Czasem zbyt skomplikowana intryga polityczna nie sprzyja powieści. „Naila z Latającej Doliny” Mai Haber to polskie fantasy ze smokami, które zostało całkiem zręcznie przemyślane, jednak sposób, w jaki prowadzona jest jej narracja sprawia, że historia wypada naiwnie, a świat wydaje się niepełny.

Sprawdź recenzje innych jednotomowych powieści fantasy: „Familiar” | „Włócznia rozcina wodę” | „Bez serca”
Ukryta w Latającej Dolinie
Naila od pięciu lat mieszka w Latającej Dolinie. Nie pamięta tego, co działo się wcześniej. Opiekująca się nią uzdrowicielka zmusza młodą kobietę do skrywania się za woalką i niewielu wie, jak wygląda.
Do jej miejscowości przybywa cesarz wraz ze swoim zaprzysiężonym bratem. Wspólnie szukają Anashiri – zbiegłej narzeczonej przyszłego władcy, która nosi w sobie niezwykle cenny skarb. Szybko okazuje się, że Naila jest z nimi powiązana.

To nie jest debiut
Maja Haber ma w tym momencie na swoim koncie trzy wydane powieści; „Naila z Latającej Doliny” była drugą. Mimo tego widać w niej wady, które są typowe raczej dla autorów będących na początku swojej pisarskiej drogi. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że to powieść, w której widać pewien potencjał i pomysł na fabułę, jednak w mojej ocenie Haber zabrakło trochę umiejętności, aby przedstawić tak skomplikowaną historię, jaka została na tę powieść rozplanowana.

Czy „Naila z Latającej Doliny” jest dla nastolatków?
Według oznaczeń wydawcy, „Naila z Latającej Doliny” to książka młodzieżowa, dedykowana dla czytelnika 15+. Choć do samego oznaczenia nie bedę się wykłócać, to mam poczucie, że to podobny przypadek książki, co „Wojna makowa”.
To powieść napisana tak, jakby jej targetem miał być dorosły czytelnik, ale twórczyni jakby zabrakło umiejętności, by nadać jej odpowiednio dużo powagi. Dlatego że z jednej strony pojawiają się tu wątki polityczne, pojawia się śmierć, jest nawet jedna scena 18+, zaś sama protagonistka ma około 21 lat. Jednocześnie Naila mówi tak, jakby była nastolatką. Narracja jest prosta i nie buduje klimatu, a przy okazji bardzo łatwo „sprzedaje” sympatie autorki.

Te sympatie narratora są zbyt mocno widoczne
Naila jako bohaterka ma jednego przyjaciela. Z czasem ma obok siebie również dwóch innych sprzymierzeńców. Wszyscy są przez narracje przedstawiani raczej pozytywnie, choć nastoletni Iila-przyjaciel ma w sobie coś irytującego. Koniec końców, ma to sens: nie zostaje on „w paczce” bohaterki. Z kolei jej opiekunka, mistrzyni Nouna, jest przedstawiana jako niby ta zimna i źle traktująca protagonistkę, a jednak widać w narracji pewien szacunek skierowany w jej stronę… i to również okazuje się być raczej dobry trop.
Młoda Anashiri ma z kolei dwóch przyjaciół: Syna Niebios, przyszłego cesarza oraz jego przyjaciela. Ten pierwszy jest budowany raczej jako rozpieszczony, słaby psychicznie „bachor”. Ten drugi jako starszy i bardziej rozsądny. W teorii cała trójka w którymś momencie miała się naprawdę głęboko przyjaźnić. W praktyce nie zauważyłam, dlaczego postacie miałyby w ogóle pana księcia lubić. I to również jest dobry trop.
Jeśli więc po samej sympatii narratora do bohaterów można rozwikłać zagadkę w politycznym fantasy to oznacza, że czegoś tu jednak zabrakło.

Haber nie kreuje odpowiednio świata
To jednak nie jedyny problem narracyjny, jaki w „Naili z Latającej Doliny” się pojawia. Jak już wspominałam, same dialogi i zachowania protagonistki sprawiają często wrażenie naiwnych. Ponadto Haber nie buduje dobrze klimatu świata fantasy i tak naprawdę nie pokazuje go zbyt dobrze.
Sceny zwykle skupiają się na dialogach i sprzeczkach pomiędzy bohaterami. „Kamera” pokazuje szerszy kadr właściwie wyłącznie wtedy, gdy jest to faktycznie niezbędne. Nie wyjaśnia klimatu świata przedstawionego, nie bardzo tłumaczy, skąd ta insiracja Azją. Nie pokazuje, co w tym świecie robią smoki, a rasy i rody rozpisuje tylko na tyle, na ile jest to konieczne. Coś tam z tego świata przedstawoionego więc jest, ale ekspozycja, gdy już się pojawia, jest jednocześnie oszczędna i toporna.

„Naila z Latającej Doliny” jest naiwna
Powieści brakuje też poczucia realizmu. Haber próbuje sięgać do trudnych tematów i brutalnych scen, tak jak naprzykład robiła to wspomniana już „Wojna makowa”. Jednak po prostu brakuje w tej historii odpowiedniego wyczucia. I tu może dam jako przykład dwie sceny.
Pierwsza, znacznie mniej brutalna, to swoisty heist. Naila ma uwolnić z więzienia pewnego mężczyznę, który ma pomóc uciec jej z Latającej Doliny. To, że w ogóle bohaterka potrzebuje takiej pomocy jest już wynikiem jej nierozważnych działań, ale sam ten pomysł już nie jest szczególnie wiarygodny. Naila to uczennica uzdrowicielki, a nie trenujący szpieg. Owszem, ma do pomocy ducha (którego mechanika też nie jest adekwatnie wyjaśniona), ale w dalszym ciągu ta niedoświadczona i posłuszna dziewczyna robi coś, co jest mocno poza jej przedstawionymi wcześniej cechami charakteru.
Druga scena pojawia się, gdy Naila ucieka wraz ze swoim towarzyszem. Wpada w ten sposób na wioskę, która została zaatakowana. Większość ludzi została zabita; scena jest malowana tak, jakby atakujący dopiero co opuścili wieś. Mieszkańcy zaś nie tylko nie próbują ich aktywnie zaatakować, ale również mimo leżących naokoło trupów (co było wyraźnie zaznaczone), idą z nowymi przybyszami jeść posiłek. Nikt nawet nie spróbował najpierw zająć się zmarłymi. Jestem przekonana, że ich posiłkowi towarzyszyły przepiękne zapachy.

A co ze smokami?
W uniwersum Mai Haber pojawiają się smoki. Pojawia się również magiczny przedmiot dający jakiś rodzaj władzy, powiązany ze smokami oraz powiązany z rasą nie-ludzi do której należy Naila. Ta zresztą też jest dość „smocza”. Jednakże w swoim działaniu i sposobie myślenia nie jest szczególnie od ludzi inna, w wyglądzie też nieszczególnie. Smoki zaś pojawiają się tu właściwie wyłącznnie jako trzymane w stajni wierzchowce. Jeśli więc ktoś chce sięgnąć po „Nailę z Latającej Doliny” właśnie dla nich – to raczej nie są te drzwi.
Na czym polega intryga polityczna w powieści Mai Haber? [Spoilery]
Maja Haber, tworząc swoją drugą powieść, sięgnęła po fabułę co najmniej skaplikowaną. Gdy czytelnik poznaje Nailę dość klarowne jest to, że jest ona poszukiwaną przez cesarza Anashiri, chociaż miałam szczerą nadzieję, że jednak pojawi się tu jakiś ciekawy plot twist z tym związany. Nie pojawił się, chociaż pojawił się inny (i do niego dojdziemy). Narracja prowadzona jest dwutorowo: z jednej strony mamy teraźniejszość, z drugiej strony krok po kroku poznajemy przeszłość protagonistki, której ta nie pamięta.
Czytelnik przez większość czasu zakłada, że Anashiri jest oczywiście Nailą i że całość zmierza do tego, by spotkała się z cesarzem oraz jego przyjacielem. Nie wiadomo jednak, dlaczego protagonistka uciekła; można domyślać się, że chodzi o przyjęty przez nią magiczny artefakt, który pozwala jej zostać cesarzową. Jednak czemu miałaby pozostawiać przyjaciół? W jaki sposób straciła pamięć? To pytania, na które narracja przez dłuższy czas nie odpowiada.
Gdy jednak zaczyna, robi to rozdział po rozdziale z zaskakująco dużą dokładnością, cofając się jeszcze mocniej w przeszłość protagonistki.
Naila urodziła się w jakiejś wojskowej rodzinie. Gdy jej ojciec-buntownik dowiedział się o możliwości pozbawienia życia prawdziwej Anashiri, zmusił córkę, by patrzyła, jak 5-latka umiera (Naila myślała, że sama to zrobiła), a następnie by weszła w jej rolę i ruszyła do pałacu. W trakcie morderstwa na miejscu obecny był też skrytobójca, którego później uwolniła z więzienia w Latającej Dolinie (o czym w momencie uwalniania go nie wiedziała).
Przyjaciel cesarza jest tak naprawdę zdrajcą, który miał pomóc Naili ukraść magiczny artefakt. To dlatego następca tronu jest kreowany jako ten nieprzyjemny i rozpieszczony. To on tu jest „wrogiem” bohaterów. W pewnym momencie jednak protagonistka zbyt mocno się do niego przywiązuje. Dlatego też jej ojciec sam oddaje się w ręce władców jako zdrajca i buntownik. Dzięki temu Syn Niebios może skazać go na śmierć, a Naila widząc ojca na szubienicy zaczyna ponownie grać w polityczną grę, zaplanowaną przez niego, gdy miał 5 lat.
Dziewczyna pprzyjmuje artefakt mając lat 17 i ucieka przed ślubem z Synem Niebios. Gdy więc akcja powieści się rozpoczyna, ma 21 lat. Samo zakończenie jest zaś, ponownie, zaskakująco podobne do wspomnianej już kilkukrotnie „Wojny makowej”.
Gdyby ta intyryga została lepiej i sprawniej rozpisana, być może i miałaby sens. Miałam jednak wrażenie, że autorce naprawdę brakuje umiejętności i np. narracja zbyt często zbacza w naiwno-nastoletnie-romansowe rejony, abym była w stanie w nią uwierzyć. A przecież lubię dobrze napisane polityczne fantasy; niech przykładem będzie tu „Navola” Paolo Bacugalupiego.

Jak wydana jest „Naila z Latającej Doliny”?
Powieść ma nieco ponad pięćset stron. Jej format jest raczej typowy. Oprawa miękka, ze skrzydełkami oraz nadrukiem na wklejce, który przedstawia przeformatowaną ilustrację z okładki. Wewnątrz nie ma mapy, ilustracji ani dodatkowych ozdobników. Brzegi nie są malowane, a kartki są po prostu klejone. Jakość papieru jest raczej przeciętna.
Po prostu przeciętna powieść fantasy
Chciałabym móc napisać, że odkryłam świetną polską autorkę fantasy. Mam jednak poczucie, że na etapie pisania „Naili z Latającej Doliny” Mai Haber jeszcze trochę do takich słów brakuje. Mam nadzieję, że z czasem wróci z czymś lepszym, a tę książkę wolę traktować co najwyżej jako wprawkę, w której widać jakiś tam potencjał. Nie mam zamiaru też tej powieści szczególnie polecać innym. Choć na rynku są gorsze powieści to jednak nie wychodzi ona ponad przeciętność i w większości przypadków lepiej poświęcić czas innej historii.


Tytuł: Naila z Latającej Doliny
Autor: Maja Haber
Liczba stron: 513
Gatunek: high fantasy
Wydanie: Nowe Strony, 2023