„Drobinki nieśmiertelności” to zbiór opowiadać Jakuba Ćwieka, który odchodzi trochę od standardowej twórczości tego autora. Dlaczego? Sprawdź, o czym są te opowiadania oraz jak mi się podobały, kiedy pisałam o nich w 2018 roku!

Dowiedz się więcej o Jakubie Ćwieku i jego twórczości!
Niefantastyczne opowiadania z podróży po USA
Podróż po Stanach Zjednoczonych zainspirowała Jakuba Ćwieka do stworzenia trzynastu zupełnie niefantastycznych opowiadań, z których każde analizuje amerykański sen.
Lubię Jakuba Ćwieka. Jego książki zwykle czyta się przynajmniej przyjemnie, a spotkania z nim, czy to autorskie, czy prelekcje, to zawsze miło spędzony czas. Po „Drobinkach nieśmiertelności” nie spodziewałam się niczego szczególnego. Byłam otwarta na niefantastyczne propozycje autora… i w sumie dobrze, bo dzięki temu moje oczekiwania nie były zbyt duże, a ja w trakcie lektury nie poczułam się zawiedziona.
Nie kręci mnie „american dream”
Zacznijmy jednak od jednej sprawy, która zdecydowanie mocno wpłynęła na moją opinię: nie kręci mnie „american dream”. Ogół popkultury jakoś szczególnie mnie „nie jara”, a samo USA to dla mnie zupełnie neutralny kraj. Taki, do którego mogłabym wyjechać, gdybym dostała ofertę pracy, ale jednocześnie niebędący moim marzeniem. A „Drobinki nieśmiertelności” to pozycja, która właśnie osobom uwielbiającym Stany powinna najbardziej przypaść do gustu.
Bo autor jak najbardziej wybiera się w nostalgiczną podróż po USA, opowiadając nam o znanych motywach czy aktorach, do każdego z opowiadań dopisując informacje o tym, skąd zaczerpnął inspiracje, które, nawiasem mówiąc, są naprawdę przyjemnym dodatkiem. Niestety, by uwielbiać ten zbiorek, właśnie tę nostalgię i nawiązania trzeba „łyknąć”: ja większości z nich pewnie nawet nie zauważyłam, a jeśli tak, to nie czuję się z nimi związana i dlatego dla mnie „Drobinki nieśmiertelności” okazały się zupełnie neutralnym zbiorem opowiadań.

„Drobinki nieśmiertelności” łatwo się czyta
Jak na Ćwieka przystało, książka łatwo wchodzi. Autor pisze swoim prostym – „gawędziarskim”, jak to dobrze określono na tylnej stronie okładki – stylem. Nie jest to wyszukana literatura, a coś, nad czym nie trzeba się szczególnie skupiać, by zrozumieć, o co w ogóle tu chodzi.
Przy tym niestety fabularnie ta książka po prostu mnie niczym nie zaskoczyła. Ten zbiór opowiadań to historie, które po prostu „są”. W większości sprawdzają się na zabicie nudy, ale chyba żadne nie zapadnie mi na dłużej w pamięć. Szczerze zaskoczona poczułam się chyba tylko w przypadku dwóch opowiadań i to niekoniecznie przez historię samą w sobie. Pierwszy raz przy „Świętym”, bo po prostu nie spodziewałam się, że o czymś takim może pisać Ćwiek (który szczególnie religijnym człowiekiem raczej się nie wydaje). Drugi raz przy opowiadaniu o Halloween, dzięki ciekawostce odnośnie do prawa USA, wokół której ono oscyluje. I… to właściwie tyle.

To dobra książka do komunikacji miejskiej
Przez swoją długość i lekkość „Drobinki nieśmiertelności” dobrze sprawdzą się chyba w komunikacji miejskiej. Tak niewielką książkę łatwo jest wcisnąć do torby, a większość historii jest na tyle krótka, że sprawdzi się do czytania podczas niedługiej trasy.
Na koniec myślę, że powinnam powiedzieć kilka słów o samym wydaniu. Naprawdę podoba mi się dodanie mapki przed każdym z opowiadań. Idealnie wpasowuje się ona w klimat całego zbiorku i pozwala nam łatwiej umiejscowić sobie całą opowiedzianą przez autora historię. Okładka też przyciąga wzrok, choć skłamałabym, mówiąc, że jest jedną z piękniejszych.
Chyba nie pozostaje mi nic więcej, jak zakończyć te rozważania. Po „Drobinki nieśmiertelności” polecam sięgnąć osobom uwielbiającym Stany i popkulturę albo – po prostu – fanom autora, którzy nie mogą przegapić ani jednej jego książki. A innym? Cóż, na pewno nie jest to lektura konieczna, ale jeśli nie czujecie potrzeby, by po nią sięgać… raczej nie ma po co robić tego na siłę.
– Wiesz, jak brzmiała puenta tego mojego monologu?
Odwróciłem się gwałtownie, przestraszony, jakby Mike przyłapał mnie na czymś wyjątkowo nietaktownym. On jednak patrzył na mnie z zaciekawieniem, a może nawet odrobiną rozbawienia.
– Przyznam, że się nad tym zastanawiałem – odparłem.
– Niedawno zdałem sobie sprawę, że najlepiej z moich podróży pamiętam te chwile, gdy mówiłem sobie: szkoda, że nie mam aparatu – wyrecytował. Po czym zrobił pauzę, jakby się zastanawiał, czy naprawdę chce coś jeszcze dodać. Najwyraźniej chciał. – Niedawno odkryłem, że podobnie mam z twarzami.
Fragment „Drobinek nieśmiertelności” Jakuba Ćwieka
Więcej książek z ciekawymi podróżami: „Blondynka u szamana” | „Afryka, moja miłość” | „Odkrywanie Ameryki”

Tytuł: Drobinki nieśmiertelności
Autor: Jakub Ćwiek
Liczba stron: 320
Gatunek: zbiór opowiadań obyczajowych
Wydanie: SQN, Kraków 2017