„Uczeń skrytobójcy” Robin Hobb to książka, która dojrzewała we mnie przez kilka lat. Poniższą recenzję napisałam niedługo po przeczytaniu tego tomu i nie spodziewałam się wówczas, że w pewnym momencie wpadnę wręcz w obsesję na punkcie Bastarda, o Błaźnie pojawiającym się również na kartach tej książki nie wspominając. Jak jednak wówczas oceniłam powieść Hobb?

Bastard musi być posłuszny władcy
Bastard wychowuje się na dworze królewskim jako bękart księcia Rycerskiego. Jego pochodzenie oznacza, że musi być w pełni posłuszny swojemu władcy. Ten postanawia wyszkolić chłopca na skrytobójcę. Bastard początkowo nie jest tym zachwycony, jednak życie nie pozostawia mu wyboru. Opiekujący się nim stajenny szybko zauważa, że chłopiec przejawia magiczne zdolności.
Moja historia z Hobb jest dłuższa, niż się wydaje
Nie znam dobrze twórczości Robin Hobb, ale mam do niej pewną słabość. Jeszcze w gimnazjum udało mi się kupić kilka losowych tomów jej serii o żywostatkach i choć wiele z tego wówczas nie zrozumiałam, to sama autorka cały czas mnie prześladowała. Dlatego w końcu „Uczeń skrytobójcy”, pierwszy tom chyba jej najbardziej znanego cyklu, pojawił się na mojej półce. To popularna książka, na dodatek z założenia nieco młodzieżowa (z powodu wieku bohatera), dlatego miałam przed jej lekturą drobny lęk. Jak się jednak okazało, kompletnie niepotrzebnie.
„Uczeń skrytobójcy” jest bardzo baśniowy
Może i „Uczeń skrytobójcy” nie jest czymś szczególnie przełomowym, ale na pewno jest po prostu sympatyczną lekturą. To fantasy, które ma w sobie – przynajmniej w moim odczuciu – sporo baśniowego klimatu. Nadają go między innymi imiona bohaterów, które odnoszą się zwykle do ich cech charakteru, albo pewne ogólne uproszczenia. Mimo wszystko to opowieść z dość jasnym podziałem na dobro i zło, a samo szkolenie skrytobójcy nie poraża swoim realizmem.
Mimo to tę książkę po prostu dobrze się czyta. Szczególnie że przecież „Uczeń skrytobójcy” jest napisany z perspektywy dorastającego chłopca. Może więc on po prostu pewnych zachowań dorosłych nie rozumieć i na swój sposób wszystko upraszczać. Mam podejrzenie, że owej „baśniowości” w kolejnych częściach właśnie z tego powodu może być mniej (bo Bastard stopniowo dorasta), ale o tym będę się musiała jeszcze przekonać.

To jest dobrze napisana powieść
Robin Hobb bez wątpienia ma naprawdę niezły warsztat. Bohaterowie drugoplanowi pojawiają się na kartach książki cyklicznie. Każdy z nich ma przypisane konkretne cechy charakteru i rolę do odegrania. Z jednej strony może to sprawiać nieco sztuczne wrażenie, ale z drugiej pasuje do tej nieco „baśniowej” konwencji, którą przyjęła autorka w trakcie pisania. Ponadto dzięki temu po prostu łatwiej śledzi się wszystkie wydarzenia, a postacie sprawiają wrażenie dobrze przemyślanych. Trochę tak, jak dzieje się to w „Opowieściach z Meekhańskiego Pogranicza” Wegnera.
Ciekawie wypadają relacje Bastarda z innymi postaciami, a magia polegająca na kontakcie umysłowym z psami jest w moim odczuciu czymś niezwykle sympatycznym. Lubię zwierzaki, a te czworonogi są dla mnie dość szczególne, dlatego po prostu czytanie o nich było czymś miłym.
Przyznaję, że to, co może trochę rozczarowywać, to samo zakończenie. Jest tak zwyczajne, jak tylko może być. Z drugiej jednak strony i ono jakoś wpasowuje się w klimat powieści, chociaż miałam nadzieję, że Hobb czymś mnie chociaż trochę zaskoczy.
To była miła lektura
„Uczeń skrytobójcy” był dla mnie miłym oderwaniem się od rzeczywistości. Nie uznałabym go w żadnym razie za książkę przełomową, ale przy tym nie dziwi mnie jego popularność. W końcu sympatycznego, ale porządnie zrobionego fantasy nie ma zbyt wiele i przynajmniej ja w poszukiwaniu właśnie tego typu pozycji najpierw muszę przyswoić całkiem sporo raczej kiepskich książek.

Tytuł: Uczeń skrytobójcy
Tytuł serii: Skrytobójca
Numer tomu: 1
Autor: Robin Hobb
Tłumaczenie: Agnieszka Ciepłowska-Kwiatkowska
Liczba stron: 496
Gatunek: high fantasy, przygodowe fantasy
Wydanie: Mag, 2014