„Beniamin Ashwood” trafił do mnie z wyprzedaży, jak całkiem sporo posiadanych przeze mnie książek Fabryki Słów. Jak podobało mi się to dośc klasyczne, przygodowe fantasy? Sprawdź, czy to może być lektura dla Ciebie!

Ben wyrusza w podróż
Ben jest sierotą, wychowywanym przez zamożnego człowieka. Mieszka w odciętej od świata wiosce, nie marząc o niczym ponad to, co ma. Gdy w okolicy pojawia się demon, grupa podróżnych postanawia się nim zająć. Splot przypadków sprawia, że chłopiec jest zmuszony do wyruszenia wraz z nimi.
Takich historii nie brakuje
Książek fantasy o młodym chłopcu, często z biednego domu, który musi wyruszyć w magiczną podróż pełną przygód, nie brakuje. Niestety, trudno mi wśród nich znaleźć coś nowego, ciekawego, coś, co naprawdę wywrze na mnie duże wrażenie. I tak się składa, że „Beniamin Ashwood”, powieść A. C. Cobble’a, również moich oczekiwać w tym względzie nie spełnił.

„Beniamin Ashwood” to książka, którą szybko się czyta
Zacznijmy od samego stylu. To powieść, którą jak najbardziej szybko się czyta. Przyznam, sama pochłonęłam te ponad 500 stron w niespełna 24 godziny, choć tu warto zauważyć, że książki Fabryki Słów mają bardzo mało tekstu na stronę w porównaniu do książek innych wydawców. Jednocześnie jednak to wcale nie oznacza, że styl Cobble’a jest szczególnie dobry. Autor robi w „Beniaminie Aschwoodzie” podstawowy błąd: mówi, ale nie pokazuje. Większości rzeczy dowiadujemy się z narracji, ale nie widzimy tego w praktyce, co sprawia, że historia sprawia wrażenie suchej i nijakiej.
Co z kontrukcją uniwersum?
Ponadto autor chyba nie do końca przemyślał sobie konstrukcje świata czy postaci. Miałam wrażenie, jakby czasem zapomniał, że o czymś powinien wspomnieć, więc wrzucał to w historię później. Przykładowo, na początku poznajemy Bena jako chłopaka, który właściwie to uczy się bić na miecze i zawodowo chce zajmować się warzeniem piwa, co naprawdę lubi. A potem nagle dowiadujemy się, że on faktycznie całe życie chciał się z tej swojej wioski wyrwać. Albo na przykład historia zaczyna się od opisu żyjących w świecie demonów. Problem polega na tym, że po pierwszej scenie te są ledwo co wspominane i nie stanowią jakiegoś szczególnego zagrożenia dla bohaterów.
Ach, ten romans…
Przyznam też, że rozbrajał mnie na łopatki pojawiający się w tej historii romans. Spokojnie, spokojnie, nie ma go dużo, niemniej nasz główny bohater zauracza się, bo… dziewczyna jest ładna. Koniec. Co prawda dostajemy gdzieś w narracji informację, że po kilku miesiącach wędrówki wszyscy członkowie wyprawy zbliżyli się do siebie i zbudowali mocne więzi, ale to nie jest w żaden sposób „udowodnione”. Ponownie, autor informuje, a nie pokazuje i w gruncie rzeczy o bohaterach pobocznych nie wiemy praktycznie nic.
Ponadto, w książce pojawia się jedna scena erotyczna, zajmująca jakąś połowę strony. Niepotrzebna i zbędna, niezbyt szczegółowa, ale jest. Także ostrzegam tych, którzy są na nie wyczuleni.
Zabrakło mi emocji
Wydaje mi się, że to właśnie problem ze stylem jest największym problemem tej książki. Tu nie ma emocji, tu nic takiego się nie dzieje. Jest lekko, sztampowo i dość bezpłciowo. Podróż pełna przygód jest schematyczna i zdaje się nie mieć znaczenia, ani emocjonalnego impaktu. Gdyby poprawić tę historię pod kątem prowadzenia narracji to być może to wszystko nabrałoby barw, ale w tym momencie naprawdę dużo brakuje jej do dobrej.
Oczywiście każda potwora znajdzie swego amatora i rozumiem, jeśli komuś ten typ historii odpowiada. Jak już wspominałam więcej niż raz, „Beniamin Aschwood” to książka lekka w przyswojeniu, a że często najbardziej lubimy stare piosenki, to jestem przekonana, że spora część czytelników będzie się przy niej bawić nieźle. Mnie samej dała odrobinę oddechu po cięższej lekturze, ale niestety, chciałabym, aby ta historia była przynajmniej trochę lepsza.

Tytuł: Beniamin Ashwood
Tytuł serii: Beniamin Ashwood
Numer tomu: 1
Autor: A. C. Cobble
Tłumaczenie: Dominika Repeczko
Liczba stron: 520
Gatunek: high fantasy, przygodowe fantasy
Wydanie: Fabryka Słów, 2021