„Odyseja kosmiczna 2001” to książka z niewątpliwie ciekawą historią: powstawała równocześnie z wersją filmową. Jak odebrałam ten klasyk fantastyki naukowej i czy może być to coś dla Ciebie? Sprawdź, czy warto zwrócić uwagę na tę książkę wydaną w ramach serii Wehikuł czasu.

Sprawdź recenzje innych powieści SF: „Pan Światła” | „Matka Edenu” | „Gdzie dawniej śpiewał ptak”
Tajemniczy artefakt na Księżycu
Gdy po ziemi stąpały jeszcze małpoludy, przybywający z kosmosu obiekt pomógł im rozwinąć inteligencję. Wiele pokoleń później na księżycu ludzkość odkrywa tajemniczy, pradawny artefakt, który wysyła sygnał w przestrzeń. Podążając za jego sygnałem, niewielka załoga wyrusza na poszukiwanie obcych.
„Odyseja kosmiczna 2001” jest kultowym dziełem
„Odyseja kosmiczna 2001” to jednocześnie kultowy film, jak i książka. Powstawały równocześnie, choć powieść pisał przede wszystkim Arthur C. Clarke (z wpływami Kubricka), siedząc w hotelowym pokoju, w 1965 roku. Sama nie znam wcale filmowej wersji, poza być może jakimiś przypadkiem zobaczonymi urywkami. Dlatego książka była moim pierwszym spotkaniem z tą historią.
Jak się ją czyta mimo upływu lat?
Już od samego początku da się wyczuć, że ta historia miała być przede wszystkim rozrywkową opowieścią, a nie historią, która chce opowiedzieć o człowieku coś zupełnie nowego. Zresztą, Clarke i Kubrick, tworząc historię, inspirowali się wieloma innymi dziełami fantastyczno-naukowymi. Mimo upływu lat historia jest daej napisana dość lekkim, naprawdę wciąż zrozumiałym dla czytelnika stylem (choć może to dzięki nowemu tłumaczeniu, to pierwsze wydanie w tym przekładzie), w którym nie ma nadmiaru fachowych określeń.
Starsze powieści z tego gatunku mają jednak swoje cechy charakterystyczne, za którymi ja niestety nie przepadam jakoś szczególnie, a „Odyseja kosmiczna 2001” też je w sobie ma. Mianowicie, to powieść, której autor nie skupia się wcale na bohaterze, jego przeżyciach, wyborach i wnętrzu, a na samej przygodzie i tym, co ma ona przynieść. To sprawia, że fabuła gna naprawdę dość szybko, nie dając czytelnikowi czasu, by spędzić trochę czasu z postaciami, ani też nie dając napięciu narosnąć w odpowiedni sposób.
To też może być zaleta
To oczywiście dla niektórych czytelników może być po prostu zaletą; nie każdy chce siedzieć i spędzać czas z bohaterami, gdy do odkrycia jest cały kosmos. Ja jednak jestem czyteniczką, która zdecydowanie preferuje skupienie na bohaterze, na lepszym poznawaniu go, na zobaczeniu, jak odbijają się od niego postacie. Bez tego zwroty akcji wydają mi się często płaskie i wcale mnie nie ekscytują i tak też miałam trochę w przypadku tej powieści.
„Odyseja kosmiczna 2001” nie jest zbyt długa
Nie zmienia to jednak faktu, że „Odyseja kosmiczna 2001” jest całkiem sprawna i mimo upływu lat wciąż dość strawna, a to nie jest wcale oczywiste, jeśli chodzi o fantastykę naukową z lat 60. XX wieku. Dlatego mimo tej bądź co bądź kluczowej dla mnie „wady”, czytało mi się ją całkiem przyjemnie. Warto tu nadmienić, że nie jest to szczególnie długa powieść. W polskim wydaniu Domu Wydawniczego Rebis nie ma nawet 270 stron.
Takie książki to przede wszystkim spotkanie z ważnymi dziełami dla świata popkultury, które warto znać dla samego poznania i rozumienia innych odniesień w literaturze, grach czy w kinie. Dlatego polecałabym zapoznać się z nią każdemu, kto choć trochę kulturą się interesuje, zwłaszcza tą popularną. W końcu naprawde nie jest długa, a naprawdę dalej czyta się ją całkiem nieźle.

Tytuł: Odyseja kosmiczna 2001
Cykl: Odyseja kosmiczna
Tom: 1
Autor: Arthur C. Clarke
Tłumaczenie: Radosław Kot
Liczba stron: 280
Gatunek: fantastyka naukowa
Wydanie: Rebis, 2022