„Prince Polonia” to powieść, którą przeczytałam w 2020 roku we współpracy z portalem Czytam Pierwszy. Byłam wówczas trochę zainteresowana tematyką Indii i nie wiedziałam od czego zacząć, a ta książka akurat się trafiła. Ponadto: słyszałam o Maxie Cegielskim i chciałam sprawdzić, co takiego tworzy. Jak skończyło się to spotkanie z prozą polskiego autora?

Dowiedz się więcej o książkach wydawanych przez Marginesy!
Przemyt polsko-indyjski
Druga połowa lat 80. XX wieku. Przemyt polsko-indyjski kwitnie. Janek i Radek, koledzy z czasów szkolnych, próbują swoich sił w nielegalnym handlu, chcąc wyrwać się z zubożałego kraju. Ich śladami podąża jednak przeszłość – dawna szkolna miłość obu bohaterów, Magda, podobno również przebywa właśnie w Azji.
„Prince Polonia” mają wyrazisty klimat
Indie są fascynującym krajem, o którym wiem najwyżej „coś” – bez konkretów, głównie w oparciu o pewne utarte stereotypy. Lubię to, jak barwną tworzą kulturę, i kojarzą mi się z czymś ciekawym, choć gorącym, tłocznym, a przez to trochę niebezpiecznym. Szczerze przyznam, że sięgając po „Prince Polonia” Maxa Cegielskiego, nie miałam pojęcia, iż to w te rejony przeniesie mnie fabuła. Książkę wybrałam ze względu na samego autora, a nie opis z okładki (ich czytania raczej unikam lub robię to bardzo pobieżnie).
Ten indyjski pierwiastek w powieści jest niezwykle mocno zarysowany. Autor wyraźnie wie, o czym pisze – w końcu podróżował do Indii wielokrotnie – i przedstawia nam świat przemytników bardzo dokładnie. Z detalami opisuje pojedyncze akcje, azjatyckie hotele i zachowania ludzi na ulicach wielkich miast. Robi to wszystko z perspektywy Polaków, dzięki czemu całość wypada bardzo realistycznie, wiarygodnie, a wręcz reportażowo!

Te zmiany w narracji nie wypadają najlepiej
Ten fakt okazuje się jednak przyczyną znaczących wad powieści. Autor prezentuje nam trzy narracje: trzecioosobową (neutralną) oraz bardziej pamiętnikowe, w których Janek i Radek opowiadają komuś o swoich przygodach w osobisty sposób. To zabieg, który zwykle mnie nie irytuje, ale tym razem byłam nim zmęczona. Cegielski nie zaznacza wyraźnie zmian narracji, a bohaterowie wypowiadają się w niemal identyczny sposób. Są do siebie bardzo podobni, mimo że autor próbuje nam wmówić, iż jest inaczej. Przez to – zwłaszcza na początku – trudno się w tym wszystkim połapać.
Problemy fabularne i przestoje w akcji
Kolejnym problemem wynikającym z tego reportażowego podejścia jest brak spójnej fabuły. Jako czytelnicy skaczemy regularnie pomiędzy etapem szkolnym i przemytniczym w życiu bohaterów. To w porządku, ale „Prince Polonia” ma ponad 400 stron, z których przez większość po prostu obserwujemy okruchy z życia postaci. Tylko od czasu do czasu narracja ujawnia, że coś wydarzy się później.
I faktycznie się dzieje – na ostatnich pięćdziesięciu stronach. Osobiście nie wyczułam tam jednak ani szczególnego napięcia, ani poczucia, że te wydarzenia są jakkolwiek istotne. Może dlatego, że łatwo przewidzieć, jak kończy się nielegalny handel, a finał wątku z Magdą robi się jasny dużo wcześniej. Zresztą, choć dziewczyna jest jedną z najsympatyczniejszych postaci, trochę nie widzę sensu w istnieniu młodocianego wątku skupiającego się akurat na niej.

Warsztat i wiedza jest, ale…
Max Cegielski niekwestionowanie ma warsztat i wiedzę. „Prince Polonia” nauczyła mnie sporo o samym przemycie polsko-indyjskim i choćby z tego powodu cieszę się z lektury. Nie zmienia to faktu, że dla mnie to powieść co najwyżej średniej klasy.
Rozumiem, że reportażowe podejście może się podobać i książka znajdzie swoich zwolenników, ale ja czułam się nią trochę poirytowana. Historia nie wciągnęła mnie na tyle, bym czekała na finał z zapartym tchem, bohaterowie nie wzbudzili mojej sympatii, a całokształt wydał mi się dość pretensjonalny.
Na szczęście tekst czytało się gładko, choć powieść sprawia wrażenie mocno przegadanej. Wiele fragmentów można by wyciąć… a może po prostu lepiej byłoby z tej historii zrobić krótkie opowiadanie albo po prostu klasyczny reportaż z dawnymi polskimi przemytnikami?

Tytuł: Prince Polonia
Autor: Max Cegielski
Liczba stron: 416
Gatunek: literatura obyczajowa
Wydanie: Marginesy, 2020