„Szklany Miecz” wygrałam w konkursie. Tak, dokładnie: zgarnęłam drugi tom, bez pierwszego. Dlatego pierwszy czytałam w wersji elektronicznej. Jak podobała mi się kontynuacja i dlaczego uznałam, że wbew obiegowej opinii to lepsza część od pierwszej?

Współpraca z Czerwoną Gwardią jest trudniejsza niż się wydawało
Mare uciekła z pałacu i wraz z Calem dołączyła do Czerwonej Gwardii.
Niestety, współpraca ze swoimi wcale nie jest tak prosta, jak jej się wydawało. Nie każdy chce być jej sojusznikiem, a już na pewno nikt nie ma ochoty stać ramię w ramię ze srebrnym Księciem. Dziewczyna zaś nie ma pojęcia, komu może zaufać.
Mimo młodego wieku Mare musi stawić czoła rewolucji, spiskom oraz samej sobie…
„Szklany Miecz” wyłamuje się ze schematu powieści YA
Młodzieżówki mają wiele wspólnych cech. Romans, lekki styl, naiwność oraz… staczanie się jakości tekstu z tomu na tom. Na całe szczęście kontynuacja „Czerwonej Królowej” wyłamuje się nieco ze schematu. Aveyard, pisząc kolejny tom, stworzyła coś naprawdę zdecydowanie lepszego od pierwszej wydanej przez siebie powieści.
Rzeczą jasną było dla mnie — i jest — że nie da się naprawić tak zniszczonego nielogicznymi posunięciami uniwersum, jakie autorka książki stworzyła sobie w pierwszym tomie. Zostało zbyt dokładnie zarysowane, aby Aveyard mogła z nim coś więcej zrobić. Na całe szczęście akcja „Szklanego Miecza” ucieka nieco od zamku i polityki, dzięki czemu powieść traci trochę irracjonalności, a informacje o tym, jak funkcjonuje cały świat pod względem władzy, odsuwają się nieco w cień. Dzięki temu błędy, jakie popełniła autorka, tworząc go, nie są już aż tak widoczne.

Mimo wszystko, to schematyczne czytadło
O ile „Czerwona Królowa” była bajką w zamku, tak „Szklany Miecz” zmienia się w bardzo schematyczne czytadło, którego przebieg byłam w stanie przewidzieć niemal od razu. Sprawiło to, że miałam wrażenie, jakbym czytała scenariusz do filmu, który miałby powstać na bazie książki, a nie pełnoprawną powieść. Nie, nie chodzi mi o to, że w historii brakuje opisów, co to, to nie, jest ich akurat 😉 Ale naprawdę nie trzeba wielu zmian, aby z tej książki zrobić kolejny filmowy hit. I choć teoretycznie schematyczność nie powinna być zaletą żadnej powieści, to w tym przypadku taki zabieg po prostu książkę Aveyard uratował. Nie ryzykowała… i chyba słusznie.
Bądź co bądź, Mare dalej jest cholernie irytującą postacią. Wprawdzie może nie aż tak jak w tomie pierwszym, ale jednak… Czemu? Bo w jednej chwili mówi, że np. nie będzie nikomu ufać, a już w kolejnej zdradza wszystkim wokół swoje tajemnice i do wszystkich wokół się przytula. Albo w jednej scence uśmiecha się i bawi, by w drugiej marudzić, że nie, ona już nie jest dawną Mare! Ona już nie potrafi się uśmiechać! Bogowie! Taka dziewucha ma przewodzić powstaniu? Naprawdę?
Świat przedstawiony to pięta achillesowa tej książki
Oczywiście kolejną słabą stroną historii był świat przedstawiony. Jak wspominałam, nie da się tego w całości naprawić w kontynuacji… niestety. Przeciwnicy Mare zachowują się jak idioci. Zresztą Czerwona Gwardia nie jest lepsza. Widać, że autorka ma średnie pojęcie o polityce i taktyce. A przy tego typu historiach taka wiedza niestety bardzo by się jej przydała.
Mimo wszystko przy niektórych scenkach historia stała się dla mnie takim… guilty pleasure. Nie, nie wszędzie i nie zawsze, niemniej po prostu w miarę przyjemnie obserwowało mi się relacje Mare i Cala, dopóki oczywiście nasza główna bohaterka nie zaczęła za dużo myśleć i się namyślać, bo to zdecydowanie źle jej wychodziło… No ale cóż, to chyba bolączka większości młodzieżówek.
Styl autorki sam w sobie jakoś szczególnie się nie zmienił. Jest lekko, jest jasno, jest naiwnie. Typowo młodzieżowo. Nie jest to tekst najwyższych lotów, ale czyta się go stosunkowo przyjemnie.
Tak, „Szklany Miecz” jest lepszy od „Czerwonej Królowej” i o ile pierwszy tom przypadł Wam do gustu, spokojnie można sięgać po kontynuację. Nawet jeśli uznacie, że jest nieco słabszy, to i tak, i tak powinniście być zadowoleni. Daleko temu do dzieła sztuki, mimo wszystko jednak Victorii Aveyard należą się brawa przynajmniej za to, że nie napisała historii gorzej od poprzedniej części, nawet świadomie czy nieświadomie próbując ją ratować.

Tytuł: Szklany Miecz
Tytuł serii: Czerwona Królowa
Numer tomu: 2
Autor: Victoria Aveyard
Liczba stron: 560
Gatunek: young adult / fantasy
3 thoughts on “Szklany Miecz: Progres Aveyard? [recenzja] [archiwum]”