Skip to content

Fantastyka Codzienna

Portal o fantastycznych książkach, filmach i kulturze

Menu
  • Literatura fantastyczna
    • Aktualności i zapowiedzi książek
    • Recenzje
    • Zestawienia tematyczne
  • Kultura fantastyczna
    • Fantastyczne filmy i seriale
      • Recenzje filmów i seriali
    • Fantastyczne gry
      • Recenzje gier
    • Komiksy fantastyczne
      • Aktualności komiksowe
      • Recenzje komiksów
    • Wydarzenia fantastyczne
  • O redakcji
    • Kontakt
Menu

Gołąb i wąż: to nie ma sensu [recenzja] [archiwum]

Opublikowano 28 czerwca, 2023

„Gołąb i wąż” to powieść, która z jednej strony zyskała dość dużą popularność, a z drugiej: spadło na nią sporo krytyki. Moim zdaniem słusznej. Dlaczego? Sprawdź w recenzji.

Spis treści:

Toggle
  • Stryczek czy małżeństwo?
  • Miałam złudne nadzieje
  • „Gołąb i wąż” zaczyna się chaotycznie
  • Drażniąca protagonistka i nijaki bohater
  • To za mało, by stworzyć fabułę
  • Miłosny nastoletni dramat
  • Co ze światem przedstawionym?
  • Czy to literatura 13+?
Gołąb i wąż mock up na czytniku

Stryczek czy małżeństwo?

W mieście pełnym łowców czarownic ukrywa się Louise. Młoda dziewczyna jest wiedźmą i złodziejką, która nie chce mówić o swojej przeszłości. Ma jeden cel: odzyskać rodzinny pierścień. Akcja jednak nie idzie tak, jak zakładała i splot przypadków sprawia, że staje przed wyborem bez dobrego rozwiązania: czeka na nią stryczek bądź małżeństwo z młodym łowcą czarownic na usługach Kościoła.

Miałam złudne nadzieje

Po „Szóstce wron” zawitała w moim serduszki nadzieja na to, że być może fantastyka młodzieżowa czasem jednak trzyma poziom i być może te popularne rzeczy od czasu do czasu da się przeczytać bez bólu. I choć coś mi świtało, że „Gołąb i wąż” to książka zbierająca mieszane opinie to uznałam, że hej, chce tylko lekkiej książki, nic więcej, na rozluźnienie powinno mi się doskonale sprawdzić. Ale niestety nie. Co się przy niej poirytowałam to moje. 

„Gołąb i wąż” zaczyna się chaotycznie

Już od pierwszych stron historia sprawiała wrażenie bardzo chaotycznej. Coś się dzieje, ale w sumie co? Trudno to początkowo określić. Czasem faktycznie tak w fantastyce, nawet tej z najwyższej półki, tak się zdarza, ale zazwyczaj ogólny „feeling” jest trochę inny. Tu był po prostu chaos, który sprawiał, że nie wiedziałam, gdzie podziać oczy i myśli.

Z czasem historia zaczęła się powoli klarować, ale gdy to nastąpiło… cóż, usystematyzujmy to. Najpierw bohaterowie. Potem więcej o fabule.

Drażniąca protagonistka i nijaki bohater

Książka jest napisana z perspektywy dwóch bohaterów: Louise i Reida. O ile męski charakter jestem w stanie zaakceptować bez większego szemrania, tak protagonistka jest bohaterką tak drażniącą, jak to tylko jest możliwe. Ostatnio już w „Mroczniejszym odcieniu magii” narzekałam na żeńską postać, ale ta panna jest naprawdę jeszcze gorsza. Zachowuje się non stop jak dziecko, które w sklepie chce cukierka, więc tupie i płacze. To sprawia, że nawet jeśli los jej daje szansę na ciekawą linię fabularną, to ona nie potrafi jej wykorzystać, bo najzwyczajniej w świecie nie radzi sobie z własnymi emocjami.

Reid zaś po prostu jest. To nie jest bohater najlepszego sortu, ma swoje za uszami, ale moim zdaniem nie wybija się w żadnym miejscu i spokojnie mógłby być przez nikogo nie zauważonym bohaterem z 3-, 4-planu. 

To za mało, by stworzyć fabułę

I niestety, ale tacy bohaterzy nie stworzą sami z siebie najlepszej fabuły, w związku z czym cała nadzieja stała w chaotycznych umiejętnościach storytellingowych autorki. Niestety, okazało się, że nie było co na nich polegać. Samo zawiązanie akcji jest po prostu idiotyczne (i chaotyczne, jak wspominałam). Reid przypadkiem wpada na mieście na przebraną za chłopaka Louise, ta go trochę intryguje.

Potem, właśnie dlatego, że raz na nią wpadł, bierze ją za złodziejkę, nie za czarownicę (choć ma bardzo marne podstawy), potem się szamoczą i nagle, niespodziewanie, do losowej szamotaniny dołącza się ARCYBISKUP najważniejsza osoba w mieście, i uznaje, że hej, ty mój jeden z wielu łowców czarownic, musisz za nią wyjść, bo inaczej będę musiał cię zwolnić, a ją powiesić, dziękuję, do widzenia. To n i e  m a  s e n s u. I nie obchodzi mnie, że później autorka coś próbuje do tego doszyć, jakoś to wyjaśnić. Ten koncept jest i d i o t y c z n i e rozpisany.  Ja wiem, że o niego tutaj chodziło, ale jeśli się nie wie, jak się za taką historię zabrać to może lepiej jej nie pisać?

Miłosny nastoletni dramat

Później mamy scenki, w których Lousie nienawidzi Reida, scenki, w których Reid nienawidzi Louise, potem się jednak trochę lubią, potem miłostki i się dzieją rzeczy, przeszłość wychodzi na jaw, wielkie tłuczenie się i koniec części pierwszej — ogółem standard w tego typu historiach, przy okazji napisany maksymalnie średnio. 

Co ze światem przedstawionym?

Do tego wszystkiego drażniący jest świat przedstawiony. Akcja rozgrywa się gdzieś, ale w sumie nie do końca wiadomo gdzie. Niby we Francji, ale jakiejś takiej magicznej, ale średniowiecznej i w sumie trochę współczesnej, bo bohaterowie zachowują się jak uczestnicy larpa, wszystko przerysowując, by było d r a m a t y c z n i e  oraz  e p i c k o. Z tegoż powodu mamy naszą absurdalnie irytującą Louise, Kościół, który nienawidzi kobiet i wiedźmy, które nienawidzą mężczyzn oraz kościoła. A także melodramatyczne zwroty akcji, angst i takie tam inne.

Czy to literatura 13+?

Przy okazji ta powieść zmusiła mnie do zastanowienia się, gdzie leży granica powieści młodzieżowej 13+ i fantastyki dla dorosłych. Bo choć książkę wydało WeNeedYa i chociaż ma styl typowo młodzieżowym, to jednak bohaterzy są dorosłymi ludźmi. Młodymi, ale to nie jest powieść o dorastaniu. Może o odnajdywaniu siebie, ale to przecież nie jest kluczem w młodzieżówkach. Przy okazji, choć pojawia się tu tylko jedna scena erotyczna, to jest tak dokładnie rozpisana, jakby niespodziewanie człowiek na kilka stron otwarł erotyk. A to w powieści dla młodzieży ABSOLUTNIE NIE POWINNO się znaleźć.

Dlatego też nie polecam. Ani to dobra powieść młodzieżowa, ani dobra powieść fantasy, także moim zdaniem należy czytać wyłącznie w absolutnej ostateczności.


Gołąb i wąż okładka

Tytuł: Gołąb i wąż

Tytuł serii: Gołąb i wąż

Numer tomu: 1

Autor: Shelby Mahurin

Tłumaczenie: Agnieszka Kalus

Liczba stron: 476

Gatunek: romantasy, literatura młodzieżowa

Wydanie: We need YA, 2020

Autor: Aleksandra Brzezińska

Tagi: fantasy, high fantasy, literatura amerykańska, literatura młodzieżowa, romantasy, Wydawnictwo We Need YA

1 thought on “Gołąb i wąż: to nie ma sensu [recenzja] [archiwum]”

  1. Pingback: Arystoteles i Dante odkrywają sekrety wszechświata: literatura piękna dla młodzieży [recenzja] [archiwum] - Fantastyka Codzienna

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ostatnie posty

  • Fantasy z wielogłosową narracją. „Włócznia rozcina wodę” Jimeneza [recenzja]
  • Nowa okładka „Czarodziejskiego statku” Robin Hobb ujawniona [zapowiedź]
  • Nagroda Zajdla 2026: znamy laureatów kolejnej edycji
  • „Wojna makowa” w limitowanym wydaniu już w październiku! [zapowiedź]
  • Znamy laureatów Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego za 2025 rok

Alternatywna historia Anna Kańtoch dark fantasy Dom Wydawniczy Rebis Dystopia fantastyka naukowa fantastyka socjologiczna fantasy fantasy historyczne high fantasy horror komedia kryminał kryminał fantastyczny kryminał fantasy kryminał urban fantasy literatura amerykańska literatura brytyjska literatura dziecięca literatura faktu literatura historyczna literatura młodzieżowa literatura niemiecka literatura obyczajowa literatura polska Literatura postapokaliptyczna literatura przygodowa przygodowe fantasy retellingi i baśnie romans romantasy Smoki space opera steampunk thriller urban fantasy Wydawnictwo Fabryka Słów Wydawnictwo Mag Wydawnictwo Muza Wydawnictwo Powergraph Wydawnictwo Prószyński i S-ka Wydawnictwo SQN Wydawnictwo Uroboros Wydawnictwo Zysk i S-ka zbiór opowiadań

©2026 Fantastyka Codzienna | Design: Newspaperly WordPress Theme