Wolfgang Hohlebein to autor, którego poznałam chyba jeszcze w szkole podstawowej za sprawą horroru fantasy pod tytułem „Anubis”. Gdy w 2016 roku natrafiłam na jego nazwisko w bibliotece, uznałam, że muszę zapoznać się z kolejną powieścią tego autora. „Thor” trafił więc na moją półkę właśnie w taki sposób. Jak podobała mi się wówczas ta lektura?

Ten Thor nie wie, kim był wcześniej
Nie ma pojęcia, skąd się wziął. Obudzony wśród śniegu i nieznający swojego imienia ratuje kobietę, jej rannego męża oraz dwójkę dzieci, których zamieć niemal zabiła, nader szybko zostając okrzyknięty Thorem z powodu swoich wojowniczych umiejętności.
Kim tak naprawdę jest? Jakie jest jego przeznaczenie?
Ponad 800 stron. Niezły klocek, prawda? Na dodatek tytuł sugeruje nam wielką, epicką historię fantasy, utrzymaną w nordyckich klimatach… i niby próbuje tym być. Szkoda tylko, że niedostatecznie.
Tę książkę fantasy czyta suę niezwykle szybko
„Thora” czyta się niezwykle szybko. Naprawdę, kartki przeskakują jedna po drugiej. Styl autora jest dość surowy, owszem, ale czyta się go płynnie i przyjemnie. Nie jest zbyt prosto, nie jest zbyt patetycznie. Jest dobrze. Niestety to — choć ma ogromny wpływ na odbiór powieści przez czytelnika — nie wszystko. A tej historii zdecydowanie do doskonałej sporo brakuje. Dlaczego?
Dostając do ręki tak wielki klocek, chciałoby się wielkich akcji i wielkich przyjaźni. Wielkich plot twistów i emocji. A tu… nie ma kompletnie nic.
To historia podróży
Przez właściwie osiemset stron obserwujemy, jak nasz tytułowy Thor podróżuje wraz ze swoją kobietą i jej dziećmi. Ucieka, zaszywa się, odkrywa jakieś tajemnice ze swojej przeszłości… ale mimo jakichś drobnych pogoni i kłamstw, które go otaczają, cała historia jest po prostu zbyt jednostajna. Bo ileż można czytać o tym, jak ktoś ucieka i leczy swoją nogę, bo znów w głupi sposób ją uszkodził? A Thor, jak na wojaka przystało, uszkadza się bardzo często i co najmniej trzy czy cztery razy na przestrzeni kart tej książki traci przytomność na dłuższy czas. Przy okazji autor cały czas skupia się na tym, aby opowiedzieć nam życie rodzinne bohatera, a przy powieści fantasy — która, wydawałoby się, powinna być trochę bardziej wojenna — to prędzej czy później zaczyna drażnić. W tym miejscu muszę też zwrócić uwagę na to, że Hohlebein ma naprawdę surowy styl. Wielu emocji w tych opisach rodziny nie znajdziecie… co jeszcze potęguje uczucie bezsensowności skupiania się na tym obszarze jego życia.
Mimo wszystko sam Thor nie był wykreowany źle, jednak jego towarzysze już mnie trochę irytowali. Urd, jego kobieta, była dość ciekawa, ale w pewnych momentach autor wciskał ją chyba w za duże matactwa. Bliźniaki również miały trochę niezbyt fajnych scen, choć chyba zapałałam pewną sympatią do chłopca, Lifa, może przez jego wojowniczą, buńczuczną naturę?
Tu nie ma wiele o nordyckich bogach
O nordyckich bogach jakoś wiele tu nie ma — owszem, nawiązań trochę się znajdzie, jednak mam wrażenie, że ten tom był tylko wstępem do całości pod tym względem i wydaje mi się, że w kolejnym tomie autor powinien na tym temacie bardziej się skupić. Nie jestem wielką fanką tych bożków, dlatego czy to dobrze, czy źle — zostawię lepiej osobom, które w temacie siedzą bardziej ode mnie.
Chciałabym napisać Wam coś jeszcze o fabule tej historii, ale… szczerze mówiąc, nie mam co, jeśli nie chcę Wam więcej zdradzać. Tak, jak na tego typu książkę przystało, jest jedna większa bitwa (to chyba żaden spoiler, hm?), ale poza tym skupiamy się na wędrowaniu i rodzinie oraz kilku niezbyt ciekawych tajemnicach. Powieść się mimo wszystko nie dłuży, ale brakuje mi w niej sporo, abym z czystym sumieniem mogła powiedzieć: tak, to dobra pozycja, po którą naprawdę warto sięgnąć! Myślę jednak, że nieźle może sprawdzić się jako literatura dla pań zainteresowanych obserwacją życia rodzinnego okiem wojownika oraz osób, które lubują się w połączeniu mitologii nordyckiej z fantasy. W przypadku innych czytelników… cóż, gdybym sama miała po raz drugi wybierać, czy mam tę książkę przeczytać, wiedząc mniej więcej, co jest w środku… chyba nigdy by u mnie nie zawitała.

Tytuł: Thor
Tytuł serii: Saga Asgard
Numer tomu: 1
Autor: Wolfgang Hohlebein
Liczba stron: 860
Gatunek: fantasy