„Vaiana: Skarb oceanu” w 2026 roku doczekała się adaptacji w wersji filmowej. Jednak ja w 2019 roku zapoznałam się z animacją i to właśnie jej dotyczy poniższy tekst. Jak podobała mi się ta produkcja i czy warto się za nią zabrać? Poznaj recenzję!

Poznaj więcej recenzji filmów i seriali fantastycznych!
Vaiana wyrusza w podróż
Vaiana jest córką wodza. Kocha swoją wyspę i swój lud, jednak czuje, że serce wzywa ją do czegoś zupełnie innego. Gdy zgodnie z legendami jej dom zaczyna obumierać, dziewczyna wyrusza w niebezpieczną podróż, aby uratować swoich ludzi.
Sprawdzona formuła Disneya
Już od dłuższego czasu produkcje Disneya nie są pierwszą rzeczą, o której myślę, gdy planuję filmowy seans. Z reguły jednak po jakimś czasie nadrabiam ich nowości. Animację „Vaiana: Skarb oceanu” obejrzałam pod wpływem impulsu – muzykę do tego filmu współtworzył między innymi Lin-Manuel Miranda. Z powodu nagłej fascynacji jego twórczością postanowiłam w końcu zapoznać się z historią dzielnej Polinezyjki.
W przypadku tego tytułu sprawę trzeba postawić jasno: to typowa produkcja Disneya z księżniczką w roli głównej. Wprawdzie Vaiana nie należy do pierwszej, klasycznej generacji bohaterek, dzięki czemu jest pewna siebie, walczy o swoje i bierze sprawy we własne ręce, to jednak jej historia pozostaje bardzo prosta i przewidywalna. Wydaje mi się jednak, że właśnie w tym tkwi siła takich filmów. To sprawdzona formuła, po której doskonale wiemy, czego się spodziewać. Jednocześnie opowieści tego typu ze studia Disneya praktycznie zawsze trzymają stosunkowo wysoki poziom.
Vaiana jest niezwykle sympatyczna
Zwłaszcza że sama Vaiana to absolutnie sympatyczna postać. Nie mamy tu do czynienia z typową, naiwną nastolatką, która gna przed siebie bezmyślnie, bo w głowie ma tylko hasła typu „marzenia”, „magia” i „miłość”. Przeciwnie – to bohaterka, która szczerze kocha swój lud. Chce być dla niego jak najlepszym wsparciem i stara się z całych sił. Próbuje wręcz zagłuszyć własne pragnienia, jednak gdy dostrzega, że jej wewnętrzny głos jest spójny z tym, co najlepsze dla całej społeczności, po prostu za nim podąża. Jej kompan, półbóg Maui, również okazuje się świetną postacią. Ma w sobie mnóstwo uroku i wydaje mi się, że nie sposób go nie polubić.

Absurdalny humor i prosta droga do celu
Do tej pary bohaterów Disney musiał oczywiście dodać jakieś śmieszne zwierzątko. To stały element takich opowieści i po prostu nie mogło go tutaj zabraknąć. Tym razem w ramach wątku komediowego dostajemy absolutnie niemyślącego koguta. Przez to, jak potwornie absurdalne są jego wybryki, ptak wręcz wymusza uśmiech na twarzy widza podczas seansu.
Jak już wspominałam, konstrukcja całej animacji okazuje się niezwykle prosta. Nasza bohaterka musi po prostu dotrzeć z punktu A do punktu B, a w trakcie podróży pokonać różnorodne kłody, które los bezustannie rzuca jej pod nogi. To rozwiązanie, w połączeniu z dynamicznym tempem całej historii, naprawdę dobrze się sprawdza. Osobiście nie miałabym nic przeciwko temu, by oglądać więcej tak solidnie skrojonych filmów.
Nie oszukujmy się – jeśli miałabym wybrać mój ulubiony film Disneya z ostatnich lat, na pewno nie byłaby to „Vaiana”. Nie zmienia to jednak faktu, że ta animacja jest po prostu niezwykle miła w odbiorze. Dodatkowym atutem jest to, że od strony wizualnej prezentuje się absolutnie fenomenalnie.

„Vaiana: Skarb oceanu”
ang. „Moana”
reż. Ron Clements, John Musker
film animownay, przygodowy