„Idź i czekaj mrozów” to powieść Marty Krajewskiej, która okazała się dla mnie naprawdę dużym, pozytywnym zaskoczeniem. Choć nieidealna, jest jednym z lepszych znanych mi słowiańskich książek fantasy. Co warto o niej wiedzieć?

Venda opiekuje się Wilczą Doliną
Gdy przybrany ojciec Vendy ginie, dziewczyna musi przejąć rolę opiekunki w Wilczej Dolinie. Od teraz to ona jest specjalistą od istot nieludzkich i to na jej barkach spoczywa bezpieczeństwo całej społeczności. Wkrótce na jej drodze staje DaWern, ostatni przedstawiciel wilczej rasy.

Powinnam tę książkę lubić za coś innego?
Marta Krajewska to autorka, której styl poznałam dzięki antologii „Nawia. Szamanki, szeptuchy, demony” i od tamtej pory miałam zamiar zabrać się za jej „Wilczą dolinę”. Udało mi się to jednej dopiero teraz i przyznam, że nie spodziewałam się, że tak bardzo w tę historię wsiąknę, choć jednocześnie mam wrażenie, że lubię „Idź i czekaj mrozów” za coś nieco innego, niż powinnam.

„Idź i czekaj mrozów” to obyczajowe fantasy z romansem
Gdybym miała określić gatunek tej powieści to powiedziałabym, że jest to obyczajowe fantasy z romansem. Dlatego że chociaż romans się tutaj jak najbardziej pojawia to jednak dla mnie główne skrzypce gra tutaj ta obyczajowa część, opowiadająca o zwyczajnych dla mieszkańców Wilczej Doliny sytuacjach. Choć to Venda jest główną bohaterką, nie mniej ważną postacią jest bohater zbiorowy, jakim jest społeczność Wilczej Doliny.

Tu nie ma zwartej struktury
Ta powieść nie ma bardzo zwartej struktury i w dużej mierze skupia się na życiu mieszkańców Wilczej Doliny. Na ich problemach sercowych i małżeńskich, na ich cyklu życia powiązanym z mijającymi porami roku, na radzeniu sobie z potworami, które regularnie atakują ich osadę. Opowieść snuje się powoli, spokojnie, a Marta Krajewska skutecznie buduje sielsko-wiejski, choć zarazem nieco mroczniejszy klimat.

Wsiągnęłam w ten świat
Co prawda przez tą raczej spokojną fabułą początkowo miałam problem ze wgryzieniem się w całość, ale z czasem po prostu wsiąknęłam. Niemniej, jeśli ktoś szuka powieści z wartką akcją, czy z konkretną zagadką do rozwiązania to „Idź i czekaj mrozów” niekoniecznie będzie książką dla niego.

Wątek romansowy to pięta achillesowa
No i właśnie, jak już napisałam, niekoniecznie lubię tę powieść za to, za co „powinnam” ją lubić. Wątki romantyczne są przecież dla wielu osób kluczowe, zwłaszcza w tego typu powieściach. Ale chociaż bardzo chciałabym w romans Vendy i DaWerna wsiąknąć tak samo mocno, jak w społeczność Wilczej Doliny to w tym przypadku to się po prostu nie stało. Nie chodzi o to, że ten romans jest zły sam w sobie. Po prostu nieszczególnie mnie interesował. Akceptuje go jako część składową powieści, ale nie jest dla mnie ważny, co też wpłynęło np. na to, że te „najważniejsze” sceny i zwroty akcji w powieści nie były dla mnie zbyt emocjonujące.

Dobrze się przy niej bawiłam
Niemniej, poza tym, mam poczucie, że „Idź i czekaj mrozów” to jedna z najlepszych historii skupionych na mitologii słowiańskiej, jaką czytałam. Choć być może mogłaby mieć nieco lepszą strukturę, choć nie jest to moja „powieść życia” to jednak dobrze bawiłam się w trakcie lektury, Krajewska buduje swoim językiem naprawdę przyjemny klimat, a społeczność Wilczej Doliny jest naprawdę przyjemna w obserwowaniu. Jeśli więc to brzmi jak coś, czego szukacie to myślę, że bez obaw można po tę powieść sięgnąć.




Tytuł: Idź i czekaj mrozów
Tytuł serii: Wilcza Dolina
Numer tomu: 1
Autor: Marta Krajewska
Liczba stron: 452
Gatunek: słowiańskie fantasy
Wydanie: Inanna, 2024