„Plus/Minus” to białoruska książka napisana przez duet autorów. Jest raczej klasycznym kryminalnym urban fatasy, ale… zostawiła mi po sobie niesmak. Dlaczego? Sprawdź, co sprawiło, że nie sięgnęłam po kolejne powieści tych pisarzy.

Poznaj recenzje innych kryminałów urban fantasy: „Wieża” | „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” | „Szamanka od umarlaków” | „Złodziej dusz”
Co w ogóle wyszło z pisania w duecie?
Lena jest pośredniczką między Pomrokami a ludźmi, pracującą w specjalistycznym wydziale. Jej nowym partnerem zostaje Sasza – były wojskowy z osobistymi problemami. Następnego dnia okazuje się, że mężczyzna jest oskarżany o morderstwo, a jasnowłosa pani porucznik staje się jego jedyną nadzieją na wyjście z tarapatów cało.
Gdy para pisarzy wpada na pomysł napisania książki w trakcie niekoniecznie niewinnego leżenia na sobie – wiedźcie, że coś jest nie tak. A do tego właśnie Olga Gromyko i Andriej Ułanow przyznają się w posłowiu do „Plus/Minus”. Jakby to dla nas, czytelników, miało mieć jakiekolwiek znaczenie.
Te postacie miały być jak ogień i woda, ale…
Pomysł na tę powieść był dosyć prosty. Gromyko dostała do poprowadzenia postać Leny, a Ułanow – Saszy. Jak tytuł wskazuje, historia opiera się (w teorii) na inności tej dwójki. Mieli być jak ogień i woda: tak różni, że aż wzajemnie dopełniający się. I w teorii do pewnego stopnia tak jest. Lena to ułożona kobieta z nieszczęśliwym życiem miłosnym, która właściwie nudzi się we własnej pracy – jest zachowawcza, miła i poukładana.
Sasza to były wojskowy mający problemy spowodowane przeżyciami wojennymi – wybuchowy, chaotyczny, czasem wręcz agresywny. W chwilach, gdy bohaterowie ze sobą spokojnie rozmawiają, było to widać i do pewnego stopnia czuć. Ta powieść miewa momenty, którym prawie udawało się mnie kupić… aby chwilę później nasz duet zaczął znów drzeć koty bez potrzeby i urok pryskał.
Koniec końców tej inności charakterów w ogóle nie widać. Obydwoje po prostu bezustannie się kłócą i godzą, mają bardzo zbliżone do siebie zachowania, a ich „odmienność” polega głównie na tym, że Lena nie chce robić rzeczy szalonych, zaś Sasza atakuje ludzi bez pytania i rzuca granatami.
„Plus/Minus” ma preteksową fabułę
Jak łatwo się domyślić, fabuła tej historii, podobnie jak świat przedstawiony, jest co najmniej pretekstowa i nie zawsze ma sens. Dostajemy tu najbardziej generyczne kryminalno-sensacyjne urban fantasy, jakie można sobie wyobrazić. Zresztą elementów magicznych zbyt wielu tutaj nie ma i nie są nawet szczególnie potrzebne fabularnie. Wyobraźcie sobie jednak, że dowiadujecie się nagle i niespodziewanie, że dostaliście pracę polegającą na współpracy z magicznymi istotami. Czy następnego dnia przeszlibyście nad tym do porządku dziennego? Wydaje mi się, że nie – a to właśnie dzieje się z Saszą, którego istnienie magii nie dziwi wcale, a jego brak wiedzy służy jedynie za pretekst do przedstawienia ekspozycji.

Wątek kryminalny nie jest przemyśleny
Główny wątek książki „Plus/Minus”, czyli ten kryminalny, zdaje się być poprowadzony bez najmniejszego pomyślunku. Przypomina to raczej fanfiction albo roleplay pisany dla zabawy niż faktyczną historię. Rozumiem, że akcja dzieje się na Białorusi, gdzie sytuacja wygląda nieco inaczej niż u nas, ale przecież dzień po morderstwie miejsce zbrodni powinno być przynajmniej pilnowane. Policja musiałaby sprawdzać, czy ktoś podejrzany nie kręci się w okolicy. Nie w tym świecie!
Tutaj Sasza, na którego prowadzona jest ogólnomiastowa nagonka, ot tak przybywa na miejsce zbrodni, nawet bez przebrania. Razem z Leną paraduje po sklepach i nikt go nie rozpoznaje. Bohaterowie rzucają granatami, udają ciążę (ktoś dotyka brzucha zrobionego z poduszek i uznaje, że wszystko jest w porządku!), kradną helikoptery… a autorzy w posłowiu po prostu cieszą się tym, jak fajną fabułę napisali. Rozumiem, że bawili się w trakcie pracy doskonale, ale jednocześnie to po prostu nie działa jako pełnowartościowa powieść.
Czy „Plus/Minus” jest dobrze wydaną książką?
Mam też coraz większe wrażenie, że wydawnictwo Papierowy Księżyc nie do końca radzi sobie z tłumaczeniami oraz korektą. Wszystkie ich powieści, które przeczytałam, zdają się mieć ten sam pustawy styl. Poza tym w tym konkretnym przypadku nie rozumiem, dlaczego przekleństwa są zastąpione krzaczkami typu „3$11S!” – to przecież wygląda po prostu głupio. Nawet jeśli to wybór autorów, w tłumaczeniu można było to zmienić choćby na proste „cholera!”. Wyglądałoby to znacznie lepiej.
To książka dla dorosłych czy dla młodzieży?
Teoretycznie powieść „Plus/Minus” jest pozycją dla dorosłych. W praktyce, mimo dojrzałych bohaterów (Lena jest na pewno po studiach i paru latach pracy), ton tej książki jest mocno infantylny i młodzieżowy. Nie ma tu też dokładnie rozpisanych, obrazoburczych scen i całokształt w większości trzyma się w ryzach, które spokojnie pozwalałyby przedstawić książkę nastoletniemu czytelnikowi. Z jednym wyjątkiem. Przyznaję, że oniemiałam, gdy to przeczytałam, i muszę to przytoczyć:
Sasza, jak prawdziwy mężczyzna, znalazł się na górze, trzymając Marikę za ręce i przyciskając ją całym ciałem do podłogi – co mocno przypominało gwałt w tym stadium, kiedy ofiara już uznała, że się rozluźni i spróbuje wyciągnąć z tego maksimum przyjemności.
Szanowny Panie Redaktorze Prowadzący (Adamie Wróblewski) i Szanowna Pani Redaktorko (Ewo Białołęcka) – jakim cudem w lekkiej powieści znalazło się coś takiego? Cenzurujecie – Wy lub autorzy – zwykłe przekleństwa, a coś takiego zostawiacie?
To ogólnie jest kiepska powieść…
Cóż mogę dodać poza stwierdzeniem, że „Plus/Minus” to ogółem po prostu kiepska książka i jeśli ktoś chce po nią sięgnąć, to tylko na własną odpowiedzialność? Naprawdę rozumiem, co autorzy mieli na myśli i czemu tak cieszyli się swoim pomysłem, ale samo wykonanie im po prostu nie wyszło. Dotarło też do mnie, że to prawdopodobnie najsłabsza powieść Gromyko – a biorąc pod uwagę, że ten bulwersujący fragment pisała najpewniej ona, straciłam ochotę na dalsze zapoznawanie się z jej twórczością.

Tytuł: Plus/minus
Autor: Olga Gromyko, Andriej Ułanow
Liczba stron: 584
Tłumaczenie: Marina Makarevskaya
Gatunek: kryminalne urban fantasy
Wydanie: Papierowy Księżyc, 2020