„Jaszczurka” to powieść wydana nakładem autorki, po którą sięgnęłam z ciekawości: chciałam sprawdzić, czy może uda mi się odkryć coś ciekawego. Okazało się jednak, że… wcale nie. Dlaczego? Sprawdź, jak odebrałam tę powieść.

Sprawdź recenzje innych przygodowych powieści fantasy: „Misja błazna” | „Tkając świt” | „Wszyscy jesteśmy łotrami”
Eli próbuje uwolnić przyjaciela
Eli podróżowała ze swoim kompanem-elfem, trafiając do państwa Ha’ami, ktaju wojowników, dbających o czystość własnej rasy. Ich niechęć do nieludzi powoduje, że obydwoje stają się więźniami. O ile jednak Eli jest traktowana honorowo, o tyle jej towarzysz trafia do lochów. Dziewczyna próbuje go uwolnić.
Skoro tak często ją widziałam…
Ta książka miała być moim małym eksperymentem. Pojawiała mi się regularnie w reklamach na platformach społecznościowych do tego stopnia, że w końcu uznałam: hej, ok, skoro tak bardzo chcesz to dam Ci szansę, nie jesteś długa, może akurat odkryję coś fajnego i mniej znanego. Nie miałam jednak szczęścia. „Jaszczurka”, której autorką jest Ula Gudel, jest po prostu bardzo amatorskim tworem, który jakimś cudem jest jest sprzedawany w cenie profesjonalnie wydanej powieści.
„Jaszczurka” wygląda amatorsko
Amatorszczyznę widać na pierwszy rzut oka, nie trzeba tej treści nawet czytać; profesjonalnie wydana książka nie powinna mieć bowiem podstawowych błędów w zapisie dialogów oraz cudzysłowia, a ta po prostu je ma. Ale brak świadomości w tym względzie ze strony autorki i redakcji, choć nie nastawia pozytywnie, nie oznacza od razu, że styl i warsztat będzie od razu po prostu kiepski. Tu niestety, moim zdaniem tak jest.
Te dialogi są źle napisane
Dialogi w tej powieści są, nie będę owijać w bawełnę, po prostu koszmarne. Mają zdecydowanie zbyt dużo didaskaliów, przez co tracą odpowiedni rytm. Często wydają się dziwne, wymuszone, brzmią sztucznie, zmieniają ton tak nagle, że to po prostu nie jest komfortowe w przyswajaniu. Na dodatek często to przez dialogi autorka wprowadza ekspozycje, co niekoniecznie jest złe, ale w tym przypadku wypada bardzo topornie.
„Jaszczurka” i świat przedstawiony
Zresztą, świat nie jest stworzony zbyt sprawnie. Pojawia się tu jakaś próba kreacji, ale miałam poczucie, że wszystko jest tak bezsensownie i niepotrzebnie poplątane, że po prostu cała fabuła nie ma za bardzo sensu, a całość przestaje się kleić.
Ponadto o ile narracja początkowo się nawet trzyma kupy i jakoś to leci to im dalej w las tym więcej pojawia się tu jakiejś nieudolnej próby zmylenia czytelnika, tak jakby ktoś chciał mnie nabrać, że haha, to wcale nie jest ten prosty schemat, zobaczysz, to jest bardziej skomplikowane, ale potem okazuje się, że jednak nie. Tyle że to nie są próby dojrzałego pisarza, który chce kogoś sprawnie wpuścić w maliny, a raczej dziecka, które chowa się na kanapie pod kocem i myśli, że go nie widać.
Jest tu też sporo pisania o postaciach, a nie pokazywania, zaś gdy dochodzi do akcji postacie nie zachowują się zgodnie ze swoim opisanym wcześniej zachowaniem. Eli miała być inteligentna i sprytna, a wcale tego po tej postaci nie widziałam.
Chyba wiem, co to miało być
Najgorsze w trakcie lektury było chyba poczucie, że ja nawet wiem, jaką historię autorka chce opowiedzieć, że chyba wiem, co chce mniej więcej przekazać, ale po prostu w tym piórze brakuje odpowiedniego warsztatu, by zrobić to dobrze. Widziałam tu chwilowe przebłyski, np. samo to, jak była przedstawiana postać elfa było OK, na tym motywie można byłoby sporo dobrych rzeczy zrobić, ale to zdecydowanie za mało, by powieść wyglądała na przynajmniej poprawną.
Po co to salto?
Autorka dokonuje też czasem bardzo dziwnych wyborów fabularnych. [Spoiler] Na przykład któregoś razu będąc w niewoli Eli bierze udział w obchodach święta. Nie chce jednak jechać lektyką, więc wybiega na przód i robi salto. Potem poucza samą siebie, że ma tego więcej nie robić i się nie popisywać, ale i tak to robi… Na gacie Merlina, rozumiem, że to wyćwiczona, sprawna dziewczyna. ALE SALTO, w takiej sytuacji?! To miało być umyślnie śmieszne, czy wyszło przypadkiem? Niezależnie odpowiedzi, u mnie wywołało to śmiech przez łzy.
To tylko połowa książki
Przy okazji to tak naprawdę tylko połowa książki, urwana zaraz po punkcie kulminacyjnym, bez żadnego wyjaśnienia. I o ile przeżyłabym to w przypadku lepszej powieści, tak tutaj… niech mnie Morgana trzaśnie, ja bym chociaż tego domknięcia od tej książki chciała, skoro nic innego nie dostałam.
„Jaszczurka” nie sprawia wrażenia profesjonalnie wydanej powieści, a kosztuje tyle, co takowa. Osobiście czuje się trochę oszukana i nie polecam.

Tytuł: Jaszczurka
Tytuł serii: Dziewczyna bez imienia
Numer tomu:1
Autor: Ula Gudel
Liczba stron: 374
Gatunek: przygodowe fantasy
Wydanie: BookEdit, 2023
1 thought on “Jaszczurka: mój mały eksperyment (nie wyszedł) [recenzja] [archiwum]”