Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności i zapowiedzi książek
    • Recenzje
    • Zestawienia tematyczne
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Aktualności filmowe
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Aktualności ze świata gier
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Aktualności komiksowe
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Czy to naprawdę „Nowe Nadzieje”? Antologia zwycięskich opowiadań z konkursu „NF”  [recenzja]

Opublikowano 25 października, 2026

Ten konkurs przyniósł ponad tysiąc zgłoszonych opowiadań i czternaście wyróżnionych tekstów. Czy antologia „Nowe Nadzieje” naprawdę zawiera wybitne teksty napisane przez mniej znanych, polskich twórców fantastycznych? Sprawdź omówienie wszystkich opowiadań, jedno po drugim.

Spis treści:

Toggle
  • Antologia konkursowych opowiadań „Nowej Fantastyki
  • Czy to naprawdę nowe nadzieje?
  • Te hybrydy nie mają supermocy
  • Wojna w tej dystopii to codzienność
  • Nekromanta i wiedźmy w „Świcie nad Adramelechem”
  • Mecenas Krzywda broni oskarżonego wampira
  • On kocha ją i morze, ona nie chce być druga
  • Poszukiwaczka skarbów, w których działanie nie wierzy
  • Nekromanta z monopolem na rynek wydawniczy
  • Kolonia na Marsie, apokalipsa na Ziemi
  • Która Ziemia jest lepsza?
  • Krakowskie gargulce i student prawa
  • Zmień imię, bo trafi ci się demon
  • Prank na ciężarnej w dystopii SF
  • Detektywka (pół)syrena na tropie
  • Kot na straży swojej Pani
  • Jak wydane są „Nowe nadzieje”?
  • Czegoś mi brakuje, ale…
Nowe Nadzieje książka leży na blacie okładka

Sprawdź recenzje innych zbiorów opowiadań: „Tarnowskie Góry. Miejskie opowieści” | „Harde Baśnie” | „Księga strachu 2” 


Antologia konkursowych opowiadań „Nowej Fantastyki

Redakcja „Nowej Fantastyki”, ogłaszając swój konkurs na opowiadanie, na pewno spodziewała się sporego odzewu, ale nie jestem pewna, czy aż tak dużego. Na konkurs nadesłano 1267 tekstów. Spośród nich wybrano 14 tekstów, którym przyznano miejsca i specjalne wyróżnienia, a następnie opublikowano nie tylko w piśmie, ale również w antologii „Nowe nadzieje”. Każdy z tekstów został zaś opatrzony wstępem innego polskiego autora.

Opowiadania w antologii ułożono w kolejności od zwycięskiego, przez kolejne miejsca, po teksty wyróżnione. Moje wrażenia z lektury są co do zasady pozytywne: wszystkie te teksty po prostu dobrze się czytało, nawet jeśli nie były w pełni „moje”. Jednocześnie czuję jednak pewne rozczarowanie. Biorąc pod uwagę tak dużą liczbę nadesłanych opowiadań, spodziewałam się, że przynajmniej te zwycięskie wywołają u mnie „efekt wow”, którego jednak nie było. Do tego jednak, jak odebrałam poszczególne teksty, przejdę za chwilę.

Czy to naprawdę nowe nadzieje?

Najpierw chciałabym jednak poświęcić chwilę autorom i twórcom wstępów.

Tytuł antologii sugeruje, że obecni w niej twórcy to nowe nadzieje polskiej literatury fantastycznej. Warto jednak wiedzieć, że wśród czternastu autorów faktycznych debiutantów jest zaledwie dwójka. Pozostali autorzy publikowali opowiadania lub też w dwóch przypadkach: powieści. Niektórzy zdobyli nawet nominacje do Zajdla. Dlatego też chociaż zgadzam się, że wszystkim przyda się dodatkowy „spotlight”, bo nie są to bardzo rozpoznawalne nazwiska, to w większości nie są to zupełnie nowi na rynku twórcy.

Jeśli zaś chodzi o wstępy, to moim zdaniem większość z nich warto czytać dopiero po lekturze opowiadań, bo często zawierają spoilery i właściwie są swoistymi recenzjami opowiadań. Jednocześnie uważam, że z większością naprawdę warto się zapoznać, bo zwracają one uwagę na niektóre elementy tekstów, które czytelnikowi mogłyby po prostu umknąć. 

Nowe Nadzieje  grzbiet

Te hybrydy nie mają supermocy

Zbiór rozpoczyna opowiadanie „Dzieci wszechdżungli” Rafała Łobody. Podobnie jak trzynastu pozostałych autorów, Rafał Łoboda był mi wcześniej zupełnie nieznany. W zwycięskim opowiadaniu sięgnął zaś po fantastykę naukową. Jego historia opowiada o planecie zamieszkiwanej przez owadopodobną cywilizację, na którą przybyli ludzie. Ci zaś rozmnożyli się wraz z lokalnymi kobietami. Efektem tego są dzieci-hybrydy, często niezdolne do normalnego funkcjonowania. W tym wszystkim jest jednak większy plan, którego Roza, główna bohaterka i młoda hybrydka, jest zupełnie nieświadoma.

Mimo ograniczonej liczby stron, Łoboda kreuje zaskakująco pełny i wiarygodny świat. To fantastyka naukowa z tych, które nie skupiają się tak bardzo na samym pomyśle, a wchodzi trochę głębiej w jednostkę i jej przeżycia. Tworzy sytuację niby tak odległą, a jednak bliską czytelnikowi, grając mocno na emocjach związanych z rodziną i przywiązaniem do niej. To opowiadanie, które nie tylko dobrze się czyta, ale również takie, które zadaje pytania związane z tym, jak społeczeństwo może traktować nieletnich i czego może od nich wymagać.

To opowiadanie bez problemu mogłoby stać się podstawą większej historii, gdyby tylko Łoboda tego chciał. Warto też nadmienić, że tekst jest też retellingiem mitu o Dedalu i Ikarze.

Wojna w tej dystopii to codzienność

Drugie opowiadanie napisał Łukasz Borowiecki. „Wojna nr 785” wydaje mi się swoistym pastiszem fantastyczno-naukowym, a przy tym kojarzy mi się z literaturą gatunkową z lat 50. XX wieku, np. z „Osą”. Opowiada o świecie, w którym wojny są codziennością, ale już od dawna nie giną z nich ludzie. Główny bohater zaś trafia w sam środek tej międzynarodowej zabawy, gdy jego pojazd próbuje wyminąć tłukące się mechy. Towarzyszy mu zaś niezwykle gadatliwy i irytujący współpasażer. 

To jedno z tych opowiadań, które jestem w stanie określić jako „nie moje”, chociaż przyznaję, że czyta się je płynnie, a autorowi nie brakowało pomysłu (w przeciwieństwie do Vizvary’ego, którego wstęp nie wnosi praktycznie nic). To żartobliwa dystopia, która próbuje skomentować rzeczywistość i to, jak media podchodzą momentami do konfliktów. Sama nie jestem jednak wielką wielbicielką humorystycznej fantastyki, a opowiadanie nie zostało ze mną na dłużej.

Nowe Nadzieje  skrzydełko przód

Nekromanta i wiedźmy w „Świcie nad Adramelechem”

Żaneta Siemsia-Pindur to jedyna osoba, której twórczość poznałam wcześniej; czytałam już jej „Imperium Kolibra”. Nie wątpiłam więc, że „Świt nad Adramelechem” będzie przynajmniej dobrze napisany i… faktycznie jest. To kryminał fantasy, osadzony w, z tego, co rozumiem, odrębnym uniwersum. Dagaz to nekromanta, który zostaje pilnie wezwany do rozwiązania sprawy. Nie spodziewa się, że zostanie wplątany w sprawę wiedźm.

Autorka w swoim tekście kreuje wiarygodne otoczenie, w którym na pewno nie brakuje potencjału. Ponadto dodaje pewien twist z postacią głównego bohatera, który dodaje mu głębi. Jednocześnie mam poczucie, że ten świat nie został mi przedstawiony odpowiednio klarownie albo też zabrakło mi skupienia w trakcie lektury, bo nie jestem w stanie z pewnością streścić fabuły. Tak jakby zabrakło tu jednak pewnej podbudowy. Niemniej, na pewno sam pomysł na świat fantasy Siemsii-Pindur ma w sobie sporo potencjału, również na budowanie kolejnych historii.

Mecenas Krzywda broni oskarżonego wampira

Jak lubię wampiry, tak kolejny tekst jest w moim odczuciu jednym z najsłabszych (i chyba najkrótszych) w całej antologii. „Mecenas Krzywda” Anny Fijałek to komedia z krwiopijcami w roli głównej. Jest niczym odcinek „Sędzi Anny Marii Wesołowskiej”, ale akcja rozgrywa się sto lat po apokalipsie, w związku z którą część świata przemieniona została w wampiry, włącznie z tytułową bohaterką. Mecenas Krzywda właśnie zaczyna bronić swojego klienta, Juliana Pietraszke, sądzonego za czyn popełniony w chwili apokalipsy.

To bardzo lekki tekst, osadzony na żartach, które raczej mnie nie bawią. Kreuje dość absurdalny świat, który raczej z założenia nie miał być zbyt wiarygodny. Nie mam zamiaru odbierać Fijałek pomysłu: wampirza apokalipsa w komediowej formie to nie jest coś, na co trafiam codziennie. Brakuje mi jednak w tym tekście głębi, a ponadto — jak już wspominałam — raczej nie przepadam za humorystyczną fantastyką.

Nowe Nadzieje strona tytułowa

On kocha ją i morze, ona nie chce być druga

Wstęp do kolejnego opowiadania napisała Anna Hrycyszyn i wcale mnie to nie dziwi. Połączenie morza z historią skupiającą się na relacjach międzyludzkich to coś, co jest bardzo „jej”. „O czym szepczą fale w Nólsoy” Magdaleny Anny Sakowskiej to historyczne fantasy, w którym jednak rzeczywista lokalizacja nie ma większego znaczenia. Główny bohater opowiadania, Nóa, kocha morze, ale kocha też z niego wracać. Kocha swoją kobietę, ale nie wystarczająco, by porzucić podróże. Ta więc postanawia zacząć szkolić się na wiedźmę, nie chcąc być tą drugą po morzu. 

To obyczajowe fantasy, w którym jednak bezustannie coś się dzieje. Nóa próbuje zrozumieć, kim jest i czego chce, zaś Sigrun, jego ukochana, miota się, ponieważ ona wie, czego chce: chce jego, ale nie może tego dostać. Sakowska w bardzo realistyczny sposób przedstawia ludzkie emocje, jednocześnie tworząc historię opowiedzianą bardzo malowniczym językiem. Tekst spodobał mi się na tyle, że zdążyłam już kupić wydaną (i nominowaną do Zajdla) powieść autorki, „Fugę”.

Poszukiwaczka skarbów, w których działanie nie wierzy

„Korsarka morza traw” Huberta Jana Beresia to debiutanckie opowiadanie, które fabularnie sięga do raczej typowych schematów fantasy, ale dzięki światotworzeniu i unikalnej bohaterce wyróżnia się na tle innych. Autor wrzuca czytelnika do świata jakby science fantasy, w którym rdzenie tesseraktowe pozwalają na wytwarzanie różnorodnych wynalazków, ale niestety: twórcy technologii nie chcą się nią dzielić. Kraka to swoista poszukiwaczka skarbów, dosiadająca wielkiego koguta, która w nową technologię nie wierzy, a jednak żyje z ich poszukiwania.

Zwykle główni bohaterowie tego typu historii to piękne, młode dziewczęta lub silni mężczyźni z mieczami. Kraka jest zaś zwyczajną, bystrą babką, która po prostu dorabia i wcale nie chce być jakoś szczególnie bohaterska. To sprawia, że jej losy śledzi się po prostu z większym zainteresowaniem. To w połączeniu z lekką, dobrze poprowadzoną przygodą daje naprawdę przyjemne opowiadanie, które buduje podstawy świata z naprawdę dużym potencjałem na dłuższe, przygodowe fantasy.

Nowe Nadzieje strona tytułowa opowiadania

Nekromanta z monopolem na rynek wydawniczy

Siódme już opowiadanie jest niczym dobra przygoda z sesji D&D. „Stowarzyszenie nieumarłych poetów” Michała Puchalskiego opowiada o pisarzach, którzy przez sytuację rynkową nie mogą niestety opublikować swoich książek. Monopol na rynek ma bowiem pewien nekromanta, który od lat nie publikuje nowych autorów. Bert zaś ze swoją drużyną pisarzy postanawia rozwiązać ten problem.

Puchalski zaserwował czytelnikom heist, tyle tylko, że zamiast stworzyć drużynę wojowników, sięgnął po pisarzy, którym do mistrzów włamań i rzezimieszkowania jest zdecydowanie daleko. To jeden z tych tekstów, który jest raczej żartobliwy, ale ta żartobliwość nie bierze się aż tak z żartów słownych, lecz z humoru sytuacyjnego. Autor przedstawił niby prosty, ale naprawdę sympatyczny pomysł, który pozostawia po sobie poczucie, że hej, jak fajnie, że ktoś na to wpadł.

Kolonia na Marsie, apokalipsa na Ziemi

„Mściwy człowiek” Marka Kolendy to opowiadanie fantastyczno-naukowe, w którym obserwujemy jako czytelnicy losy dość świeżej, marsjańskiej kolonii. Tak świeżej, że mieszkający na niej ludzie wciąż pamiętają Ziemię. Problem polega na tym, że na Ziemi doszło do apokalipsy. Ryan Morgan zaś musi podjąć decyzję dotyczącą tego, kogo i jak uratować, aby zapewnić kolonii jak najwyższą szansę na przetrwanie.

To tekst, który w ciekawy sposób porusza temat ludzkiej natury i tego, jak potencjalnie moglibyśmy zareagować na podobną katastrofę. Kolenda dobrze zarysowuje czytelnikowi nastroje na stacji, na której właściwie wszyscy przeżywają żałobę. Jej dowódca, Morgan, powinien zaś zachować bezstronność w zaistniałej sytuacji. To sprawnie napisany tekst i całkiem bystry, choć niezupełnie nowatorski, komentarz na temat władzy i ludzkiej natury.

Nowe Nadzieje  otwarta książka

Która Ziemia jest lepsza?

Kolejny tekst chyba zalicza się do tych, które zrobiły na mnie mniejsze wrażenie. „Nasze wspólnoty” Adrianny Filimonowicz to opowieść o turystach z innej Ziemi, którzy przybyli na zacofaną, w ich mniemaniu, planetę, wciąż kultywującą dawne zwyczaje. Główny bohater, Vay, żyje w świecie, w którym ludzkość funkcjonuje w połączonej mentalnie społeczności, takiej bez hejtu i przemocy. Przybywając na wakacje, odkrywa inną rzeczywistość, która zaczyna go niezwykle fascynować. Pojawia się pytanie: które podejście do rzeczywistości jest lepsze?

Są w tym opowiadaniu ciekawe elementy. Autorka pokazuje zderzenie kulturowe Vaya z tym, co dzieje się na Ziemi. Tworzy ciekawą relację pomiędzy bohaterami z dwóch zupełnie różnych światów. Cały tekst czyta się też co do zasady płynnie. Jednak przyznaję, to fantastyka naukowa, która jakoś wiele po sobie u mnie nie zostawiła; mam wrażenie, że już to gdzieś jednak widziałam.

Krakowskie gargulce i student prawa

Urban fantasy z gargulcami i akcją rozgrywającą się w Krakowie brzmi jak całkiem sympatyczny pomysł, toteż nie dziwi mnie, że „Lokator na dziko” Ewy Marczyńskiej-Goldstein znalazł się wśród wyróżnionych opowiadań. Jednocześnie uważam, że to tekst naprawdę bardzo prosty i niewyróżniający się szczególnie np. na tle powieści Magdaleny Kubasiewicz czy Anety Jadowskiej.

Główny bohater tekstu to Tolek, student prawa, który pewnego dnia zauważa anomalię związaną właśnie z gargulcami. Te zaczynają się przemieszczać, a nowe miejsca, w których bytują, stanowią dla nich zagrożenie. Chłopak więc próbuje im pomóc.

Sam pomysł jest dość uroczy, ale też bardzo prosty i niepozostawiający po sobie zbyt wiele. Ot, poprawnie napisane, sympatyczne urban fantasy, których obecnie w gruncie rzeczy nie brakuje na polskim rynku.

Nowe Nadzieje skrzydełko tył

Zmień imię, bo trafi ci się demon

„Unka” Saszy Hady z jednej strony porusza naprawdę ciekawy temat magii imion i buduje ciekawy klimat. Z drugiej zaś zbyt często brzmi jak streszczenie. Główna bohaterka tego fantasy żyje w świecie, w którym każdy, bez wyjątków, co roku odrzuca swoje własne imię i przybiera nowe. Unka jednak robi to tylko pozornie, wciąż samą siebie nazywając Unką. To sprawia, że w ślad za pozbawioną rodziców sierotą zaczyna podążać demon.

To opowiadanie ma dobre momenty i dobre sceny. Jednocześnie autorka próbuje opowiedzieć zbyt wiele z losów bohaterki na zbyt małej liczbie stron. W efekcie spora część z tekstu jest streszczeniem tego, co i u kogo robiła Unka. Pod koniec wprawdzie zaczyna być trochę lepiej. Mam jednak poczucie, że gdyby ten tekst był dłuższy, po prostu by zyskał. W tej formie, choć z ciekawym pomysłem i klimatem, jest trochę pozbawiony głębi.

Prank na ciężarnej w dystopii SF

Im jestem starsza, tym mniej lubię historie, które wywołują realny niepokój. Tego wystarczająco mamy wokół w realnym świecie. Dlatego „Prawa i przywileje Jacqueline” Adama Grotha jest jednym z tych tekstów, które wpadają do worka: „nie moje”. Protagonistka opowiadania pracuje w agencji marketingowej, która wymyśla pranki dla jednego z największych influencerów. Ona sama zaś robi coś wbrew aktualnym trendom: choć nie jest katoliczką, chce mieć dziecko. Wkrótce okazuje się, że ma być ofiarą następnego (brutalnego) pranka swojego klienta.

Mam czasem wrażenie, że gdy mężczyźni sięgają po tematykę kobiet w ciąży albo dzieci, chcą przede wszystkim szokować dla szokowania. Rozumiem, że taki jest też wykreowany przez autora świat, jednak jego komentarz i sama kreacja nieszczególnie przypadły mi do gustu, a opowiadanie zamiast wzbudzać refleksję, raczej nieprzyjemnie mnie uwiera. Choć czyta się je dobrze, to nie jest moja para kaloszy. 

Nowe Nadzieje  tył okładki

Detektywka (pół)syrena na tropie

Kolejne opowiadanie to klasyczny przykład kryminału urban fantasy, który jednak całkiem dobrze działa. „Zapach wody” Marcina Bartosza Łukasiewicza rozgrywa się w świecie, w którym syreny istnieją i niekoniecznie są mile widziane przez ludzi. Główny bohater, Adrian, wybiera się do detektyw Fiołek, ludzko-syreniej hybrydy. Chce, aby kobieta pomogła mu rozwiązać zagadkę kryminalną.

To całkiem przyjemna, lekka i rozrywkowa przygoda, która jest o tyle ciekawsza od np. opowiadania „Lokator na dziko”, że bierze na tapet jeden konkretny element (syreny) i wrzuca go do swojego świata, zamiast tworzyć kolejne urban fantasy z różnymi rodzajami magów, aur i magicznych istot. Jest to jednak tekst raczej prosty i choć przyjemny, to wiem, że nie zostanie ze mną na dłużej. 

Kot na straży swojej Pani

Zbiór zamyka animal fantasy, które jest prostym tekstem, acz z sympatycznym twistem. „To czego oczy nie widzą (czyli kot, wróbel i Ateny)” Daniela Kordowskiego to tekst o pewnym kocie, który pilnuje swojej właścicielki i strzeże jej przed złymi istotami. Pewnego dnia jednak wróbel przynosi mu złą wróżbę, a w domu jego Pani pojawia się obcy mężczyzna. Kotu zdecydowanie się to nie podoba, dlatego postanawia sięgnąć po magię, by wygonić z mieszkania to, co szkodzi ich domostwu.

To naprawdę bardzo prosty tekst, ale mający trochę sympatycznych pomysłów. Główny koci bohater nie jest po prostu kotem; gdy zrzuca z mebli ulubione przedmioty swojej pani to przez to, że właśnie stoczył walkę z siłami zła. Kordowski dość sprawnie zaś opisuje kocie przywiązanie i tworzy tekst z dość nostalgicznym, ciepłym twistem.

Jak wydane są „Nowe nadzieje”?

„Nowe nadzieje” to klasyczna miękka oprawa ze skrzydełkami. Książka jest klejona i wydrukowana na przeciętnym papierze. Na skrzydełkach i na tyle znajdują się krótkie biogramy autorów opowiadań. Każde opowiadanie zaś ma stronę tytułową, z ilustracją znajdującą się na okładce. Wewnątrz nie ma dodatkowych zdobień.

Nowe Nadzieje  łączenie kartek z grzbietem

Czegoś mi brakuje, ale…

„Nowe nadzieje” to czternaście różnorodnych opowiadań. Autorzy sięgnęli zarówno po przygodowe fantasy, fantastykę naukową, czy klasyczne, kryminalne urban fantasy. Jednak jak już pisałam na początku, czegoś mi jednak w nich trochę zabrakło. Większość to dobre opowiadania rozrywkowe, z ciekawymi pomysłami, ale często brakuje im ciekawej formy, wzbudzającego zachwyt języka czy koncepcji, która naprawdę zwaliłaby z nóg. Biorąc pod uwagę, że to 1% najlepszych tekstów nadesłanych na konkurs – po prostu nie jestem w pełni usatysfakcjonowana.

Mimo to jest to naprawdę zbiór warty uwagi, który wchodzi raczej bezproblemowo i w którym nie brakuje ciekawych pomysłów. Pozostaje mieć więc tylko nadzieję, że obecnym w antologii autorom uda się wgryźć w polski rynek fantastyki.


Nowe Nadzieje  okładka

Tytuł: Nowe nadzieje. Zwycięskie opowiadania z „Nowej Fantastyki”

Autor: Rafał Łoboda, Łukasz Borowiecki, Żaneta Siemsia-Pindur, Anna Fijałek, Magdalena Anna Sakowska, Hubert Jan Bereś, Michał Puchalski, Marek Kolenda, Adrianna Filimonowicz, Ewa Marczyńska-Goldstein, Sasza Hady, Adam Groth, Marcin Bartosz Łukasiewicz, Daniel Kordowski

Liczba stron: 544

Gatunek: fantasy, fantastyka naukowa, zbiór opowiadań

Wydanie: Prószyński i S-ka, 2026

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: Dystopia, fantastyka naukowa, fantasy, fantasy historyczne, fantasy marynistyczne, high fantasy, komedia, kryminał fantastyczny, kryminał fantasy, kryminał urban fantasy, literatura polska, Magdalena Anna Sakowska, przygodowe fantasy, retellingi i baśnie, urban fantasy, Wampiry, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Żaneta Siemsia-Pindur

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Czy to naprawdę „Nowe Nadzieje”? Antologia zwycięskich opowiadań z konkursu „NF”  [recenzja]
  • „Wojownicy” trafią na ekrany Disney+ w 2028 roku [zapowiedź]
  • „Odłamki Burzy” w księgarniach w listopadzie. Co wiemy? Premiera 24.11.2026 [zapowiedź]
  • „Osnowa” Piskorskiego trzyma w napięciu, dopóki nie odkryje swoich tajemnic [recenzja]
  • Limitowana „Wojna makowa”  z opóźnieniem. Premiera jednak 06.11.2026 [zapowiedź]

Alternatywna historia Anna Kańtoch dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy kryminał urban fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme