W tej historii to bezpieczne i zdrowe, rodzinne relacje oraz wspólne biesiadowanie przy stole grają główne skrzypce, a nie podróż przez kosmos. „Daleka droga do małej, gniewnej planety” to idealny przykład cozy science-fiction. Dlaczego? I czy to będzie odpowiednia lektura dla Ciebie?

„Wędrowiec” staje się jej nowym domem
Rosemary Harper ucieka ze swojego domu na Marsie i znajduje zatrudnienie na administracyjnym stanowisku na statku kosmicznym „Wędrowiec”. To połatany, stary pojazd, którego załoga zajmuje się budowaniem tuneli kosmicznych. Harper nie spodziewa się, że wśród załogi znajdzie to, czego zawsze jej brakowało: rodzinę.
„Daleka droga do małej, gniewnej planety” to debiut lepszy od późniejszych historii Chambers
Czym jest rodzina i czy można znaleźć ją wśród obcych? „Daleka droga do małej, gniewnej planety” trochę próbuje odpowiedzieć na to pytanie, jednocześnie starając się być bezpieczną przystanią dla wszystkich, którzy tego potrzebują. Ta książka to debiut Becky Chambers, którą poznałam dzięki dylogii „Mnich i robot” – jej późniejszym mikropowieściom, które właściwie nie mają konkretnej fabuły, za to roi się w nich od dość podstawowych prawd o życiu. I o dziwo, bo to nie zdarza się wcale aż tak często: debiut Chambers wydaje mi się lepszą powieścią od tych późniejszych.
Dlatego że tu przynajmniej pojawia się JAKAŚ fabuła. O coś tu chodzi i coś się jednak dzieje. Autorka serwuje nam swoistą powieść drogi, w której obserwujemy, jak Rosemary trafia na „Wędrowca”, aklimatyzuje się i jednocześnie pomaga załodze wypełniać zlecane zadania, w tym to jedno największe, związane właśnie z tytułową małą gwiezdną planetą. To element, który spaja powieść w całość.

Tu nie chodzi o zadania załogi „Wędrowca”
Jednocześnie nie da się ukryć, że „Daleka droga do małej, gniewnej planety” wcale nie skupia się na zadaniach załogi. Ta linia fabularna jest raczej tłem wymuszającym pewne intereakcje i zachowania bohaterów. To, co interesuje Chambers to postacie i relacje pomiędzy nimi; to codzienne życie na statku kosmicznym, który nie jest wcale więzieniem dla zatrudnionych tam osób, a domem pewnej rodziny.
Każdy z członków załogi jest istotny
Choć Rosemary wprowadza czytelnika w świat i do załogi „Wędrowca” to tak naprawdę każdy z jej członków jest tu ważnym charakterem. Oczywiście, niektórych jest więcej, innych trochę mniej, ale Chambers zadbała o to, by czytelnik poznał każdego z nich, przedstawiając ich wady i zalety, a także bardzo klarownie nakreślając relacje pomiędzy bohaterami.

Chambers tworzy swoistą utopię
Jednocześnie narracja tej książki unika jakichkolwiek trudniejszych tematów pomiędzy bohaterami. „Wędrowiec” jest swoistą, niewielką utopią, w której wszyscy żyją w zgodzie i w miłości. Nawet jeśli ktoś uchodzi za osobę nieco mniej „lubianą” to wynika to z faktu, że sama izoluje się z własnej woli. Członkowie załogi są postaciami bardzo uważnymi, zwracającymi uwagę na to, kto i jak się czuje, a przy tym nie korzystającymi z mocniejszych przekleństw, przepychanek słownych, drażnienia się wzajemnie itd. Dlatego z jednej strony: to książka, która może być bardzo komfortowa, jeśli czytelnik akurat tego potrzebuje.
Z drugiej jednak strony trudno tu mówić o „ognistych” relcjach, albo takich, które byłyby po prostu wyraziste i bardzo mocno zapadające w pamięć. Załoga wykreowana przez Chambers jest po prostu aż sztucznie i nienaturalnie grzeczna względem siebie nawzajem. Nie przeszkadzało mi to w trakcie lektury, ale teraz, gdy już jestem chwilę po niej, mam poczucie, że „Daleka droga do małej, gniewnej planety” trochę na tym traci. Bo przecież można być nieco mniej miłym, bardziej wyrazistym… i dalej całkiem świadomie podchodzić do relacji, dokonując co do zasady dobrych wyborów. Co tu kryć: ta ekipa jest troszkę „rozmemłana”.

Obyczajowy charakter historii sprzyja nowym czytelnikom SF
„Daleka droga do małej, gniewnej planety” to space opera z kategorii tych lekkich i w ogóle nie skupionych na aspektach militarnych czy technicznych. To, w połączeniu z raczej obyczajowym charakterem tej historii sprawia, że może być to dobre miejsce na początek przygody z SF, np. dla nastolatków, albo osób, które odbijały się od tych bardziej techniczno-militarnych opowieści.
„Daleka droga do małej, gniewnej planety” jest napisana bardzo świadomie
Chambers tworzy też raczej dość świadomie, sięgając do typowych dla space oper motywów. Na przykład, często pilot w takich dziełach jest kimś wyjątkowym w swoim fachu, a przy tym ma w sobie jakieś elementy tragicznego bohatera. Pilotka Sissix jakieś elementy tragizmu w swojej historii ma, ale ciężar tego rodzaju bohatera został przerzucony na Ohan, umierający sinacki duet, który jako nawigator jest bezpośrednio związany z pracą Sissix.

Klasyczne uniwersum dla space opery
Samo uniwersum z „Dalekiej drogi do małej, gniewnej planety” jest raczej dość klasyczne w swojej konstrukcji, ale jak najbardziej trzyma się kupy i zawiera trochę ciekawych pomysłów. Bohaterowie eksplorują wzajemnie swoje własne kultury, często rozmawiają o jedzeniu i różnicach we wzajemnym żywieniu się i przynajmniej w tym tomie Chambers, trzymając się luźnej konstrukcji fabuły, pozwala nam ten świat poznać.
Ten debiut pokazuje duży potencjał
Myślę, że w tej książce widać potencjał autorki na dalszy rozwój. Tak, są tu pewne braki. Fabuła mogłaby być trochę bardziej zwięzła, aby mniej przypominała scenki obyczajowe z codziennego życia. Bohaterowie mogliby się czasem pokłócić albo nadepnąć sobie na odcisk; w końcu mieszkają na niewielkiej przestrzeni. Może przydałoby się nieco więcej poczucia zagrożenia, aby czytelnik mógł chociaż troszkę bardziej poobawiać się o bohaterów.
Jednak mimo tego mi czytało się „Daleką drogę do małej, gniewnej planety” naprawdę przyjemnie i nie mam jej za złe, że jest taką historią zatrzymującą się na chwilę w codzienności. Są w tej książce mądre uwagi dotyczące życia wśród innych sposób, czy budowania więzi. Niektóre sceny poruszyły mnie emocjonalnie, a postacie są sympatyczne. Dlatego wydaje mi się, że jeśli ktoś czegoś takiego szuka (a wydaje mi się, że takich osób może być sporo, biorąc pod uwagę popularność cozy fantasy) to naprawdę nie jest to wcale zły wybór na lekturę.

Jak wydana jest „Daleka droga do małej, gniewnej planety”?
„Daleka droga do małej, gniewnej planety” w polskim wydaniu od wydawnictwa Zysk i S-ka to książka z miękką oprawą ze skrzydełkami o standardowych wymiarach. Jest klejona. Papier wewnątrz jest żółty, niewyróżniający się. Książka nie posiada dodatkowych ozdobników, czy ilustracji.

Tytuł: Daleka droga do małej, gniewnej planety
Tytuł serii: Wayfarers
Numer tomu: 1
Autor: Becky Chambers
Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowicz
Liczba stron: 496
Gatunek: space opera, cozy science fiction
Wydanie: Zysk i S-ka, 2017
2 thoughts on “„Daleka droga do małej, gniewnej planety” Chambers to przykład cozy SF [recenzja]”