„Złota karta” to powieść dla dzieci, napisana przez Rafała Kosika. Przeczytałam ją w 2020 roku w ramach współpracy z portalem Czytam Pierwszy. Jao oceniłam tę powieść i czy warto polecić ją najmłodszym czytelnikom? Sprawdź recenzję!

Dowiedz się więcej o twórczości Rafała Kosika!
Amelia dostaje zaproszenie
Kuba i jego młodsza siostra zapraszają Amelię razem z jej bratem, Albertem, na koncert. Przypadkowo trafiają na legendarną Złotą Kaczkę, która oferuje im milion polskich złotych, zupełnie za darmo… pod warunkiem, że wydadzą je tylko na siebie w ciągu jednej doby.
Kim jest Rafał Kosik?
Dla każdego, kto choć trochę zajmuje się polską fantastyką, Rafał Kosik nie powinien być osobą nieznaną. To nie tylko całkiem sprawny pisarz oraz autor tekstów dla dzieci i młodzieży, ale też jeden z właścicieli Powergraphu – wydawnictwa, które ma w swojej ofercie kawał dobrej, rodzimej literatury. To on często przygotowuje okładki do książek, to on podróżuje na zagraniczne targi, próbując promować polską twórczość. Obok tego nazwiska po prostu nie można przejść obojętnie.
Tyle że ja dość długo to robiłam. Jego najpopularniejsza seria – młodzieżowy cykl „Felix, Net i Nika” – była na tyle znana, że postanowiłam po nią w czasach szkolnych nie sięgać. Bo i po co, prawda? Dlatego ominął mnie etap poznawania Kosika na tym polu. Ale na szczęście w nieszczęściu w moje ręce wpadł najnowszy tom „Amelii i Kuby” pod tytułem „Złota karta”. To cykl dla nieco młodszych czytelników niż druga młodzieżowa seria autora, ale przecież nie mogłam jej nie sprawdzić.
Zalet tu nie brakuje – walory edukacyjne i styl
Zacznijmy od takich… wydaje mi się, całkiem obiektywnych kwestii, które świadczą o książce jak najlepiej. Rafał Kosik w „Złotej karcie” porusza ważne, często mocno edukacyjne tematy. Mamy tu informacje o Fryderyku Chopinie, trochę o zespole Aspergera, mocne nawiązania do polskich legend (to jest naprawdę super sprawa!) i całkiem sporo wiedzy o zarządzaniu budżetem. Styl autora jest idealnie dopasowany do odbiorcy. Dobrze wiem, że Kosik potrafi pisać niezłe rzeczy dla dorosłych („Różaniec”), ale nie ma też problemu, aby przestawić się na tworzenie powieści napisanych lżejszym, przyjemniejszym językiem. Ba! Nawet trudniejsze wyrazy w książce wyjaśnia klarownie i z żartem.
„Złota karta” zawiera też ilustracje, które są bardzo przyjemne dla oka. Zresztą, jak na Powergraph, ta seria ma nawet całkiem ładną okładkę. A choć to cykl, ten tom można czytać odrębnie od reszty i wydaje mi się, że dotyczy to również innych części, biorąc pod uwagę konstrukcję tej konkretnej książeczki. Idealnie! W końcu dzieci niekoniecznie są zainteresowane czytaniem wszystkiego w ścisłej kolejności.

„Złota karta” z perspektywy małego i dużego czytelnika
Same zalety, prawda? Naprawdę, pod takim ogólnym względem… nie mam się do czego przyczepić. Ale po przeczytaniu tej książki zadałam sobie pytanie: czy ja w wieku 7–12 lat (według wydawnictwa to wiek zalecany dla czytelników) lubiłabym tych bohaterów i tę historię?
Otóż nie. W żadnym razie.
Co prawda w tamtym czasie poznawałam kilka zbliżonych książek – takich trochę semifantastycznych i edukacyjnych. Czytałam przecież „Żadnych chłopaków! Wstęp tylko dla czarownic”, które w pewnym stopniu miały podobną formę. Czytałam jakąś serię o dzieciach przenoszących się w czasie i przestrzeni, poznających w ten sposób świat. Ba, nawet trafił mi się cykl o dziewczynce marzącej o zostaniu projektantką mody. Tyle tylko, że większość z tamtych pozycji miała w sobie przynajmniej jeden z trzech elementów: albo były o zwierzętach, albo zawierały baśniowy klimat zbliżony do fantasy, albo po prostu były „jasne”, przyjemne, lekkie i miłe.
A „Złota karta” wydała mi się jakaś taka… przytłaczająca. Niby nie brakuje tu żartów, niby postacie są sympatyczne, ale moje wewnętrzne dziecko krzyczało, że jakby… za dużo jest tu próby edukowania i pokazania konsekwencji czynów głównych bohaterów.
Dlatego osobiście najchętniej skonsultowałabym treść tej książki z docelowym odbiorcą. Bo choć jako osoba dorosła oceniam pod kątem merytorycznym „Złotą kartę” naprawdę dobrze, to mam obawy, czy dzieci faktycznie będą się na lekturze aż tak dobrze bawić. Niestety tego w tej chwili nie jestem w stanie zweryfikować. Ciekawi mnie jednak, czy w „Felixie, Necie i Nice” Kosik skupia się na podobnych aspektach i emocjach – i chyba kiedyś będę musiała to sprawdzić.

Tytuł: Amelia i Kuba. Złota karta
Tytuł serii: Amelia i Kuba
Numer tomu: 7
Autor: Rafał Kosik
Liczba stron: 232
Gatunek: literatura dziecięca
Wydanie: Powergraph, 2020