„Niezwyciężony” był moim kolejnym spotkaniem z twórczością Stanisława Lema. Jak odberałam tę powieść mistrza polskiej fantastyki naukowej? Sprawdź recenzję, aby odkryć, czy to może być odpowiednia lektura dla Ciebie.

W poszukiwaniu zaginionego statku
Niezwyciężony ląduje na planecie Regis III, aby odnaleźć statek, z którym kilka lat wcześniej utracono kontakt. Badając teren, załoga stopniowo odkrywa tajemnicę związaną z jego zaginięciem.
„Niezwyciężony” to rozrywkowe SF
„Niezwyciężony” jest moim trzecim pełnoprawnym spotkaniem ze Stanisławem Lemem. Czwartym, jeśli zaliczyć do tego „Bajki robotów”, przez które przebrnąć po prostu nie potrafię. I przyznaję, mam wrażenie, że jego książki są jednocześnie różnorodne, jak i dość… nierówne, przynajmniej jeśli chodzi o tę niewielką część, po którą dotychczas sięgnęłam. Poprzednio czytany przeze mnie „Kongres futurologiczny” był na przykład tytułem niezwykle dla mnie męczącym, na wielu płaszczyznach absurdalnym (a tego nie lubię) i z niezbyt przyjemną, smutną atmosferą. Z kolei „Niezwyciężony” to… typowo rozrywkowa space opera, która wprawdzie wpisuje się w ramy hard science-fiction, ale pozostaje po prostu niezłą rozrywką.
Przyznaję, trochę mnie to bawi w kontekście autora, który odciął się od fandomu, chcąc by fantastyka, była czymś więcej, a jednocześnie stworzył coś, co jest totalną rozrywkową sztampą… i nie wydaje mi się, aby pisząc tę powieść w latach 60. XX wieku, chciał, aby była postrzegana jako coś kompletnie unikatowego. A może jednak tak? Niemniej, główny schemat tej powieści wydaje mi się czymś eksploatowanym w gruncie rzeczy od dawna.
Jednak widać mijający czas
Widać już trochę, że czas odcisnął na tej powieści swoje piętno. Dziś zwykle pisze się jednak inaczej. Lem traktuje bohaterów po macoszemu, a klimat, choć jak najbardziej tutaj jest, buduje dość szczątkowo. Autor nie skupia się na większych opisach i trzyma liczbę znaków w ryzach „Nieśmiertelny” kojarzy mi się trochę z kryminałem Aghaty Christie, w którym to właśnie zagadka jest najważniejsza. Osobiście preferuje zaś skupienie się na bohaterach, relacjach między nimi, czy pięknym słowie, ale to nie oznacza, że taki wybór jest czymś złym sam w sobie.
Poza tym tę historię czytało mi się po prostu dobrze. Zagadka, mimo że dla mnie już dość wtórna, trzymała mnie w napięciu i choć im bliżej było końca, tym mniejsze zainteresowanie czułam, to było to przyjemne spotkanie z niezbyt długą, jednotomową powieścią. Nieprzegadaną, realizującą swoje tropy w wystarczający sposób, która była miłym wypełnieniem dnia.

Próbuję zakochać się w Lemie
O ile „Solaris” był dla mnie swego czasu trochę objawieniem, o tyle „Niezwyciężony” jest dla mnie, jak już wspominałam, solidną rozrywką. Taką, przez którą nie będę wychwalać mistrzostwa Lema, ale którą będę miło wspominać. W takich chwilach zadaje też sobie czasem pytanie, czy twórczość takich autorów nie jest wywyższana ponadto, czym są w praktyce właśnie przez samo nazwisko? Sama próbuje w Lemie się zakochać, ale choć rozumiem jego wpływ na polską fantastykę, to jakoś mi to po prostu nie do końca wychodzi.

Tytuł: Niezwyciężony
Autor: Stanisław Lem
Liczba stron: 260
Gatunek: science-fiction, space opera
Wydanie: Literackie, 2015
1 thought on “Niezwyciężony: podstawowa space opera Stanisława Lema [recenzja] [archiwum]”