Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Kontakt
  • O redakcji
Menu

Pokuta (2007): Nieporozumienie, które zmieniło wszystko [recenzja] [archiwum]

Posted on 28 września, 2017

„Pokuta” to film, który obejrzałam w 2017 roku i niemal dziesięć lat później, w 2026 roku, wciąż regularnie wracam do niego myślami. Widziałam go kilkukrotnie, przedstawiłam przynajmniej kilku osobom. Dlaczego ten film zrobił na mnie tak duże wrażenie? Sprawdź!

Spis treści:

Toggle
  • W 1935 roku coś poszło nie tak…
  • „Pokuta” to melodramat wojenny
  • To romans, ale Oni mają może cztery wspólne sceny
  • Czasem „Pokuta” traci płynność
  • Przywiązałam się do postaci
Pokuta

Sprawdź więcej recenzji filmów niefantastycznych!

A może chcesz poznać książkę na bazie której powstał film?


W 1935 roku coś poszło nie tak…

Latem 1935 roku Cecylia (Keira Knightley) wraca do rodzinnego domu po ukończonych studiach, podobnie jak syn służącej jej rodziny, Robbie (James McAvoy). Choć młodzi nie zdają sobie z tego do końca sprawy, powoli rodzi się między nimi uczucie. Gdy jednak młodsza siostra dziewczyny, Briony (Saoirse Ronan / Romola Garai), przypadkiem podgląda ich w dwuznacznej sytuacji, jej interpretacja tego wydarzenia na zawsze zmienia życie zakochanych.

Ci, którzy mnie znają, doskonale wiedzą, że kino wojenne i romans to nie są szczególnie bliskie mi tematy i nieczęsto sięgam sama po tego typu historie. Ale jakiś czas temu tak się złożyło, że obejrzałam „Pokutę” z 2007 roku i mimo uprzedzeń do gatunków po prostu nie umiem nie docenić tego filmu.

„Pokuta” to melodramat wojenny

Film Hamptona to melodramat wojenny, który opowiada nam historię dwójki ludzi z bardzo ciekawej perspektywy. Choć mamy w nim mocny wątek romantyczny, to nie o niego tu przede wszystkim chodzi. „Pokuta” skupia się na niezrozumieniu przez nastoletnią, dorastającą dziewczynkę świata dorosłych, co w połączeniu z kilkoma losowymi przypadkami kończy się katastrofą.

Jako osoba, która uwielbia patrzeć na McAvoya, głównie przez jego naprawdę niezłą grę, uwielbiałam każdą scenę z jego bohaterem. Poza tym Robbie to niezwykle sympatyczny człowiek: inteligentny, z ciętym językiem i żartem, ale o dobrym i ciepłym wnętrzu. To bohater, dla którego chcemy jak najlepiej, bo widzimy, że mimo drobnych wad i błędów po prostu na to zasługuje. Cecylia zaś to dość pewna siebie kobieta, która będzie próbowała postawić na swoim za wszelką cenę, a jej siostra, Briony, to marzycielka, do której dopiero z czasem dociera, do czego doprowadziła. Poznajemy ją jako marzącą o karierze pisarskiej dziewczynkę ze zbyt bujną wyobraźnią, a następnie obserwujemy, jak zmienia się jej pogląd na to, co zrobiła.

Pokuta

To romans, ale Oni mają może cztery wspólne sceny

Jeśli spodziewacie się filmu z ogromną ilością scen miłosnych, to na „Pokucie” się rozczarujecie. Nasi główni bohaterowie są we dwoje może przez cztery sceny. Każda jednak jest dość mocna i każda czemuś służy, pokazując nam ich relację. Choć nie ma ich wiele, naprawdę dobrze pokazują, kim są nasze postacie, co uważam za spory atut filmu: w końcu nie musimy przez dwie godziny obserwować budowania relacji, skoro te kilka wspólnych scen robi to doskonale.

Obraz skupia się zdecydowanie bardziej na Briony, która właściwie obserwuje relację zakochanych i stopniowo zaczyna rozumieć, na czym ona polega. Cała intryga związana z nią jest ciekawa i dość oryginalna: zwykle historie traktujące o dorastaniu są dość sielankowe, przedstawiające błędy, które da się łatwo naprawić lub przynajmniej załatać. To, do czego ona doprowadza, będzie z nią już zawsze, do końca dni, bo tego, co zrobiła, nie da się cofnąć.

Czasem „Pokuta” traci płynność

Sama konstrukcja filmu jednak chwilami nieco mnie irytowała. Miałam wrażenie, że niby wiemy wszystko, ale to dzięki półsłówkom, w wielu momentach na zasadzie „domyśl się, co tam się stało”, przez co chwilami „Pokuta” traci na płynności i jest dość mocno poszatkowana. Niemniej nie wpłynęło to jakoś szczególnie na mój ogólny odbiór filmu.

Poza tym to melodramat, a nie film akcji, dlatego osoby szukające strzelanin, wybuchów i pościgów mogą sobie ten seans odpuścić. Bo to nie o tym jest ta opowieść. Nawet tematyka wojenna schodzi tu na dalszy plan.

Nie oczekujcie także nadmiaru żartu w „Pokucie” – choć na samym starcie mamy dwie w miarę zabawne sytuacje, to naprawdę nie jest radosna historia. Nie mogę jej jednak odmówić jednego: nadziei, którą niesie ze sobą niemal do samego końca.

Przywiązałam się do postaci

Jestem osobą, która raczej przyjmuje dzieło takim, jakim jest, traktując je jako integralną całość, nie próbując nawet w głowie układać swoich alternatywnych historii. „Pokuta” jednak była dla mnie wyjątkiem: na tyle przywiązałam się do postaci, że zakończenie, mimo że wcale nie było dla mnie szczególnym zaskoczeniem, najchętniej przerobiłabym na swoje własne, „lepsze” – i wydaje mi się, że to najlepiej świadczy o moim naprawdę emocjonalnym podejściu do tej konkretnej historii.

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić „Pokutę” zainteresowanym. Jak zawsze, nie jest to film, który będzie uwielbiany przez każdego, ale przedstawia na tyle ciekawą historię, że naprawdę wiele osób powinno znaleźć w nim coś interesującego lub poruszającego.


„Pokuta” (2007)

ang. „Atonment”

reż. Christopher Hampton

melodramat

2 thoughts on “Pokuta (2007): Nieporozumienie, które zmieniło wszystko [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Pokuta: Zła interpretacja doprowadziła do tragedii [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna
  2. Pingback: Czas mroku (2017): Genialna rola Oldmana [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Kapitan Hak o Piotrusiu Panu i jego okrucieństwie. „Koszmar w Nibylandii” Christiny Henry [recenzja]
  • Nowa książka Krzysztofa Piskorskiego już we wrześniu! „Osnowa” – premiera 09.09.2026
  • Czy „Więcej niż zło” to fantasy, które powinno doczekać się kontynuacji? [recenzja]
  • Upiory w Ruinach Teatru Victoria w Gliwicach
  • Tajemnica diabelskiego kręgu: mogło być lepiej, ale jest dobrze [recenzja] [archiwum]

Kategorie

  • Aktualności książkowe
  • Archiwum
  • Fantastyczne filmy i seriale
  • Fantastyczne gry
  • Komiksy fantastyczne
  • Kultura fantastyczna
  • Kultura niefantastyczna
  • Literatura fantastyczna
  • Literatura niefantastyczna
  • Niefantastyczne filmy i seriale
  • Niefantastyczne gry
  • Niefantastyczny teatr
  • Od serca o kulturze
  • Recenzje
  • Recenzje filmów i seriali
  • Recenzje gier
  • Recenzje komiksów
  • Recenzje literatury niefantastycznej
  • Recenzje niefantastycznych filmów i seriali
  • Recenzje niefantastycznych gier
  • Wydarzenia fantastyczne

Alternatywna historia Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror Jakub Ćwiek komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy science fantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Dolnośląskie Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme