu innych ludzi. Ludzi z ciekawymi historiami, które warto poznać, choćby po to, by dowiedzieć się nieco o afrykańskiej kulturze, ich zwyczajach i codzienności. Przy okazji autorka pozwala nam zapoznać się z kilkoma projektami, które powstały w Kenii, działają w bardzo ciekawy sposób i sprawnie pomagają ludziom wyciągać się ze skrajnej biedy. Historie osób przedstawionych w tej książce bardzo dobrze pokazują, jak przy odrobinie pomocy i ogromnej ilości wysiłku człowiek bez niczego może osiągnąć właściwie wszystko.
Pod względem literackim książka wypada po prostu słabo. Pod względem tego, co przekazuje — nieco lepiej, ale szczerze mówiąc, podejrzewam, ba! wiem, że jest wiele, wiele lepszych książek o Afryce. Niemniej ta książka zdecydowanie ma swój target: mam wrażenie, że została napisana z myślą o bardzo prostym czytelniku, który nie czyta za dużo, chce prostej bohaterki, która myśli jak on, i przy okazji boi się do tej Afryki pojechać osobiście.
„Afryka, moja miłość” pozostanie w mojej głowie jako książka bardzo neutralna – nie wnosząca za wiele do mojego życia, nie napisana najlepiej, ale za to przypominająca mi o historii, którą jakimś cudem przeczytałam tyle lat temu.
– To nie jest zwierzę! Kura to nie zwierzę. Zwierzę musi mieć cztery łapy, inaczej to nie jest zwierzę!
Przewodnik i ja wybuchamy śmiechem, nie możemy się powstrzymać. Pytam, czym w takim razie jest kura.
– To ptak. Ale nie zwierzę – uparcie twierdzi Lukas.
Ze śmiechu aż łzy spływają nam po policzkach.
– Węże to nie są zwierzęta. To gady. Krokodyle, chociaż mają cztery łapy, są rybami, bo żyją w wodzie. No a ryby to przecież nie zwierzęta – Lukas energicznie kończy dyskusję.
Fragment „Afryki, mojej miłości” Corinne Hofmann

Tytuł: Afryka, moja miłość
Autor: Corinne Hofmann
Liczba stron: 256
Gatunek: literatura podróżnicza
2 thoughts on “Afryka, moja miłość: Nostalgiczny powrót, czy całkowita klapa?”