„Blondynka u szamana” trafiła do mnie za zabójcze 5 zł. Przeczytałam ją w 2017 roku. Jak podobała mi się wówczas ta lekka, podróżnicza książka Beaty Pawlikowskiej?
Sprawdź więcej literatury faktu!
Podróż Beaty Pawlikowskiej do Peru
W poszukiwaniu prawdy i religii Beata Pawlikowska musiała wybrać się aż do Peru, gdzie w trakcie trasy przez Amazonkę poznała indiańskiego szamana. Ten, odkrywając w niej wielką moc, wyjawił jej tajemnice swoich umiejętności.
Raczej nie jestem typem osoby, która wybiera sobie lekturę w zależności od pogody czy pory roku; nie czuję raczej takiej potrzeby, poza tym przy mojej ukochanej fantastyce takich podziałów po prostu robić się nie da. Jeśli jednak miałabym wybrać coś do czytania na hamaku, latem, przy szumie morza, zdecydowanie byłaby to „Blondynka u szamana” Pawlikowskiej.
Ta książka była moim pierwszym spotkaniem z tą panią i, szczerze mówiąc, było całkiem przyjemne. Nie genialne, nie nadzwyczaj pouczające, nie głębokie – a przyjemne.
To raczej luźny (ale przyjemny) pamiętnik
Choć „Blondynka u szamana” opowiada o podróżach autorki po Peru, nie powiedziałabym, że to porządna literatura podróżnicza. Książka przypomina bardziej luźny pamiętnik, pisany bardzo lekkim i dość potocznym stylem. Przez to nie ma zbyt dużej wartości merytorycznej, ale czyta się ją w błyskawicznym tempie. Nie wymaga ogromnej ilości skupienia i może być całkiem orzeźwiającą przygodą, niczym chłodny napój w upalny dzień.
Beata Pawlikowska w swojej książce opowiada o wyprawie z Iquitos w Peru do Ekwadoru. A właściwie o tym traktuje pierwsza połowa jej historii, w trakcie której podróżuje przez dżunglę na tratwie, razem z dwójką przewodników. Jej opisy przyrody są całkiem urocze, choć daleko im do rozbudowanych i pięknych. Zachowują lekkość i nie nudzą, zwłaszcza że autorka wszystkie nieznane nam słowa wyjaśnia i tłumaczy tak, by europejski umysł niezaznajomiony z południowoamerykańskim stylem życia bez problemu je zrozumiał. Czasem miałam wrażenie, że Beata Pawlikowska aż za bardzo próbuje sprawić, by tekst był przystępny, ale biorąc pod uwagę, że to ma być po prostu lekka książka, nie mam zamiaru się tego nadmiernie czepiać.
Duchowe przeżycia zamiast opowieści o innej kulturze
Druga połowa książki opowiada o spotkaniu autorki z szamanem i cóż… tu opisów przyrody i konkretnych rzeczy już się nie dowiemy: teoretycznie ta część opowiada nieco o sposobie życia Indian, ale autorka skupia się raczej na swoich „duchowych” przeżyciach, raczej zmuszając czytelnika do zastanowienia się, co ona tam takiego ćpała, niż do rozważań na temat głębi wiary rdzennych Amerykanów.
Przy tym wszystkim autorce muszę oddać jedno: zachowuje obiektywizm. Opisuje podróż, opisuje to, co widzi i to, co przeżywa, ale nie wciska między wierszami swoich poglądów (a przynajmniej nie tak, by było to bardziej zauważalne) i od spraw politycznych oraz religijnych zdaje się trzymać z daleka. Za to naprawdę należy się jej ogromny szacunek, biorąc pod uwagę to, że zwykle autorzy w takich książkach próbują przemycić tyle „siebie”, ile tylko się da.
Jeśli szukacie poważnej lektury, która powie Wam coś konkretnego o szamanizmie albo będzie tłumaczyć działanie dżungli od podszewki w bardzo poważny sposób, „Blondynka u szamana” nie jest lekturą dla Was. Możliwe, że mocno się na niej przejedziecie, biorąc pod uwagę właśnie drugą połowę książki. Ale jeśli szukacie lekkiej lektury, która albo przypomni wam o wakacjach, albo będzie dobrą towarzyszką na takowe, w moim odczuciu ta lektura sprawdzi się naprawdę nie najgorzej.
A jednak coś mnie tu przywiodło. Musiał istnieć jakiś powód, dla którego tu dotarłam, mimo że wcale tego nie planowałam, nie chciałam i nawet o tym nie marzyłam.
Zrobiłam następny krok, nieco śmielszy. W końcu zostałam tu sprowadzona, ściągnięta tajemną siłą, odsłonięto przede mną obraz, którego nie szukałam, a więc pewnie jest w tym jakiś cel, mam tu coś odkryć, zobaczyć, zrozumieć…
Zrobiłam trzeci krok i zrozumiałam.
Fragment „Blondynki u szamana” Beaty Pawlikowskiej

Tytuł: Blondynka u szamana
Autor: Beata Pawlikowska
Liczba stron: 304
Gatunek: literatura podróżnicza, pamiętnik
Wydanie: National Georgaphic, 2012
2 thoughts on “Blondynka u szamana: Wspomnienie wakacji [recenzja] [archiwum]”