„Zanim się pojawiłeś” było w pewnym momencie naprawdę głośną powieścią, między innymi przez film, który swoją premierę miał w 2016 roku. Jak odebrałam ten romans w 2021 roku i czy moim zdaniem warto się z nim zapoznać? Sprawdź, czy to coś dla Ciebie!

Sprawdź recenzje innych romansów: „Tamte dni, tamte noce” | „Sekret Tatiany” | „Bogini niewiary”
Lou poszukije nowej pracy
Choć ma już 26 lat, Lou dalej nie wie, co chce robić w swoim życiu. Gdy traci pracę w swojej ukochanej kawiarni, musi prędko znaleźć nową, ponieważ jest głównym żywicielem rodziny. W ten sposób zostaje opiekunką 35-letniego Willa, sparaliżowanego w wyniku wypadku.
Nie czytałam romansu od ponad roku
Ostatnio współczesny romans realistyczny czytałam w kwietniu 2020 roku i nie udało mi się go skończyć. Wcześniej miało to miejsce w listopadzie 2019 roku. A że ja raz na jakiś czas miewam potrzebę sięgnięcia po coś takiego, to tym razem zabrałam się za „Zanim się pojawiłeś”. Historia zawarta w książce Jojo Moyes jest mi znana od lat przez wzgląd na film, ale że przypadkiem go sobie powtórzyłam, to postanowiłam sprawdzić, jak to się ma w wersji oryginalnej. No dobrze, prawie oryginalnej, bo czytałam w końcu tłumaczenie.
„Zanim się pojawiłeś” to lekko napisana książka
Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy, to… styl. Być może jest to kwestia tłumaczenia, ale przyznaję, że sam prolog mnie po prostu trochę rozśmieszył. Kilka pierwszych zdań wygląda mniej więcej tak: „Ona idzie do łazienki. On na nią czeka. Ona włącza prysznic. On przegląda telefon”. Później już tak źle nie jest (bo to pewnie był tylko „zabieg artystyczny”, książkę trzeba dobrze zacząć!), ale nie ma co ukrywać. „Zanim się pojawiłeś” to książka napisana bardzo prościutko i lekko.
Trudna tematyka, ale słodko-baśniowy klimat
Ponadto mimo trudnej tematyki jej klimat jest raczej słodko-baśniowy. Bo choć Will jest niepełnosprawny, to dalej inteligentny, ironiczny i bogaty rycerz. Tyle że po prostu zamiast konia ma wózek inwalidzki. Cóż, tak to z tymi romansami bywa. Czasem przeszkodą w miłości jest wampiryzm, innym razem na przykład wilkołactwo. Tym razem, zamiast bazować na wymyślonych i fantastycznych konceptach, Moyes postanowiła być bardziej oryginalna i realistyczna. Problem polega na tym, że mimo wszystko to znacznie delikatniejszy problem niż bycie przystojnym wampirem i lekkomyślne wykorzystywanie takich postaci może wiele osób po prostu zranić. Ale co ja tam wiem, to Moyes pewnie zarobiła na „Zanim się pojawiłeś” grube pieniądze. Nie ja.
Oryginał wypada lepiej niż filmowa adaptacja
„Zanim się pojawiłeś” jest jednak jednym z tych przypadków, w których oryginał wypada lepiej niż ekranizacja. Twórcy filmu usunęli z niego kilka kluczowych elementów, które pomagają zbudować postać Lou i które sprawiają, że jej relacja z Willem nie jest aż tak jednostronna.
Dobrze jednak wiem, że i książka nie została dobrze odebrana przez osoby niepełnosprawne, i w moim odczuciu mimo wszystko w dalszym ciągu to toksyczna i odrealniona opowieść. W tej historii na przykład mający olbrzymie fundusze Will nie ma zapewnionej ani opieki psychologa, ani sprzętu ułatwiającego mu komunikowanie się ze światem. Niby mówi się o tym, że jego rodzice wyszukują kuracji i innych takich, ale żadne z nich nie myśli o tym, jak faktycznie i skutecznie poprawić jakość życia swojego syna. Nic dziwnego, że jest wiecznie rozdrażniony.
„Zanim się pojawiłeś” sprawdziło mi się jako lekka lektura
Nie powiem – potrzebowałam lekkiej książki, która pomoże mi się na chwilę oderwać. Dlatego „Zanim się pojawiłeś” spełniło swoją rolę całkiem dobrze. Jednak czy to jest obiektywnie dobra książka? Nie, nie wydaje mi się. Mimo wszystko to kolejna opowieść o tym, że do miłości trzeba poświęceń i cierpienia, a to jest najzwyczajniej w świecie nieprawdą.
Zdjęcie główne przedstawia mockup okładki – nie faktyczne zdjęcie wydania.

Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Cykl: Lou Clark
Tom: 1
Autor: Jojo Moyes
Tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska
Liczba stron: 382
Gatunek: romans
Wydanie: Świat Książki, 2016