„Przedksiężycowi. Tom III” to zakończenie fantastycznej historii, którą napisała Anna Kańtoch. Całą trylogię przeczytałam w 2020 roku. Jak odebrałam jej końcówkę? Czy ta przeprawa była tego warta i czy to odpowiednia książka dla Ciebie? Sprawdź!

Sprawdź recenzje innych tomów „Przedksiężycowych”: tom I | tom II
Satysfakcjonujące zamknięcie znakomitej trylogii
Przebudzenie zbliża się każdego dnia. Wszyscy mieszkańcy Lunapolis czują to w kościach. Finnen jest coraz bardziej zdesperowany, aby zapisać się na kartach historii, z kolei ojciec Kairy nie przestaje prowadzić swoich spisków. W tym samym czasie kilku zdolnych mieszkańców metropolii próbuje dowiedzieć się, co takiego planuje bogaty mężczyzna.
Ten cykl przyprawia mnie o pustkę w głowie, gdy myślę o tym, co i jak mogę o nim powiedzieć. Tym razem szczególnie. W końcu to ostatni tom „Przedksiężycowych” i czuję, że powiedziała już o tej trylogii wszystko, co tylko byłam w stanie. Jednocześnie są to po prostu tak dobre książki, że czuję się wręcz zobligowana, by o nich mówić – tak, aby jak najwięcej osób mogło cieszyć się tą niezwykłą przygodą.
„Przedksiężycowi. Tom III” mają przemyślany finał
Może więc zacznę od końca? Trzeci tom stanowi bardzo wyraźne i satysfakcjonujące zamknięcie. Wszystkie wątki konkretnie oraz płynnie zmierzają do finału, a wszystko, co Anna Kańtoch podsuwała nam w poprzednich częściach, zaczyna się składać w spójną całość.
Oczywiście nie będę zdradzać zakończenia, jednak muszę przyznać, że odebrałam je bardzo naturalnie, bez żadnego większego zaskoczenia. Choć jest ono całkiem unikatowe, to poszczególne elementy historii po prostu stopniowo mnie do niego przygotowywały. Nie miałam wrażenia, że końcówka jest wymuszonym zwrotem akcji, lecz stanowiącą integralną i dopracowaną część całej opowieści.

Szara moralność i ciekawi bohaterowie
Autorka naprawdę świetnie poprowadziła relację Kairy i Finnena, w tym tomie jeszcze dolewając oliwy do ognia. Mogłaby spleść z tego klasyczny, dobrze działający romans, ale zdecydowała się na inny, znacznie bardziej nieoczywisty kierunek. Lunapolis z założenia jest miastem moralnie wątpliwym i wydaje się całkiem jasne, że żaden z bohaterów nie może skończyć tej opowieści jako postać postrzegana jako całkowicie niewinna czy nieskalana. Tu właściwie każdy ma coś za uszami.
Postacie drugoplanowe również mają tu wiele do powiedzenia. To głównie dzięki nim dostajemy większą część naprawdę fascynującej ekspozycji dotyczącej przeszłości oraz motywacji naszego głównego antagonistycznego bohatera. Prowadzone w powieści śledztwo może nie wbija w fotel samo w sobie, ale na pewno wypada znacznie bardziej interesująco niż wiele podobnych historii znanych z prozy realistycznej.
Piękne zakończenie trylogii
I… właściwie chyba tylko tyle mam do dodania, jeśli chodzi o „Przedksiężycowych”. Ta trylogia to wyjątkowo spójna całość – świetna na każdej płaszczyźnie, angażująca zarówno w czytaniu, jak i w późniejszej interpretacji.
A skoro zwieńczenie historii trzyma wysoki poziom poprzedników, pozostaje mi jedynie powtórzyć to, co mówiłam o tych książkach już wcześniej: to seria, którą po prostu należy przeczytać samemu, zamiast tylko o niej rozwodzić!

Tytuł: Przedksiężycowi. Tom III
Tytuł serii: Przedksiężycowi
Numer tomu: 3
Autor: Anna Kańtoch
Liczba stron: 342
Gatunek: fantastyka naukowa
Wydanie: Powergraph, Warszawa 2013
1 thought on “Przedksiężycowi. Tom III: Koniec przygody w Lunapolis [recenzja] [archiwum]”