„Zmiana” trafiła do mnie dzięki promocji w dyskoncie spożywczym razem z pierwszym tomem serii. Od tamtego czasu „Silos” doczekał się ekranizacji przez AppleTV. Jak podobała mi się ta powieść w 2020 roku i czy miłośnicy post-apo powinni po nią sięgnąć?

Sprawdź inne recenzje książek z cyklu „Silos”: „Silos”
Troy budzi się z hibernacji
Troy budzi się z hibernacji na trwającą pół roku zmianę. Jako jeden z przełożonych w pierwszym Silosie musi kontrolować, co dzieje się we wszystkich pozostałych. Okazuje się jednak, że jego dyżur wcale nie będzie prosty. Niespełna sto lat wcześniej młody kongresmen, Donald, dostaje wyjątkowo ważne i owiane tajemnicą zadanie. Ma zaprojektować budynki kluczowe dla przetrwania ludzkości. Dlaczego? Na razie nie ma o tym zielonego pojęcia.
Czasem w moje ręce trafiają książki, które mimo swojej przeciętności zaskakują mnie pozytywnie. „Silos” Hugh Howeya trafił do mnie przypadkiem – kupiłam go na bardzo dużej promocji za kilka groszy, od razu wraz z trzecim tomem cyklu. Nie spodziewałam się po tej książce niczego dobrego, a jednak okazało się, że dało się ją z powodzeniem przeczytać. Liczyłam więc trochę, że „Zmiana”, która w przeciwieństwie do tomu pierwszego debiutem już nie jest, pokaże mi coś więcej i zaoferuje lepszą jakość. Jak się jednak okazało, te nadzieje nie miały pokrycia w rzeczywistości.
„Zmiana” jest mi bardzo obojętna
Spotkanie z tą książką po prostu… było. Minęło i raczej do niej nie wrócę. Już dawno nie sięgnęłam po lekturę, wobec której miałabym aż tak obojętne odczucia. Ani nie bawiłam się dobrze w trakcie czytania, ani nie byłam nadmiernie zirytowana. Strony mijały szybko, a jedynie od czasu do czasu wkradała się nuda i chęć pominięcia kolejnych akapitów. Analiza tekstu to jednak trochę inna bajka – bo mimo wszystko mogę tej pozycji wytknąć całkiem sporo.
Howey miał dobry pomysł wyjściowy. Poszedł w stronę fantastyki socjologicznej oraz dystopii, próbując poprzez postapokaliptyczny świat pokazać ludzi żyjących w zamkniętym środowisku. W pierwszym tomie zrobił to jednak zbyt płytko i sztampowo, aby wywołać większe emocje. Podobnie jest w „Zmianie”.
W jaki sposób ludzkość trafiła do silosów?
W kontynuacji autor próbuje eksplorować to, w jaki sposób doszło do zamknięcia ludzi w silosach, i zadaje pytania dotyczące moralności tych czynów. Robi to jednak w sposób niezbyt wprawny i zwyczajnie nudny. W tej części skaczemy od planu ludzkości przed apokalipsą, przez upadanie kolejnych silosów, aż do rozwiązania zagadki dotyczącej tego, co i jak się stało. Autor wykłada nam wszystko od A do Z, nie zostawiając żadnej przestrzeni na domysły, przez co stworzony przez niego świat staje się wręcz absurdalny. Jeśli w tego typu literaturze przestaje istnieć choćby odrobina tajemnicy, a świat przedstawiony nie jest perfekcyjnie skonstruowany, całość zaczyna się sypać niczym domek z kart – i mam wrażenie, że to właśnie dzieje się w tym przypadku.

Płaski styl i narracyjne dłużyzny
Dodatkowo skakanie pomiędzy stuleciami wraz z Troyem (którego tajemnica prędko staje się oczywistością – domyśliłam się rozwiązania praktycznie od razu) było po prostu irracjonalne. Jedna osoba, budząca się do życia co sto lat i nie mająca problemu z przywyknięciem do aktualnej sytuacji, wcale nie pomaga w realistycznym budowaniu świata. Należy tu zresztą nadmienić, że tom pierwszy oraz drugi łączy właściwie tylko samo uniwersum. Owszem, niektóre wydarzenia się pokrywają, ale generalnie nasi bohaterowie to nowe postacie. Nie jest to więc bezpośrednia kontynuacja.
„Zmiana” ma też spory problem ze stylem. Choć Howey pisze w sposób bardzo lekki i przystępny, mam wrażenie, że jest za bardzo przegadany. Połowę treści można było spokojnie wyciąć, a powieść co najwyżej zyskałaby na tempie. Niestety przez to trudno mi nie odnieść wrażenia, że autor ma w sobie duszę grafomana, który pisze, pisze i nie potrafi przestać, a usunięcie fragmentów tekstu uważa za niszczenie własnego dziedzictwa. A tej powieści naprawdę przydałoby się ostre cięcie redaktorskie.
Lektura bezbolesna, ale bezbłyskowa
Jako że trzeci tom mam już na półce, na pewno dokończę tę trylogię i nie poprzestanę na części drugiej. Gdybym jednak jej nie posiadała, z pewnością nie kupowałabym jej specjalnie. Nietrudno mi się domyślić, jakie będzie zakończenie, a sama powieść jest dla mnie bardzo bezbarwna i niezbyt wprawna warsztatowo.
Niemniej – to wciąż da się czytać. Nie boli nadmiernie, wchodzi lekko i stosunkowo bezboleśnie. Jeśli więc ktoś szuka po prostu jakiejś postapokalipsy i pochłania takie lektury w każdej ilości, jak najbardziej może dać tej serii szansę. Może akurat Was ten świat i takie podejście do pisania zauroczy. Wszak gusta są różne, a ten tytuł nie bez powodu sprzedał się w ogromnym nakładzie na amerykańskim rynku.

Tytuł: Zmiana
Tytuł serii: Silos
Numer tomu: 2
Autor: Hugh Howey
Tłumaczenie: Marcin Moń
Liczba stron: 640
Gatunek: post-apo
Wydanie: Papierowy Księżyc, 2017
1 thought on “Zmiana: …na gorsze? Bezbarwna kontynuacja „Silosu” [recenzja] [archiwum]”