„Psalm dla zbudowanych w dziczy” był moim pierwszym (prawdopodobnie) spotkaniem z solarpunkiem. Jak podobało mi się to spokojne, dość obyczajowe SF? Sprawdź, czy warto poznać tę niedługą powieść.

Sprawdź recenzje innych książek z serii „Mnich i robot”: „Modlitwa za nieśmiałe korony drzew”
Herbaciany mnich w drodze z robotem
Siostrat Dex postanowili, że ich życie musi się zmienić. Wyruszyli więc w drogę, aby stać się herbacianym mnichem, wysłuchującym wiernych przy herbacie. Pewnego dnia spotykają robota. Mszaczek to pierwsze ze swojej społeczności, które po latach ma zebrać informacje na temat ludzkiej rasy. Nietypowy duet wyrusza razem w podróż.

Laureat Nagrody Hugo
Obecnie często mówi się o cozy fantasy, które przez swoją lekkość zdobyło sporą popularność. „Psalm dla zbudowanych w dziczy” napisany przez Becky Chambers wpisuje się w podobny nurt. To solarpunk i cosy SF w jednym. Opowieść krótka (mająca 180 stron), lekka i moim zdaniem dość przyjemna, choć przy okazji ma w sobie coś nieco więcej. Choć w Polsce została wydana w formie książki to należy nadmienić, że zdobyła nagrodę Hugo w kategorii opowiadanie (best novella), co oznacza, że ma poniżej 40 000 słów.

„Psalm dla zbudowanych w dziczy” może wprowadzać w konsternacje
To historia, która niektórych czytelników może wprowadzić w konsternację, przynajmniej początkowo. Siostrat Dex to człowiek wykorzystujący liczbę mnogą do opisywania siebie, a ich towarzysz jest robotem i jako taki używa bezpłciowych zaimków. Ja osobiście na taką formę narracji przestawiłam się szybko, jednak wiem że dla innych może być to jednak trudniejsze, ponadto sama mam z tym wyborem tłumacza drobny problem.
Rozumiem, że taki wybór tłumacza wziął się z chęci rozróżnienia Dex od Mszczaczka, co zapewne działo się w oryginalne. Jednakże w momencie, w którym Dex używają liczby mnogiej automatycznie bardziej widzę w tej postaci robota, niż w Mszaczku (bo kojarzy mi się to z umysłem zbiorowym, a to prowadzi moje skojarzenia do „Mass Effecta”), a ponadto w języku polskim liczba mnoga nie jest neutralna płciowo (a takie było tu założenie).

Skupienie na relacji bohaterów
Poza tym jednak to przyjemny, lekki solarpunk, który snuje się powoli, skupiając się dość mocno na relacji bohaterów oraz ich wzajemnemu poznawaniu swojej inności i różnic kulturowych. W tym świecie roboty odseparowały się od ludzi, tworząc odrębne społeczeństwo w dziczy. Tam żyją, budują siebie wzajemnie, czy podejmują decyzję, mi osobiście trochę kojarząc się w tolkienowskimi etnami. Dostajemy tu sporo codzienności, spokojnej podróży i dialogów, które często poruszają nieco bardziej filozoficzne tematy.

Tu ledwo jest jakiekolwiek domknięcie
Gdy zabierałam się za tę książkę usłyszałam, że warto sięgnąć po nią od razu z tomem drugim. I jak najbardziej się z tym zgadzam. Choć tom drugi jeszcze przede mną to „Psalm dla zbudowanych w dziczy” tak naprawdę ledwo ma jakiekolwiek domknięcie. Wydaje mi się, że jeśli miałabym wskazać konkretną wadę tej historii to właśnie byłaby to ona. Dzieło powinno bronić się samo, bez dodatkowego tomu, nawet jeśli taki istnieje, a tutaj to zakończenie trochę mnie rozczarowało, urywając historię tak naprawdę w połowie.
Warto też dodać, że im bliżej jest końca, tym więcej pojawia się tu filozoficznych dialogów bohaterów. Co mi osobiście nie przeszkadzało, ale warto mieć to na uwadze.

Fantastyka w przytulnym wydaniu
To ciekawa propozycja dla tych, którzy szukają fantastyki w wersji cozy, ale jednocześnie chcieliby dostać coś nieco innego, niż zwykle. Z ciekawym pomysłem na świat, skupionego na nieco innych bohaterach, niż zazwyczaj. Dla mnie być może nie była to opowieść życia, ale zdecydowanie miło spędziłam przy niej czas.


Tytuł: Psalm dla zbudowanych w dziczy
Tytuł serii: Mnich i robot
Numer tomu: 1
Autor: Becky Chambers
Tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski
Liczba stron: 184
Gatunek: cozy science fiction, solarpunk
Wydanie: Insignis, 2024