„Więzy krwi” były moim powrotem do twórczości Mai Lidii Kossakowskiej po kilku latach. Jak odebrałam ten zbiór opowiadań i czy warto po niego sięgnąć, mimo że od jego premiery minęło już wiele lat? Sprawdź recenzję.

Sprawdź recenzje innych fantastycznych zbiorów opowiadań: „Potwory północnoamerykańskich jezior” | „Światy Dantego” | „Straszliwe młode damy i inne osobliwe historie”
„Więzy krwi” to powrót do twórczości Kossakowskiej
Ostatni raz nową (dla mnie) powieść Kossakowskiej czytałam w 2019 roku i był to wówczas nowy tom „Bram światłości”. W 2022 czytałam ponownie „Siewcę wiatru”, ale jednak reread to trochę inna bajka: trudno podejść w pełni obiektywnie do książki, z którą ma się nostalgiczne wspomnienia. Ale po latach na moją półkę trafił jej zbiór opowiadań, „Więzy krwi”, więc w końcu mogłam odświeżyć sobie jej twórczość i to, co o niej sądzę.
Opowiadania piszane przez dekadę
Ten zbiór to głównie Kossakowska z lat 1996-2005. Opowiadania raczej starsze niż nowsze, w tym jej debiut. I choć poruszają różnorodne tematy, to mam wrażenie, że ich klimat jest generalnie bardzo mocno do siebie zbliżony. Są raczej po tej mrocznej stronie, raczej z większą ilością krwi, niż mniejszą. Często poruszają tematy związane z wiarą, życiem i śmiercią, zwykle w sposób pozbawiony większej nadziei. Część myśli Kossakowskiej zawarta w tekstach jest trafna, ale jednocześnie mi osobiście kojarzą się klimatem troszeczkę z młodą osobą, która ma chwilowego hopla na punkcie tzw. mhroku i krwi.
Mam problem z tym klimatem
I szczerze mówiąc, ten ogólny klimat całego zbioru sprawia, że nie potrafię go uwielbiać. Choć Kossakowska ma w swoich tekstach parę dobrych pomysłów, a taka debiutancka „Mucha” była zadziwiająco fajnym (choć również mhrocznym) jednostrzałem to te teksty, postawione jeden obok drugiego, dobitnie przypominają mi, czemu nie sięgam po książki Fabryki Słów zbyt entuzjastycznie.

Trochę tu typowo babskich tropów
Jednocześnie w tym całym mroku przebija się pewien specyficzny romantyzm Kossakowskiej i jej zamiłowanie do typowo babskich tropów. Mamy w tym zbirze na przykład dłuższe opowiadanie, czy też mikropowieść „Zwierciadło”, które jest typową historią o kobiecie zakochanej w „Edwardzie” – kolesiu, w którym zakochać się nie powinna i który pewnie sprowadzi na nią zagładę. I choć tekst zdecydowanie jest mroczniejszy i poważniejszy niż paranormalne romanse to w dalszym ciągu bazują na podobnych schematach i osobiście odbieram go po preostu jako fantazję Kossakowskiej. Tak samo, jak fantazją byli przystojni skrzydlaci ze wspaniałymi torsami i długimi, kolorowymi włosami.
Mam wrażenie, że dawniej zachwycałabym się stylem Kossakowskiej. Dziś raczej odbieram go ze znudzeniem niż radością i ekscytacją. Mam wrażenie, że to już nie są treści kierowane dla mnie, nawet jeśli nastoletnia ja je uwielbiała. Poza tym po prostu wolę Maję w tym radośniejszym wydaniu, jak choćby „Grillbar Galaktyka” czy „Ruda sfora”, która jest naprawdę solidną powieścią dla młodzieży. Ten zbiór to po prostu nie są już moje opowieści i nawet romans ze wspomnianego już „Zwierciadła” nie wzbudził we mnie żadnych emocji, a przecież dawniej takie treści napisane przez tę autorkę naprawdę robiły na mnie wrażenie.
Niemniej, dobrze było zapoznać się z tekstami autorki, zwłaszcza z tym pierwszym, debiutanckim. Lubię wiedzieć, z jakiego miejsca startowali polscy autorzy, a wcześniej nie miałam okazji „Muchy” przeczytać. I żałuje jedynie, że moja bezkrytyczność i miłość do jej twórczości jakoś nie do końca przetrwała próbę czasu.

Tytuł: Więzy krwi
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Liczba stron: 480
Gatunek: dark fantasy, zbiór opowiadań
Wydanie: Fabryka Słów, Lublin 2007