„Dzieci Diuny” to kolejny cykl z cyklu „Kroniki Diuny” Franka Herberta. Co sądziłam o tej powieści, kiedy pisałam recenzję w 2018 roku? Czy warto kontynuować przygodę z tą klasyczną serią SF? Sprawdź!

Inne książki z cyklu: „Diuna” | „Mesjasz Diuny” | „Bóg Imperator Diuny”
Zmniejsza się populacja czerwi
Muad’Dib już dziewięć lat temu wyruszył na pustynię, zostawiając imperium swoim nowonarodzonym dzieciom — bliźniętom Leto i Ghanimie. Rolę regentki na Diunie pełni jego siostra, Alia. Planeta nie jest już jednak taka, jak przed laty: jej nawadnianie trwa, co zmniejsza populację czerwi. Poza tym rodowi Atrydów grozi wiele niebezpieczeństw: ród Corrinów knuje spisek przeciwko nim, a przemytnicy próbują znaleźć sposób na zniszczenie monopolu Diuny na melanż.
„Kroniki Diuny” to przepiękna seria, zarówno pod względem sposobu wydania, jak i jej wnętrza. „Dzieci Diuny” zaś to pełnoprawna kontynuacja, która w niczym nie ustępuje poprzednim częściom.
„Dzieci Diuny” to więcej politycznych zagrywek
Seria przypomina nieco konstrukcją „Pieśń lodu i ognia” Martina: pierwszy tom był bardzo baśniowy i w miarę prosty pod względem fabularnym. Kolejne skupiają się zdecydowanie bardziej na politycznych zagrywkach. Na całe szczęście Herbert nie tworzy setek bohaterów i rodów, skupiając się na kilku najbardziej istotnych w uniwersum siłach, które mają wpływ na nasze postacie.
Przy tym styl autora „Kronik Diuny” jest po prostu zdecydowanie piękniejszy: dość poetycki, mający w sobie coś z baśniowości, sprawia, że tego się po prostu nie chce czytać „na szybko”.
Trzeci tom i trzecie pokolenie rodu
Trzeci tom to trzecie pokolenie rodu Atrydów, które obserwujemy. Główne role przejmują tu dzieci Paula Muad’Diba oraz jego siostra Alia. Dziewięciolatki, tak jak ich ciotka, zostały „wzbudzone” jeszcze w łonie matki, przez co niosą w sobie wspomnienia wszystkich swoich przodków. Z tego powodu tak naprawdę nie są dziećmi: mają w sobie miliony lat pamięci i olbrzymią mądrość, co naprawdę w nich widać. Są sprytne i inteligentne, grając z „dorosłymi” we własną grę.
Samo rozwinięcie tej tematyki jest naprawdę dobrym pomysłem: dzięki temu w tym tomie nie brakuje „mistyki”, której w poprzednich częściach było chyba jednak nieco mniej.

„Dzieci Diuny” i wątek ekologiczny
W „Dzieciach Diuny” dość ciekawy jest wątek dotyczący zmian ekologicznych na planecie: Arrakis zielenieje. Deszcze, niegdyś na niej niewystępujące, zaczynają spadać z nieba, co z jednej strony ułatwia życie mieszkańcom, a z drugiej sprawia, że melanż wkrótce może zniknąć z powierzchni planety.
Oczywiście same gry polityczne także są niezwykle ciekawe i dobrze wykreowane, jednak z jasnych powodów nie chcę o nich więcej wspominać.
Uwielbiam całe uniwersum wykreowane przez Franka Herberta, dlatego chyba nic dziwnego nie ma w tym, że i trzeci tom serii uważam za bardzo dobrą książkę. Po prostu polecam: tę serię warto poznać.
Zdaję sobie jednak sprawę, że ludzie nie potrafią znieść zbyt wiele rzeczywistości – ciągnął Kaznodzieja – życie większości z nich jest ucieczką od samych siebie. Większość woli prawdę stajni. Wkładacie głowę do żłobu i przeżuwacie z zadowoleniem, dopóki nie umrzecie. Inni wykorzystują was do swoich celów. Ani razu nie wystawicie nosa poza stajnię. Muad’Dib przybył, by wam to powiedzieć. (…)
Istnieć to wyróżniać się, odstawać od tła – ciągnął Kaznodzieja – nie będziecie myśleli ani naprawdę żyli, dopóki nie będziecie gotowi zaryzykować dla oceny swej egzystencji nawet utraty zmysłów.
Fragment „Dzieci Diuny” Franka Herberta
Dowiedz się więcej o fantastyce naukowej!

Tytuł: Dzieci Diuny
Tytuł serii: Kroniki Diuny
Numer tomu: 3
Autor: Frank Herbert
Tłumaczenie: Andrzej Jankowski, Marek Marszał
Liczba stron: 528
Gatunek: science-fiction
Wydanie: Rebis, Poznań 2008
3 thoughts on “Dzieci Diuny: Dziewięciolatki, które pamiętają [recenzja] [archiwum]”