Melancholijny „Stroiciel fortepianów” to tajwańska historia, pełna muzyki i przemyśleń na temat żałoby i utraty sznasy na lepsze życie. Czy opowieść o niespełnionym geniuszu i biznesmenie, który niedawno stracił ukochaną, jest lekturą dla Ciebie?

Sprawdź recenzje innych obyczajowych powieści: „Clone” | „Siedmiu mężów Evelyn Hugo” | „Smocze ziarno”
Co zrobić ze szkołą muzyczną?
Lin Sang niedawno stracił żonę i próbuje poradzić sobie z żałobą. Musi podjąć ważną decyzję: co zrobić z jej szkołą muzyczną, o którą tak dbała? Podczas wizyty w placówce spotyka stroiciela fortepianów, pracującego w szkole od roku. Gdy mężczyzna proponuje mu, że po raz ostatni nastroi instrument należący do swojej byłej pracodawczyni, Lin Sang zgadza się. Pomiędzy nieznajomymi rodzi się nić porozumienia.

„Stroiciel fortepianów” to pierwszy raz z tajwańską literaturą
To nie jest rodzaj literautry, którą czytam zazwyczaj. „Stroiciel fortepianów” to powieść obyczajowa, oznaczana przed wydawnictwa jako literatura piękna. Już samo to jest dla mnie pewnym wyjściem ze strefy zainteresowań. To jednak nie wszystko. Autorem tej powieści jest bowiem tajwańczyk, Ghinang-Sheng Kuo, co oznacza, że to pierwsza powieść z tego kraju, jaka wpadła mi w ręce.
„Stroiciel fortepianów” jest też raczej krótką książką. Ma nieco ponad 120 stron, dlatego w praktyce: to lektura na jeden wieczór.

Zazwyczaj mam problem z „literaturą piękną”
Zazwyczaj książki, które określane są przed wydawców jako literatura piękna to albo klasyki, albo te tytuły, od których się odbijam. Bardzo często mają sztucznie kwiecisty język, a fabuła czy pojawiające się w nich nawiązania nie są czymś, co ze mną rezonuje. „Stroiciel fortepianów” przełamuje jednak trochę tę passę, być może właśnie dlatego, że nie jest długi, więc nim treść zaczęła mnie męczyć, ja zdążyłam już tę historię skończyć.

„Stroiciel fortepianów” jest dobrze napisany
To książka napisana w sposób ładny, ale płynny i zrozumiały. Narratorem jest tytułowy stroiciel fortepianów, dla którego muzyka jest właściwie całym życiem. Toteż nic dziwnego, że pojawia się wewnątrz wiele porównań czy dygresji związnych z fortepianami lub muzyką. Jednakże moim zdaniem wypada to naprawdę naturalnie, integralnie z całą powieścią.
Narracja zapewnia też drobny twist już na samym początku. Historia zaczyna od przedstawienia Lin Sanga i przez chwilę byłam przekonana, że mam doczynienia z narracją trzecioosobowa, a że to ten bohater bedzie głównym. Szybko jednak okazuje się, że, jak już wspomniałam, całość opowiadana jest z perspektywy pierwszej osoby.
To jednak nie jest udziwnienie, które funkcjonuje jako „sztuka dla sztuki”, a detal, który naprawdę pomaga w całej narracji i sprawia, że zwyczajna historia o życiu jest trochę ciekawsza.

Żałoba po bliskich i utrata nadziei na przyszłość
„Stroiciel fortepianów” ma raczej melancholijno-smutny klimat. Porusza temat żałoby i straty, zarówno jeśli chodzi o bliską osobę (żona Lin Sanga), jak i utracone życie i marzenia. Narrator to bohater, który mógłby być wielkim muzykiem; sam siebie określa mianem geniusza. Niestety, jego życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Miał szansę na wielką karierę, jednak zaprzepaścił ją przez swój błąd. Żyjąc jako stroiciel zaś, ledwo wiąże koniec z końcem. Nie ma bliższych relacji, a możliwość grania na fortepianach klientów to dla niego jedna z tych niewielu rzeczy, które dają mu namiastkę „czegoś więcej”.
Z kolei Lin Sang musi poradzić sobie z odejściem ukochanej. Mężczyzna jest 60-letnim, raczej bogatym biznesmenem po rozwodzie i z synem, który jednak mieszka w innym kraju. Jego młodsza żona zmarła na raka po pół roku choroby, mając 36 lat. To oczywiście nie było coś, czego się spodziewał. Z czasem zaś przez spojrzenie Stroiciela czytelnik dowiaduje się nieco więcej o naturze ich relacji, której daleko było do ideału.

Spojrzenie na tajwańską kulturę
Dla mnie to również ciekawe spojrzenie na samą kulturę Tajwanu. Nie jestem szczególnie zainteresowana kulturą Azji, toteż nie mam głębszej wiedzy w tym temacie. Ghiang-Sheng Kuo pisze zaś nie na rynek amerykański, a azjatycki; nie trakuje więc czytelnika jako takiego, którego trzeba czegoś nauczyć. Przedstawia więc opowieść w sposób bardzo integralny, nie próbując np. na siłę wyjasnić pewnych kwestii, jak to zdarza się w przypadku książek pisanych przez amerykańskich imigrantów.
Gdzieś w tle pojawia się więc temat tego, jak wygląda tajwańskie społeczeństwo i kultura muzyczna. Tego, jak ważne dla rodziców jest to, by ich dzieci uczyły się muzyki. Jak często dziwczynki są wysyłane do nauki gry na instrumentach, a chłopcy, nawet jeśli tego chcą, niekoniecznie są do tego namawiani. Tytułowi Stroiciel mógłby zarabiać znacznie więcej jako nauczyciel, ale wiedząc, jak to wygląda, po prostu nie chce tego robić.

Czy „Stroiciel fortepianów” zostanie ze mną na dłużej?
Jak już napisałam, to książka, która zdążyła się skończyć, nim zaczęła nurzyć. Spotkanie z nią uważam więc co do zasady za raczej owocne. Jednocześnie „Stroiciel fortepianów” to raczej nie jest tytuł, który zostanie w mojej pamięci na dłużej. Nie było w tej historii nic, co wywołałoby u mnie większe emocje czy przywiązanie.
Pod względem fabularnym to raczej spotkojna opowieść, w której niewiele sie dzieje. Więcej jest tu przemyśleń i informacji o fortepianach, niż faktycznej akcji. Tak naprawdę nawet zakończenie jest raczej otwarte i niczego jednoznacznie nie domyka.
Sama relacja bohaterów zaś nie wciągnęła mnie na tyle, by z emocjami obserwować całe zajście. To zresztą nie taki rodzaj historii. Jak już wspominałam, to raczej spokojna i melancholijna opowieść.

Jak wydany jest „Stroiciel fortepianów”?
„Stroiciel fortepianów” nie jest długą książką, toteż nie dziwi mnie jej mały fortmat. Ma miękką oprawę ze skrzydełkami i został wydany w dość elegancki, „czysty” sposób. Okładka jest minimalistyczna, z wyraźną strukturą papieru i wytłoczeniem grafiki. Chciałabym jedynie, aby tytuł był nieco bardziej widoczny.
Książka jest klejona, ale jej papier wydaje się nieco lepszej jakości niż zwykle. Jest bardziej sztywny, przyjemny w dotyku, kremowy w kolorze.

Dla kogo jest „Stroiciel fortepianów”?
„Stroiciel fortepianów” jest spokojną, melancholijną opowieścią. Myślę, że mogą się w niej odnaleźć przede wszystkim te osoby, które lubią tego rodzaju literaturę, bo nie jest to zupełnie typowa, rozrywkowa opowieść. Książka może być też np. dobrym dodatkiem do prezentu dla osoby, która po prostu lubi muzykę bądź po prostu: dla muzyka. Nie uważam jednak, by to był „must read”, który wnosi do życia szczególnie dużo, a odbiór powieści na pewno będzie mocno uzależniony od indywidualnych przeżyć i przemyśleń czytelnika.

Tytuł: Stroiciel fortepianów
Autor: Chiang-Sheng Kuo
Tłumaczenie: Katarzyna Sarek
Liczba stron: 128
Gatunek: literatura obyczajowa
Wydanie: ArtRage, 2024