„Mesjasz Diuny” to kontynuacja pierwszego tomu z cyklu „Kroniki Diuny” Franka Herberta. Przeczytałam tę powieść w 2017 roku i to z tego okresu pochodzi poniższa recenzja. Co wówczas sądziłam o tym klasyku SF z lat 60. XX-wieku?

Książki z cyklu „Kroniki Diuny”: „Diuna” | „Dzieci Diuny” | „Bóg Imperator Diuny”
Muad’Dib na tronie
Już od lat Diuna jest centrum wszechświata. Fremeni już dawno wygrali swoją wojnę, sadzając na tronie Muad’Diba. Nie każdemu jest to jednak na rękę. Kilka ugrupowań knuje przeciwko imperatorowi.
Nie wiem, co powiedzieć. Naprawdę nie wiem: o tej serii już chyba wszystko zostało powiedziane. To w końcu klasyka i to nie byle jaka! Świat stworzony przez Herberta jest zupełnie unikatowy i jedyny w swoim rodzaju. Realistyczny i wielopłaszczyznowy, mimo że autor próbuje to nieco ukryć za płaszczykiem baśniowej krainy, którą tworzy swoim niezwykłym językiem.
„Mesjasz Diuny” jest krótki, ale nie lekki
Kontynuacja „Diuny” to książka krótsza, ale to nie znaczy, że lżejsza. To jedna z tych historii, których nie da się „skipować”, pomijając te nudne fragmenty. Tu każde zdanie jest istotne, każde coś wnosi. Mniejsza ilość opisów niż w tomie pierwszym sprawia, że tekst jest bardziej ściśnięty i wewnątrz po prostu się dzieje. Jednocześnie Herbert nie ma najłatwiejszego do przyswojenia stylu, przez co do każdej jego książki potrzeba pewnej dawki cierpliwości. To lektura niezwykle przyjemna, ale zmuszająca nas do myślenia nad tym, co czytamy, dlatego warto zasiadać do niej z czystym umysłem.
Drugi tom jest nieco bardziej skomplikowany pod względem fabularnym. W pierwszej części Herbert postawił na dość prostą historię i pokazanie nam świata; teraz wplątuje nas w świat politycznych intryg. W dalszym ciągu obserwujemy tego samego bohatera co w tomie pierwszym, trzymamy się tego samego rodu, ale ponieważ Paul zasiada na tronie, to właśnie pałacu i okolicy trzyma się autor. Mniej tu pustyni, czerwia i wielkich bitew, za to więcej zakulisowej rozgrywki o władzę.
Na czym polega jasnowidzenie?
„Mesjasz Diuny” porusza też temat jasnowidzenia, przewidywania przyszłości. Pokazuje nam, jak dokładnie wygląda ta umiejętność w uniwersum, co ją ogranicza i na co pozwala. Jednocześnie w moim odczuciu całe uniwersum tak czy siak jest dość tajemnicze i cały czas mam wrażenie, że niewiele o nim wiem.
To nie jest hard SF
Tak jak i w poprzedniej części, tak i w tej nie miałam wrażenia, że czytam „czyste” science fiction. Diuna to kraina pełna mistycyzmu, a nie nauki (co zresztą jest wewnątrz dobrze wyjaśnione). Wprawdzie mamy tu więcej opisów pewnych mechanizmów, „magii” i innych takich elementów, przez co jak najbardziej jest to science fiction, ale po prostu osobiście tego nie odczuwam.
To, co w tej części jeszcze zwróciło moją uwagę, to relacje Paula z Chani oraz jego siostrą, Alią. Mimo zdobycia władzy główny bohater to dalej dobry człowiek, który troszczy się o swoich bliskich, a opisy tego chwilami naprawdę chwytają za serce. Jego relacja z ukochaną jest wręcz urocza, podobnie jak ta, która łączy go z siostrą.
„Mesjasz Diuny” to bardzo dobra kontynuacja bardzo dobrej książki. Cóż mogę tu dodać? Herbert to mistrz pióra i z tym nie mam najmniejszego zamiaru się kłócić.
Jakże mało rozumiesz naszych Tleilaxańskich mistrzów. Gildia i Bene Gesserit sądzą, że wytwarzamy artefakty. W rzeczywistości dostarczamy tylko usług i narzędzi. Wszystko może być narzędziem: nędza, wojna. Wojna jest szczególnie użyteczna, bo toczy się na wielu płaszczyznach. Stymuluje metabolizm. Wprowadza w błąd. Rozprasza napięcia genetyczne. Ma taką żywotność jak nic innego we wszechświecie. Tylko ci, którzy poznali skuteczność wojny i wykorzystują ją, w jakimś stopniu mogą mówić o samookreśleniu.
Fragment „Mesjasza Diuny” Franka Herberta

Tytuł: Mesjasz Diuny
Tytuł serii: Kroniki Diuny
Numer tomu: 2
Autor: Frank Herbert
Tłumaczenie: Marek Marszał
Liczba stron: 272
Gatunek: science-fiction
Wydanie: Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2011
3 thoughts on “Mesjasz Diuny: Na pustyni intryg [recenzja] [archiwum]”