„Silos” kupiłam na wyprawdaży w dyskoncie i wówczas nie miałam pojęcia, że ta książka doczeka się kontunuacji. To post-apokaliptyczna historia opowiadająca o ludziach żyjących pod ziemią. Czy warto się z nią zapoznać? Sprawdź recenzję z 2020 roku!

Jules próbuje zrozumieć
Silos to wielkie, podziemne miasto, będące schronieniem dla ludzi przed toksyczną Ziemią. Gdy jego szeryf, Holston, zaczyna wariować i ogłasza, że chce opuścić swój dom, władza nie ma wyboru: mężczyzna zostaje wysłany na czyszczenie znajdujących się przed Silosem obiektywów, a tym samym skazany na pewną śmierć. Jego miejsce zajmuje Jules: pewna siebie i uparta kobieta, która – ku swojej zgubie – próbuje zrozumieć, dlaczego jej poprzednik zapragnął opuścić bezpieczny Silos.
„Silos” zaczynał jako self-publishing
Historia związana z wydaniem „Silosu” jest całkiem ciekawa. Hugh Howey wydał tom pierwszy początkowo w modelu self-publishingu, w formie pięciu nowelek czy też powiązanych ze sobą opowiadań. Dopiero później teksty zostały połączone w jeden tom, rozpoczynający trzytomowy cykl postapokaliptyczny.
Gdyby nie fakt, że udało mi się upolować ją przypadkiem na promocji, powieść prawdopodobnie nie trafiłaby w moje ręce, bo wcześniej po prostu o niej nie słyszałam. Mimo zapewnień wydawcy z okładki, że to nowy „klasyk SF”, mnie jakoś to cudo ominęło. Słusznie i niesłusznie zarazem. Bo choć klasyk z tego raczej żaden, to jako przyjemne czytadło sprawdza się jak najbardziej.
„Silos” to absolutnie typowa powieść postapokaliptyczna. Choć nie znam wielu tytułów z tego podgatunku fantastyki, to wszystkie tropy i motywy, które Howey w tej książce porusza, są mi doskonale znane. Mimo tego powieść czytało mi się zaskakująco lekko i płynnie, nawet jeśli nie była to najciekawsza z książek, jakie miałam kiedykolwiek w rękach.
Pomiędzy dystopią a klimatem „Metra 2033”
Hugh Howey próbował połączyć postapokalipsę z dystopią: to raczej dość częsty i typowy zabieg, jako że dystopia bardzo często pojawia się w fantastyce po jakiejś „apokalipsie” – nagłej i gwałtownej zmianie, przez którą świat musiał uformować się na nowo. Tyle tylko, że tego typu powieść zostanie zapamiętana jako poważne dzieło tylko wtedy, kiedy wniesie do gatunku coś nowego i świeżego. Nowe przemyślenie, nową analizę. Może krytykę sytuacji, której autor był świadkiem? A „Silos” (przynajmniej jeśli mowa o tomie pierwszym – kolejnych jeszcze nie znam) nic takiego nie wnosi. Ot, mamy korupcję i wysokiej rangi urzędników, którzy wyraźnie coś ukrywają. Prawdopodobnie dla pieniędzy, władzy i innych tego typu korzyści. Nie jest to nic nowego.
Samo funkcjonowanie świata przedstawionego kojarzyło mi się bardzo z serią „Metro 2033” Głuchowskiego. Bo i tu mamy ludzi zamkniętych gdzieś pod ziemią, nieświadomych tego, co mogą znaleźć na zewnątrz, i myślących, że poza nimi nikt nie przetrwał. Główne różnice są dwie. Po pierwsze, tu nikt nie wychodzi poza Silos, aby zbierać pozostałości. Po drugie: ci ludzie już przywykli i nauczyli się w pełni funkcjonować w warunkach, w jakich muszą żyć. Wydaje mi się, że przez to ten świat jest po prostu mniej ciekawy i mniej klimatyczny, chociaż dalej całkiem porządnie skonstruowany.

Jak napisana jest ta powieść post-apo?
Język, którym posługuje się autor tej książki, określiłabym mianem typowego – typowego dla amerykańskiej, tłumaczonej literatury. Jest dość prosty w odbiorze, nieszczególnie klimatyczny, ale taki, który można w płynny sposób przyswoić. Ciekawa jest też sama konstrukcja powieści, bo składa się ona z pięciu bardzo wyraźnych części, które różnią się od siebie i narracją, i konceptem. Widać, że początkowo miały być to w miarę oddzielne twory, chociaż każda kolejna część jest bardziej spójna z poprzednią, a całość koniec końców bez problemu tworzy powieść, a nie zbiór opowiadań.
Ponadto, powoli kończąc, muszę dodać, że ta postapokaliptyczna powieść przez mocno dystopiczne elementy jest też przy okazji fantastyką naukową. Wiem, że niektóre teksty z tego gatunku wcale nie muszą nią być, dlatego wolę to podkreślić. Jeśli szukacie postapokalipsy idącej w stronę fantasy albo takiej bez nadnaturalnych wynalazków, to raczej nie będzie coś dla Was.
Czy warto przeczytać „Silos”?
„Silos” wypada na pewno o niebo lepiej od „Dopóki nie zgasną gwiazdy” Patykiewicza czy „Zapomnianej księgi” Hendel. Jest powieścią bardziej przemyślaną, konkretniejszą, jednolitą. Nie ma może specyficznego klimatu książki Patykiewicza (gdzie zimowe post-apo dobrej jakości z radością bym przeczytała), ale na pewno jest stworzony z większą świadomością gatunku. Jak na debiut prezentuje się nienajgorzej i na pewno po kolejne części sięgnę. Niemniej słowo „czytadło” naprawdę określa tę powieść najlepiej. Jeśli więc szukacie po prostu książki w takich klimatach dla zabicia czasu i rozrywki, swobodnie można się za nią zabrać. Nie wydaje mi się jednak, aby można było oczekiwać po niej czegoś więcej.

Tytuł: Silos
Tytuł serii: Silos
Numer tomu: 1
Autor: Hugh Howey
Tłumaczenie: Marcin Kiszela
Liczba stron: 650
Gatunek: post-apo
Wydanie: Papierowy Księżyc, 2017