„Królestwo miedzi” to kontynuacja powieści, która naprawdę mi się spodobała, mimo bycia debiutem. Jak odebrałam kolejny tom przygód Nahri? Sprawdź recenzję!

Sprawdź recenzje innych książek z cyklu „Dewabad”: „Miasto Mosiądzu” | „Imperium złota”
Nahri zmuszona do małżeństwa
Minęło pięć lat. Ukochany Nahri nie żyje, a ona została zmuszona do małżeństwa z synem znienawidzonego władcy, który ślepo podąża za swoim ojcem. Młoda uzdrowicielka wpada coraz głębiej w sieć pałacowych intryg.
„Królestwo miedzi” miało być przyjemną lekturą
Byłam gotowa zarówno na to, że „Królestwo miedzi” okaże się przyjemną lekturą, jak i na to, że to będzie książka, która nie będzie miała zbyt wiele sensu. Nie spodziewałam się jednak, że będzie jednocześnie tak poważna i… nudna!
„Miasto mosiądzu” stało dla mnie relacjami: Dara i Nahri stanowili przyjemny do obserwowania duet. Za to nie kupowałam politycznego aspektu: podział na dobrych i złych wydawał mi się dosyć prostatki, a strony konfliktu nie zostały dla mnie zbyt klarownie opisane. W drugim tomie sprawa jest już jaśniejsza, ale… no właśnie, jest „ale”.
To jest coś nieco innego
Tom pierwszy był przede wszystkim przygodówką, z odkrywaniem nowego świata i stosunkowo subtelnym romansem na pierwszym planie. Niestety, „Królestwo miedzi” nie skupia się już wcale na relacji Dary i Nahri, bo ta z przyczyn fabularnych właściwie w tym tomie nie istnieje. Za to autorka skupiła się na pisaniu „poważnej” fantastyki, skupionej na pałacowych intrygach.
Niestety, moim zdaniem to po prostu w tym przypadku nie działa. Między innymi dlatego, że zabrakło tu na tyle charyzmatycznych postaci, które te intrygi mogłyby ciągnąć. To, wraz ze wspomnianym już wcześniej klarownym podziałem na dobro i zło sprawia, że całość łatwo da się przewidzieć i właściwie czytelnik nie ma dylematu, komu kibicować. Zaś te postacie, którym kibicować się powinno, nie są na tyle dobrze rozpisane, by to kibicowanie było szczególnie emocjonujące.

Nahri wymyka się mężowi
Właściwie całość skupia się na obserwowaniu Nahri, która wymyka się niechcianemu mężowi, odkrywa jego pojedyncze (niezbyt zaskakujące) sekrety i próbuje zbudować coś własnego, wbrew woli władcy. Mamy oczywiście wątki poboczne: jeden związany z (powiedzmy, aby nie spoilerować) tajnym ugrupowaniem oraz jeden związany z księciem Alim. Z tym że ten pierwszy skupia się na snuciu planów, które efekty dają dopiero pod koniec książki i właściwie moim zdaniem lepiej byłoby, gdyby autorka nie odkrywała wszystkich kart od razu. Ten drugi jest ciekawszy, ale jednocześnie mam wrażenie, że ta postać w drugim tomie jest mniej sympatyczna, niż w pierwszym i szczerze mówiąc, trochę mnie drażniła.
Czy ta historia ma zbyt słabe fundamenty?
Z jednej więc strony fajnie, że autorka zaczęła cykl jako coś dla starszej młodzieży, a następnie postarzyła nieco bohaterów i spróbowała sił w poważniejszym fantasy, ale mam wrażenie, że ta historia ma po prostu zbyt słabe fundamenty, by budować na niej polityczne intrygi. I dlatego cóż, wyszło, jak wyszło.
Niemniej, muszę oddać Chakraborty, że ma całkiem niezły styl i naprawdę sporo potencjału. Najpewniej sięgnę po trzeci tom, by po prostu tę historię zakończyć, ale szczerze przyznam: chętniej wezmę się za jakiś jej inny cykl, który będzie pisała ze świeżą głową i nowymi umiejętnościami, jakie bez wątpienia nabyła w trakcie pisania „Dewbadu”.

Tytuł: Królestwo miedzi
Tytuł serii: Dewabad
Numer tomu: 2
Autor: S.A. Chakraborty
Tłumaczenie: Maciej Studencki
Liczba stron: 640
Gatunek: fantasy przygodowe
Wydanie: Wydawnictwo We Need YA, 2021
2 thoughts on “Królestwo Miedzi: gdy intrygi polityczne wchodzą za bardzo [recenzja] [archiwum]”