Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności i zapowiedzi książek
    • Recenzje
    • Zestawienia tematyczne
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Aktualności komiksowe
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Opowieść wysłanniczki: byle-jaki debiut [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 31 grudnia, 2023

„Opowieść wysłanniczki” kupiłam przy okazji zakupów na stronie wydawnictwa SQN. Uznałam, że skoro jest dostępny jakiś nowy debiut to czemu nie; mogę go sprawdzić. Czy to był jednak dobry wybór lektury? Cóż, nieszczególnie. Sprawdź, jak odebrałam tę powieść!

Spis treści:

Toggle
  • Lyrissa zostaje wyrwana z niewoli
  • Bardzo chciałam, by „Opowieść wysłanniczki” była dobra
  • To jeden wielki bałagan
  • Niedopracowany styl debiutntki
  • Uwaga, fabuła chyba gdzieś ucieka
  • Ten świat przedstawiony nie jest dobrze rozpisany
  • Nieśmierelni niczym nastolatkowie
  • Tu naprawdę nie brakuje głupotek
  • Czy moge powiedzieć coś pozytywnego?
  • Czy warto kupować ją na stronie wydawcy?
Opowieść wysłanniczki zdjęcie z okładką

Sprawdź recenzje innych powieści fantasy:  „Koszmar w Nibylandii” | „Legendy i latte” | „Wracać wciąż do domu”


Lyrissa zostaje wyrwana z niewoli

Lyrissa od dziecka przejawia wyjątkowe, magiczne zdolności. Gdy ma dziesięć lat, zostaje porwana przez okrutny Zakon Umysłów, który torturuje ją przez długie lata. Z niewoli ratuje ją dawny przyjaciel i król. Szybko okazuje się, że ich świat czeka potężne starcie.

Bardzo chciałam, by „Opowieść wysłanniczki” była dobra

Z debiutami bywa różnie. Jedne wychodzą bardziej, inne mniej. Czasem sprawiają wciąż wrażenie amatorskiej pisaniny, innym razem widać w nich często jeszcze nieoszlifowany, ale jednak talent. Zdecydowanie chciałam, aby Angelika Botor trafiła do tej kategorii tych lepszych debiutantów. W końcu działa w mediach książkowych tak samo, jak ja, do pewnego stopnia się więc z nią utożsamiam, a poza tym zawsze brakuje mi przyjemnej fantastyki. Niestety, nie mogę – „Opowieść wysłanniczki” jest zdecydowanie jedną z najsłabszych książek od wydawnictwa SQN, jaką w ogóle czytałam. A czytałam ich naprawdę sporo, włącznie z ich serią „Fantastycznie nieobliczalni”, prezentującą właśnie fantastyczne debiuty. Tamte książki nie były raczej wybitne, ale przynajmniej miały w sobie jakieś ciekawe elementy, których w tej książce nie widzę.

Jako że materiały autorki wyświetlały mi się w książkowych mediach, wiedziałam, że powieść celuje raczej w baśniowe klimaty, jednak nie wnikałam głębiej w to, o czym ma być sama fabuła. Przyznam, że gdy zobaczyłam okładkę, pozytywnie zaskoczyłam się tym, jak ona wygląda: nie jest może wybitna, ale sprawia wrażenie dobrze zrobionej, a ponadto personalnie lubię połączenie różu i niebieskości. Niestety, wewnątrz już tak przyjemnie kolorowo nie jest.

Opowieść wysłanniczki  otwarta książka z autografem

To jeden wielki bałagan

Ta powieść sprawia przede wszystkim wrażenie jednego wielkiego bajzlu, w którym króluje „byle-jakość”. Nie wiem, na ile temu winny jest brak doświadczenia pisarskiego i odpowiedniego warsztatu ze strony Botor, a na ile po prostu brak skrupulatności w pisaniu i redakcji, ale naprawdę to pierwsze określenie, jakie przychodzi mi na myśl, gdy przypominam sobie o tej książce. Aby więc się w tym bałaganie nie zgubić, może spróbuje wyjaśnić punkt po punkcie co mam na myśli.

Niedopracowany styl debiutntki

Po pierwsze w stylu Angeliki Botor widzę brak świadomości słowa i dużo sztuczności. Autorka nie buduje językiem klimatu w odpowiedni sposób. Widzę próbę stworzenia go, ale regularnie byłam z niego wybijana przez użycie słów niepasujących do sytuacji. Ponadto zarówno narracja (pierwszoosobowa), jak i dialogi często brzmią jak połączenie szkolnego wypracowania z kościelnym kazaniem niskiej klasy bądź jakiejś książki psychologiczno-edukacyjnej. Przykładowo, jeden z bohaterów w którymś momencie bardzo cieszy się, że stworzył nowe życie i powtarza to kilkukrotnie w dialogach, używając właśnie tego sformułowania. Czy to brzmi jak coś wypowiadanego przez pozytywnie zaskoczonego, przyszłego ojca? Absolutnie nie. Czy to brzmi jak coś, co mogłoby paść z ambony? Do cholery, jasne!

Opowieść wysłanniczki  skrzydełko

Uwaga, fabuła chyba gdzieś ucieka

Po drugie, autorka przynajmniej w tej powieści nie panuje nad fabułą i nie potrafi dobrze określać, które momenty są ważne do rozpisania, a które nie. Dostajemy w tej historii sporo scenek obyczajowych, sporo wyznawania sobie uczuć i wzajemnego obrażania się, a potem godzenia się z bohaterami. Za to wszystkie kluczowe fabularnie opisy, które wprowadzają jakiś zwrot akcji są traktowane zdawkowo. Ot, stało się, tylko po to, by postacie znów mogły dramić i mówić sobie (nienaturalne) miłe słówka. Ach, i jeszcze pić sok owocowy o smaku jabłek, arbuza i truskawek, który ratuje protagonistkę od wielkiego smutku. 

Ten świat przedstawiony nie jest dobrze rozpisany

Po trzecie, jak na książkę fantasy, w tej powieści jest naprawdę bardzo kiepsko rozpisane światotworzenie. Jak pisałam na początku, „Opowieść wysłanniczki” miała być z założenia baśniową opowieścią, ale nawet taka potrzeba ustanowienia pewnych zasad w świecie, a te tutaj działają tak, jak autorce jest chyba wygodnie i jak jej się podoba. Część z nich jest wyjaśniana, ale dzieje się to zdecydowanie za późno w trakcie fabuły i na dodatek czasem wygląda to tak, jakby Botor wymyślała zasady w trakcie pisania, jakby nie zaplanowała tego wcześniej. 

Dla przykładu, mamy tu kwestię nieśmiertelności bohaterów. W tym uniwersum niektóre osoby po prostu są nieśmiertelne. W którymś momencie ich życia ich procesy starzeniowe zatrzymują się. Na samym początku powieści miałam poczucie, że autorka sugeruje mi, jakoby te osoby same wybierały sobie ten moment, trochę jak w cyklu o Wiedźminie robiły to czarodziejki i czarodzieje.

Dlaczego? A no dlatego, że narracja wyjaśnia nam, że kobiety są zawsze bardzo młode, a widok 36-letniego nieśmiertelnego jest już dla protagonistki zaskakujący, bo tak „starych” ludzi raczej nie widuje. Gdy jednak narracja wyjaśnia nam zasady panujące w świecie okazuje się, że nieśmiertelność jest darem, który trafia się bardzo losowo.  To jest BARDZO ważna informacja, która powinna mieć POTĘŻNY wpływ na świat. Ale nie, nie, po co to wyjaśnić wcześniej…

Opowieść wysłanniczki  tylne skrzydełko

Nieśmierelni niczym nastolatkowie

Skoro jestem zaś przy temacie nieśmiertelności to po czwarte – po co robić z bohaterów nieśmiertelnych, skoro i tak zachowują się jak nastolatkowie? Rozumiem, że Lyrissa miała być postacią nieufną, z traumami; takie było jej założenie. Taka postać ma pełne prawo być nieco bardziej intanfylna. Z tym, że jej przeszłość i traumy moim zdaniem zupełnie nie wybrzmiewają. Dlatego w momencie, kiedy 100-letnia kobieta robi dla swojego ukochanego ręcznie napisaną książeczkę z obrazkami (gdzie ona nie potrafi rysować), zostawia mu ją pod drzwiami i ucieka, podglądając, aby sprawdzić jego reakcję to ja nie mam wrażenia, że to jest słodkie i urocze, albo creepy, ale wynikające z traumy. Ja mam wrażenie, że to jest po prostu absurdalnie głupie.

Tu naprawdę nie brakuje głupotek

Takich głupotek jest w tej historii naprawdę dużo więcej. Zresztą, już sam początek to pokazuje. Protagonistka zostaje porwana przez jakiś zakon, który ją torturuje i źle traktuje, ale nie mamy w żadnym momencie wyjaśnienia, jakim cudem Lyrissa nie uciekła, mimo że potrafi przecież samodzielnie tworzyć portale. Ten zakon zaś chce ją wykorzystać przez wzgląd na jej magiczne moce i tak z nich korzysta, że każe jej uwieść, a następnie zabić pewnego władcę. Z tym, że o ile jakieś moce bohaterki zostały ustanowione to jej umiejętność kokieterii już nie. Nic o nich nie wiadomo, nie widać ich zresztą przez całą powieść. Dlaczego więc zakon wybrał Lyrissę, a nie jakąś wyszkoloną kurtyzanę albo damskiego szpiega? Kutwa, nie wiem, nie pytajcie.

Opowieść wysłanniczki  otwarta książka

Czy moge powiedzieć coś pozytywnego?

Jeśli miałabym cokolwiek dobrego o tej książce powiedzieć to może mogłabym uznać, że w sumie to się dość szybko czyta, bo ten styl może i jest toporny i nienaturalny, ale jednak dość lekki. Ponadto mogłabym docenić, że autorka podejmuje próbę napisania czegoś ciepłego i w miarę komfortowego. Tyle że ta książka, jako całokształt, wygląda najwyżej jak wprawka pisarska, która powinna zostać w szufladzie, a nie porządnie rozpisana powieść, która powinna zostać wydana przez jakiekolwiek wydawnictwo. Przepraszam Angeliko Botor, jeśli chcesz pisać i jeszcze tego nie zrobiłaś – znajdź sobie porządnego, ostrego redaktora, zapłać mu nawet z własnej kieszeni i podejmij próbę porządnego nauczenia się pisania, jeśli chcesz to dalej robić. 

Czy warto kupować ją na stronie wydawcy?

A ja „Opowieści wysłanniczki” nie polecam. Zwłaszcza że jako wydana w SQN Orginals nie jest dostępna na platformach innych, niż strona wydawcy, w związku z czym nie ma możliwości. przynajmniej na tę chwilę, zapoznania się z nią w ramach abonamentu. A że nie jest bardzo popularna, to pewnie znalezienie jej w bibliotece też może być wyzwaniem. 


Tytuł: Opowieść wysłanniczki

Autor: Angelika Botor

Liczba stron: 608

Gatunek: przygodowe fantasy

Wydanie: SQN, 2023

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: fantasy, high fantasy, literatura młodzieżowa, literatura polska, przygodowe fantasy, Wydawnictwo SQN

2 thoughts on “Opowieść wysłanniczki: byle-jaki debiut [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Tkając świt: uczcijmy mądrość Mai milczeniem [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna
  2. Pingback: Książę mafii: Blanka Lipińska w wersji YA [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • „Dwór rozbitej harmonii” już niedługo w księgarniach. Premiera 29.10.2026 [zapowiedź]
  • Książkowe fantastyczne premiery listopada 2026: co warto sprawdzić? [zapowiedź]
  • Czy oszczędny „Pan Światła” Zelaznego przetrwał próbę czasu? [recenzja]
  • „Familiar” Bardugo, czyli gdy renesansowa Hiszpania i magiczny turniej to tylko przykrywka [recenzja]
  • „Zniknięcie córki Wintera” to powieść Sullivana z zagadką do rozwiązania [recenzja]

Alternatywna historia Anna Kańtoch dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy kryminał urban fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme