„Fraktalny książę” to kontynuacja książki, która wcale mi się nie spodobała, ale… miałam już na półce kolejny tom. Więc przeczytałam. Jak odebrałam tę powieść w 2021 roku i czy kontynuacji udało się mnie zainteresować?

Sprawdź recenzje innych książek z cyklu „Jean le Flambeur”: „Kwantowy złodziej”
Jean le Flambeur wraca na ziemię
Jean le Flambeur, złodziej przyszłości i człowiek słowa, podróżuje na Ziemię wraz ze swoją pracodawczynią. Ich statek zostaje jednak niespodziewanie zaatakowany. W tym samym czasie na planecie dochodzi do morderstwa, w którego rozwiązanie wplątuje się córka pewnego wpływowego człowieka.
Kolejne tomy miały zyskiwać na jakości
Sięgając po cykl o Jeanie le Flambeur, napisany przez fińskiego autora Hannu Rajaniemiego, wiedziałam, że pierwszy tom będzie lekturą niebywale męczącą. Słyszałam jednak opinie, że wraz z kolejnymi częściami seria zyskuje na jakości. Dlatego bez szczególnego entuzjazmu (gdyż „Kwantowy złodziej” mocno dał mi się we znaki), ale z nadzieją na lepszą kontynuację, sięgnęłam po „Fraktalnego księcia”. Niestety – poza chwytliwym tytułem ta książka nie miała mi osobiście do zaoferowania nic.
To chyba pierwsza znana mi powieść, w której opisy akcji sprawiały, że nie miałam bladego pojęcia, co się dzieje, by chwilę później, podczas rozmów bohaterów, orientować się, iż cała sytuacja była banalnie prosta. Przez natłok dziwnych słów i żargonu naprawdę trudno czasem zrozumieć intencje autora. Hannu Rajaniemi próbuje stosować zasadę „pokazuj, nie odpowiadaj”, ale to w końcu fantastyka naukoworaukowa! Odrobina ekspozycji i krótkiego wyjaśnienia zasad rządzących tym światem byłaby niezwykle przydatna. Jestem po lekturze dwóch tomów i przyznaję – wciąż nie mam pojęcia, jak Jean le Flambeur wygląda, dlaczego uchodzi za najlepszego ze złodziei ani jak właściwie działa w swoim fachu.
Zgubione w tłumaczeniu czy nieudana koncepcja?
Mam wrażenie, że w przypadku tej książki coś mogło pójść nie tak na etapie pisania, tłumaczenia lub na obu naraz. Z tego co wiem, autor pisze po angielsku, co nie jest jego językiem ojczystym. Nie znając go tak doskonale jak mowy ojczystej, można napotkać spore trudności przy próbie stworzenia bardzo technicznego hard sci-fi. Ponadto takie specyficzne teksty po prostu niezwykle trudno się przekłada. Jeśli tłumacz nie uchwyci właściwego sensu, czytelnik tym bardziej się pogubi. Selekcja ta pozostaje oczywiście w sferze spekulacji: być może Rajaniemi miał po prostu wizję powieści, która w moim odczuciu zwyczajnie nie wypaliła.

„Fraktalny książę” jest bardzo chaotyczny
Dodatkowo „Fraktalny książę” jest pozycją niezwykle chaotyczną. Tekst bezustannie zmienia perspektywę i czasy narracji, przez co wielokrotnie gubiłam się w treści. Dla przykładu: najpierw dostajemy narrację pierwszoosobową z punktu widzenia Jeana, po czym następuje separator i przeskakujemy do narracji trzecioosobowej – mimo że miejsce akcji, czas oraz bohaterowie pozostają dokładnie ci sami.
Początkowo miałam nadzieję, że przynajmniej jeden wątek okaże się satysfakcjonujący, bo do pewnego momentu wydawało mi się, że w pełni go rozumiem. Z czasem jednak i on gdzieś się rozmył. Gubiłam wątki, musiałam czytać niektóre fragmenty po kilka razy i nie potrafiłam przedrzeć się przez pobieżne opisy autora. A przecież nie jestem początkującą czytelniczką – z niejednego pieca chleb jadłam i powieści z niejednej drukarni czytałam.
To nie jest dla mnie, ale…
To zdecydowanie nie jest lektura dla mnie i podejrzewam, że wielu odbiorców poczuje się przy niej równie zagubionych. Sytuację komplikuje fakt, że na mojej półce czeka już tom trzeci. A ponieważ bywam uparta, zapewne spróbuję go przeczytać. Kiedyś, gdy już trochę odpocznę.

Tytuł: Fraktalny książę
Tytuł serii: Jean le Flambeur
Numer tomu: 2
Autor: Hannu Rajaniemi
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Liczba stron: 308
Gatunek: hard SF
Wydanie: Mag, 2018