Złe romanse to książki, których nie brakuje. Poznaj recenzję trzech takich książek i sprawdź, czy to jest to guilty pleasure, na które chcesz się zdecydować. Sprawdź, co pisałam o nich w 2020 roku!
Poznaj recenzje innych powieści romantasy: „Biały kruk” | „Tryjon” | „Dwór cierni i róż” | „Królestwo Mostu”
Złe romanse: „Zniewolony książę” – P. C. Pacat
Są sobie takie dwa królestwa. Kiedyś były skłócone, ale teraz generalnie jest już między nimi OK. Władca jednego z nich zostaje zamordowany przez swojego przybranego lub młodszego syna (serio, to nie ma większego znaczenia). Ów syn zaś postanawia z następcy tronu zrobić niewolnika i wysłać go do tego drugiego królestwa, w prezencie dla tamtejszego księcia. Damen (bo tak ma na imię nasz zniewolony książę) trafia więc w ręce Laurenta – człowieka, który w teorii jest psującym wszystko i niedojrzałym młodzieńcem, a w praktyce okazuje się wrednym mrukiem, który niewiele robi.
To dałoby się sensownie ograć…
„Zniewolony książę” to taka książka, której baza niekoniecznie ma sens. To znaczy – DAŁOBY się sprawić, aby sens miała, ale go nie ma. Bo wiecie, kto normalny zamiast zabić następcę tronu w przypadku puczu wysyła go jako niewolnika władcy (teoretycznie) sąsiedniej krainy? Gdyby został tam wysłany np. przez jakiegoś lokaja, któremu udało się go uratować, wysyłając w niewolę, byleby tylko przeżył… no widzicie, to dałoby się sensownie ograć. Ale autor lub autorka książki miała to po prostu gdzieś.
To zresztą trochę zrozumiałe, bo początkowo książka wygląda jak pewna fantazja seksualna, w przypadku której światotworzenie nie ma większego znaczenia. Nie o to przecież w tym wszystkim chodzi, prawda? W końcu, gdy tylko nasz zniewolony książę przybywa do państwa Laurenta, bierze udział w bitwie „Zabij lub daj się zgwałcić” – to chyba naprawdę nie pozostawia wątpliwości co do tego, jaką książkę mamy na tapecie.
„Zniewolony książę” odbija w dziwnym kierunku
TYLE ŻE po tej sytuacji książka jakby odbija w innym kierunku. Mamy tu sporo jakichś pseudopolitycznych intryg i dyskusji, które nie mają większego sensu, dlatego (przyznaję bez bicia) po prostu je omijałam. Naprawdę nie odnosiłam wrażenia, bym traciła cokolwiek. Za to próbowałam znaleźć fragmenty, które budowałyby w jakiś ciekawy sposób relację Damena i Laurenta, bo przecież po to takie książki się czyta. Szukałam jakiegoś połączenia między nimi, ciekawych wymian zdań, budowania relacji… a w gruncie rzeczy między tymi postaciami do niczego nie dochodzi. Damen tylko myśli o tym, jaki ładny jest jego „towarzysz” i ewentualnie raz go myje, bo tak. Poza tym z ich rozmów nie wynika żadna bliskość, a gdy do jakiegoś niby-zakochania dochodzi… wypada ono kompletnie sztucznie. No i przynajmniej w tej części nie dostajemy chyba tego, co w przypadku erotyka powinno być kluczowe – nie mamy ani jednej sceny bardziej intymnej od mycia wściekłego Laurenta w łaźni przez Damena.
Nie jest to więc do końca ani erotyk czy fantazja seksualna (co można byłoby jeszcze jakoś obronić), ani romans (bo budowania relacji tu nie ma), ani dobrze skonstruowana fantastyka (bo najlepsze określenie na ten świat to „jakiś”). Nie broni się ani język, ani struktura, ani pomysł. Ogółem – nieważne, czego szukacie, po prostu po to nie sięgajcie, szkoda czasu.

Tytuł: Zniewolony książę
Tytuł serii: Zniewolony książę
Numer tomu: 1
Autor: P. C. Pacat
Tłumaczenie: Małgorzata Kaczorowska
Liczba stron: 300
Gatunek: erotyk, fantasy
Wydanie: Studio JG, 2018
Złe romanse: „Papierowa księżniczka” – Erin Watt
Gdy ta powieść wychodziła, nawet zwróciła moją uwagę. Kojarzyła mi się z „Rywalkami”, które są absurdalnie głupie, ale… wiecie, każda dziewczyna czasem chce być królewną. I nawet jeśli wiem, że będę po lekturze wyzywać samą siebie („Ty durniu, znów się dałaś nabrać, że to może zadziałać!”), to czasem i tak po książkę sięgnę. Tak też było w tym przypadku.
Nie powiem, byłam zdziwiona, gdy odkryłam, że to… nie jest fantastyka. To powieść niby realistyczna, choć z realizmem wiele wspólnego nie ma. O, wiem! „Papierowa księżniczka” próbuje być urealnioną baśnią, a swoją treścią mocno kojarzy mi się z wattpadowymi opowiadaniami. To tam kilka razy wpadłam na podobne fantazje (które przynajmniej raz były od „Papierowej księżniczki” DUŻO lepsze).
O co chodzi w powieści „Papierowa księżniczka”?
O co więc w tej książce chodzi? Mamy naszą główną bohaterkę, Ellę. Ella ma siedemnaście lat. Jej mama zmarła, dziewczyna została sama na świecie. Ukrywa to i pracuje jako striptizerka, udając pełnoletnią. Niespodziewanie okazuje się jednak, że jej biologiczny ojciec (którego nigdy nie poznała) niedawno zmarł, a opieka nad nią została przekazana człowiekowi o imieniu Callum Royal. Ten pan w pewnym sensie porywa naszą główną bohaterkę, obiecując jej pieniądze i wikt. W zamian Ella ma z nim mieszkać do ukończenia szkoły i wytrzymać z piątką jego nierozgarniętych synów. A właściwie nie tyle nierozgarniętych, ile po prostu szkolnych wandali i przyszłych bandziorów.
Czy powieść młodzieżowa może być aż taka…?
Ja naprawdę nie sądziłam, że powieść młodzieżowa może być AŻ TAKA. Ogółem sam zarys nie brzmi tragicznie. Jasne, to tylko „księżniczkowa fantazja”, która nie obiecuje niczego więcej, ale czasem nastolatka potrzebuje bajki, prawda? Nie bez powodu te wszystkie romanse fantasy są tak popularne. Tyle tylko, że po wstępie zapowiadającym nawet sympatyczną historię dostajemy taką ilość brudu, przekleństw i ohydnych nieprzyjemności, że naprawdę nie rozumiem, jak jakikolwiek rodzic (wiedząc, co jest wewnątrz) mógłby dać to do przeczytania swojej 14- czy 15-letniej córce.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że choć Ella jest wyzywana i poniżana, to i tak, widząc jednego ze swoich oprawców, myśli tylko o tym, jaki on jest przystojny. Naprawdę trudno było mi się powstrzymać od pacnięcia w czoło. Bo czaicie: chłopak wchodzi BEZ JEJ ZGODY do pokoju, obrzuca ją wyzwiskami, gdy ona mówi, że jest NAGA, a ona zamiast na niego porządnie nakrzyczeć i wywalić z pomieszczenia, myśli tylko o jego cudownych mięśniach. Błagam. TAK NIE MYŚLĄ LUDZIE.
Podsumowując krótko – jeśli szukacie „bajki o królewnach”, to po prostu wejdźcie na Wattpad. Tam znajdziecie teksty na podobnym poziomie od ręki. Nie ma potrzeby tracić finansów i nerwy na aż tak szkodliwą społecznie książkę.

Tytuł: Papierowa księżniczka
Tytuł serii: Seria królewska
Numer tomu: 1
Autor: Erin Watts
Tłumaczenie: Maria Smulewska-Dziadosz
Liczba stron: 400
Gatunek: romans
Wydanie: Otwarte 2018
Złe romanse: „Przebudzenie Śpiącej Królewny” – Anne Rice
Tę powieść przeczytałam jakoś po zapoznaniu się ze słynnymi „50 twarzami Greya” (bo wszyscy o tym mówili). Zabrałam się za nią, bo gdzieś w sieci mignęła mi informacja, że jeśli ktoś chce zobaczyć BDSM zbliżone do tego „realnego”, to powinien sprawdzić ten tytuł. A ja, wiedziona chyba chęcią porównania tych dwóch pozycji, po prostu się za nią zabrałam. Czytałam ją lata temu, niezbyt dokładnie, ale doszłam do kilku konkretnych wniosków.
Po pierwsze, pod kątem strukturalnym, logicznym i językowym – to nawet nie jest powieść. Fabuła, historia, logika… to w jej przypadku nie ma żadnego sensu i tego nie należy się spodziewać.
To przede wszystkim fantazja 18+
Po drugie – ta książka jest po prostu fantazją erotyczną. Taką absolutnie najczystszą, której raczej nie należy analizować pod kątem moralności czy dobrego smaku, bo ona nawet nie udaje, że przedstawia rzeczywistość. Przecież sama autorka wrzuca nas do jakiegoś quasi-bajkowego świata, w którym po prostu dzieją się rzeczy. Niby próbuje jakoś to budować, ale wyraźnie widać, że wszystkie zasady są stworzone tylko po to, by realizować pewną wizję.
Nie powiem, czy opisywany w książce BDSM jest adekwatnie przedstawiony, czy nie (wiele zresztą już nie pamiętam), ale odnoszę wrażenie, że to może być jedna z najmniej szkodliwych pozycji tego typu. Bo ona naprawdę nie chce być niczym więcej.
Umyślnie nie przedstawiam zarysu fabuły – w tym przypadku naprawdę nie ma on większego znaczenia.

Tytuł: Przebudzenie śpiącej królewny
Tytuł serii: Śpiąca królewna
Numer tomu: 1
Autor: Anna Rice
Tłumaczenie: Mieczysław Dutkiewicz
Liczba stron: 244
Gatunek: erotyk
Wydanie: Mystery, 2010