„Księga nocy” okazała się jednym z moich największych, pozytywnych czytelniczych zaskoczeń. Dlaczego to urban fantasy napisane przez Holly Black tak bardzo mi się spodobało? Sprawdź recenzję książki, w której system magiczny jest związany z cieniami.

Charlie poszukuje swojego chłopaka
Od dwudziestu lat wiedza o tym, że cień człowieka może ożyć, stając się marionetką swojego właściciela jest powszechna. Charlie zaś słynie z tego, że jest w stanie ukraść lub zdobyć wszystko, co jest potrzebne do zdobywania wiedzy na temat tej wyjątkowej magii. Postanawia się jednak odciąć, chcąc rozpocząć normalne życie. Wkrótce odkrywa jednak, że jej chłopak nie jest tym, za kogo się podawał i rozpoczyna śledztwo.
Wcale nie miałam w planach jej czytać…
To był wieczór po dniu, w którym próbowałam przeczytać ile się dało z „Olimpu” Dana Simmonsa. Poirytowana trochę samą tą książką, otworzyłam czytnik, szukając czegoś lekkiego, najlepiej radosnego, na tzw. odmóżdżenie, po męczeniu się fantastyką naukową z której nie byłam zadowolona. A że „Księga nocy” Holly Black, jej pierwsza książka dla dorosłego czytelnika, akurat na nim była to otwarłam, ot, tak po prostu. I dostałam coś, czego raczej się nie spodziewałam, choć właściwie nie do końca wiem czemu.
Dlatego że nie czytając nic o tej książce wcześniej, założyłam, że będzie to kolejna powieść, która wyrosła na fali książek młodzieżowych i która od takowych różni się tylko obecnością scen erotycznych i wiekiem bohaterów. A dostałam książkę, która naprawdę jest powieścią fantasy dla dorosłego czytelnika, poruszającą również trudniejsze tematy, dojrzałą w prowadzeniu bohatera i ciekawą pod kątem kreacji świata.

„Księga nocy” to mój powrót do Holly Black
Moje pierwsze spotkanie z Holly Black miało miejsce lata temu, kiedy w koszu z danią książką wygrzebałam jej debiut. „Danina. Nowoczesna baśń” („Zła królowa”) to historia, do której wracałam latami i do dziś mam w stosunku do niej dużą nostalgię. Jej protagonsitka ma 16-lat i pochodzi z patologicznej, dysfunkcyjnej rodziny.
Charlie, bohaterka „Księgi nocy” jest w pewnych aspektach bardzo podobna. Choć starsza (28 lat), również nie wychowała się w najlepszych warunkach. Musiała zbyt szybko dorosnąć, wzięła na siebie odpowiedzialność za młodszą siostrę, a mając lat 13 przed nieodpowiedzialność matki została wkręcona w światek przestępczy, stając się oszustką, złodziejką, mistrzynią w odnajdywaniu rzeczy, których znaleźć się nie da. To, po pierwsze, sprawiło, że ponownie wróciła moja nostalgia do debiutu Black, a po drugie… jest cholernie dobrze rozpisane.

Kim jest Charlie?
Mniej więcej pierwsza ¼ tej powieści to powiem nie tyle, co wartka akcja, a studium tego, kim jest Charlie: jej przeszłości, jej charakteru, jej silnych stron, jej problemów z samooceną. Choć jak najbardziej jest to rozrywkowe fantasy, które czerpie garściami z popkulturowych motywów, to Holly Black zdaje się bardzo dobrze rozumieć mechanizmy patologii oraz światka przestępczego.
Przez to z jednej strony Charlie to pełnowartościowa, wielowymiarowa bohaterka, z drugiej zaś przyznaję, początkowo poczułam się przez ogólny klimat książki trochę przytłoczone. Ostatecznie przyznaję, że ta analiza była potrzebna, nie tylko dając owoce później w fabule pod postacią lepszego zrozumienia protagognistki, ale również ustanawiając sam jej przebieg, ale sięgając po tę historię warto wziąć pod uwagę, że poruszane w niej tematy nie zawsze są przyjemne.

Dobrze napisana relacja romantyczna
Bardzo podobała mi się też relacja romantyczna Charlie, która ponownie, jest zaskakująco realistyczna. Bohaterka nie zakochuje się, jak to często bywa, a jest już zakochana; jest w stałym związku, ale w gruncie rzeczy nie wierzy w to, że tego przystojnego, pracowitego chłopaka jest warta. Autorka w naprawdę wiarygodny sposób opisuje jej zachowania, jednocześnie częściej faktycznie pokazując, niż tylko pisząc. Ta relacja jest zaś o tyle istotne, że to tak naprawdę wokół niej kręci się główna część historii, mimo że nie jest to stricte romans. Tu warto dodać, że w książce pojawiają się opisy scen erotycznych, jednak są one bardzo zdawkowe, Black zdecydowanie nie na tym się skupia i to nie z ich powodu jest to powieść dla dorosłego czytelnika.

Magia cieni połączona z magią krwi
Poza aspektem kreacji bohaterów i ich relacji mamy tu też oczywiście aspekt fantastyczny, czyli kreację świata przedstawionego. Trafiamy do uniwersum urban fantasy, do naszego (alternatywnego) świata, w którym jedyną magią jest magia cieni, połączona trochę z magią krwi. W tym świecie dwadzieścia lat wcześniej ludzkość dowiedziała się o istnieniu nadnaturalnych sił. Zaczęto ich nie tylko używać na co dzień, ale także są one po prostu wykładane na uniwersytetach, badane. I choć tej magii pozornie nie ma „dużo”, bo nie mamy tu elfów/wampirów/czarownic/innych cudów na kiju to wydaje mi się, że jest naprawdę dość dobrze rozpisana i jest jej wystarczająco, by dobrze i w interesujący sposób wypełniła świat.
Jednocześnie przez pochodzenie Charlie czytelnik nie obraca się w sferach wyższych, naukowych, a raczej w dość niebezpiecznym półświatku, gdzie każdy chce zgarnąć jak najwięcej tajemnic cieni dla siebie. To kuszące motywy, które jednak często autorom nie wypadają najlepiej, bo mimo wszystko nie są proste do realizacji, ale jak już pisałam, moim zdaniem to jak najbardziej Holly Black wyszło.

To, co powinno grać, gra
Dostajemy tu więc i dobrze rozpisanych bohaterów, i całkiem ciekawy system magiczny z jasnymi zasadami, i gęsty, raczej mroczniejszy klimat. Ponadto uważam, że historia ma dość prosty, ale naprawdę satysfakcjonujący zwrot akcji pod sam koniec, bohaterzy naprawdę są wiarygodni i mimo swoich wad dają się polubić, że jest wystarczająco realistyczne i popkulturowo jednocześnie i… po prostu dałam się w to wszystko wkręcić. A to wcale nie zdarza się aż tak znowu często.
„Księga nocy” jest warta uwagi
Na pewno „Księga nocy” nie będzie tytułem dla tych, dla których triggerem są historie z dość realistycznie przedstawionymi dysfunkcjonalnymi rodzinami i relacjami, bo jednak to na nich Charlie jest zbudowana jako bohatera. To powieść, która wymaga też odrobinę cierpliwości, bo zdaje sobie sprawę z tego, że nie każdy ma ochotę brnąć przez taki kawał powieści głównie po to, by poznać przeszłość protagonistki (w tym przypadku naprawdę uzasadnioną, nie jak np. w „Archiwum burzowego światła” Sandersona).
To też nie jest romans, to nie jest erotyk. Relacje w tej historii są moim zdaniem naprawdę bardzo ważną jej częścią, ale ona po prostu nie jest o znajdowaniu pożądania i leceniu z kimś do łóżka. Nie jest to też powieść dla młodzieży, bo zawiera takie sceny, które zdecydowanie kategoryzują ją jako co najmniej 16+. Niemniej, jeśli to wszystko Was nie odstrasza i jeszcze jej nie znacie, a macie ochotę na tego typu fantasy to może to być naprawdę fajny wybór.

Tytuł: Księga nocy
Tytuł serii: Księga nocy
Numer tomu: 1
Autor: Holly Black
Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński
Liczba stron: 528
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: Jaguar, 2022
1 thought on “Księga nocy: chciałam baśni, wciągnęły mnie cienie [recenzja] [archiwum]”