Ten zbiór opowiadań doczekał się nominacji do wielu ważnych dla fantastyki nagród. „Potwory północnoamerykańskich jezior” to dziesięć tekstów, które jednak łączy kilka cech. Jakich? Sprawdź, czy te opowiadania grozy będą czymś, co zmrozi Ci krew w żyłach i dowiedz się, czemu moim zdaniem autor nie radzi sobie z relacjami postaci.

Sprawdź też recenzje innych horrorów: „Franeknstein” | „Zew Cthulhu” | „Letnia noc”
Próbuje lepiej poznać horror
Bezustannie czuje, że horror jest moją piętą Achillesową, jeśli chodzi o znajomość fantastyki, dlatego też co jakiś czas daje mu szansę. A ponieważ nie znam się aż tak na tej niszy, to próbuje ufać wydawcom. Dlatego w moje ręce trafiły „Potwory północnoamerykańskich jezior” Nathana Ballingurda, wydane w ramach horrorowej serii od wydawnictwa Mag.
„Potwory północnoamerykańskich jezior” – lista opowiadań
Ta książka to zbiór dziesięciu opowiadań, który był nominowany do World Fantasy Award, British Fantasy Award i Bram Stoker Award. Wewnątrz można znaleźć teksty:
- „Idziesz, dokąd cię poniesie”,
- „Dziki Akr”,
- „S.S.”,
- „Lodowa szczelina”,
- „Potwory z niebios”,
- „Wybielony słońce”,
- „Potwory północnoamerykańskich jezior”,
- „Stacja pośrednia”,
- „Dobry mąż”.
I choć w teorii przy takiej liczbie tekstów któryś powinien przypaść mi do gustu to po lekturze całego zbioru mam poczucie, że wrażliwość i spojrzenie na horror w wykonaniu tego twórcy po prostu nie jest dla mnie.

Takiego rodzaju horroru nie lubię
Jest taki rodzaj fantastycznej literatury grozy za którą nie przepadam. Zazwyczaj są to teksty pisane przez mężczyzn (choć nie zawsze), które chyba można określić mianem mainstreamowego horroru. To historie raczej obyczajowe, skupione zazwyczaj na męskim bohaterze, opowiadające o smutkach i trudach życia. Jednocześnie do tych smutków i trudów wkrada się zło, sprawiające, że życie jest jeszcze bardziej smutne i mroczne.
Niestety, „Potwory północnoamerykańskich jezior” są dokładnie takim rodzajem horroru. Na dodatek mamy tu doczynienia z opowiadaniami, co oznacza, że to często naprawdę bardzo krótkie teksty, nie pozwalające wgłębić się w świat przedstawiony czy związać się z bohaterami. W efekcie te dziesięć tekstów to nie są opowiadania, które zapadną mi w pamięć na dłużej. Wręcz przeciwnie, będąc kilka tygodni po lekturze mam już poczucie, że zapominam, o co w tych historiach chodziło.
Opowiadania skonstruowane niczym proza H. P. Lovecrafta
To jednak jeszcze nie wszystko. Konstrukcja opowiadań Ballingurda jest do siebie wzajemnie bardzo podobna. Przypomina mi ona prozę H. P. Lovecrafta. Autor nie zawsze pokazuje czyhające na bohaterów zło; czasem pozostawia je w zawieszeniu. Niektóre z tych tekstów nawet niekoniecznie można wprost nazwać fantastyką. Czytelnik DOMYŚLA SIĘ istnienia potwora, ale niekoniecznie go WIDZI.
To teksty, które nie mają puenty, urwane, gdzieś zawieszone w przestrzeni, pomiędzy światem normalnym, a tym z elementami fantastycznymi. I to kolejny powód, przez który te historie nie są czymś, co zapamiętam. Przez takie zawieszenie brakuje im wyrazistości. Nie mają też co do zasady innych, konkretnych podsumowań czy rozwiązań problemów bohaterów, które w jakiś sposób mogłyby zapaść mi w pamięć.

Nie wierzę w to, jak Ballingurd przedstawia relacje (i kobiety) [Spoilery]
Kolejnym aspektem, który sprawia, że „Potwory północnoamerykańskich jezior” raczej nie wzbudzają we mnie pozytywnych emocji jest poczucie, że autor nie do końca radzi sobie z przedstawieniem relacji pomiędzy bohaterami, a zwłaszcza, że jest to pisarz, który po prostu nie rozumie kobiet.
To widać już w pierwszym opowiadaniu, „Idziesz, dokąd cię poniesie”. Główna bohaterka tego tekstu jest samotną matką. Jej córka, Gwen, doznała od swojego ojca, a byłego partnera Toni, krzywdy i z tego powodu panikuję na widok mężczyzn. Toni zaś pracuje za barem, ledwo wiążąc koniec z końcem. Pewnego dnia bar odwiedza mężczyzna i zaczyna z nią rozmowę. Dowiadujemy się, że nieznajomy pozbawił kogoś życia i ukrał mu samochód, ale również: że owy zamordowany miał jeszcze straszniejszą tajemnicę, której przybysz nie chce wyjawić.
Toni zaprasza tego człowieka do siebie do domu i pozwala mu spędzać czas ze swoją córką. Następnie mężczyzna przedstawia tajemnicę prawnego właściciela samochodu i pokazuje jej spreparowane ludzkie skóry, pozwalające na zmianę wyglądu. Para spędza upojnie noc, następnego dnia się rozstają. Toni zabiera Gwen na wycieczkę i wyjeżdża. Zatrzymują się na jakimś parkingu. Matka zostawia córkę i odjeżdża.
Być może źle zrozumiałam to opowiadanie i jest w nim głębsze dno. Ja jednak nie widzę sensu w zachowaniu Toni. Bohaterka owszem, jest zmęczona samotnym macierzyństwem, ale jest też przedstawiana jako taka, która kocha swoją córkę. Dlatego o ile byłam w stanie zawiesić niewiarę do momentu, w którym protatonistka zaprasza obcego mężczyznę do domu, tak nie wierzę w to, by mogła ona zostawić swoją córkę na pastwę losu.

Mimo wszystko, to sprawnie napisane opowiadania
„Potwory północnoamerykańskich jezior” to opowiadania, które są napisane sprawnie warsztatowo. Widzę, że ten autor ma umiejętność pisania klarownie. Jednocześnie tworzy raczej oszczędne, „mroczne” zdania, które mają budować odpowiedni klimat, jednak nie jest to mój ulubony sposób budowania narracji. Odnoszę też wrażenie, że autor próbuje poruszać trudniejsze społecznoe tematy, czasem bardzo wrażliwe, aby wzbudzić w czytelniku pewien rodzaj szoku. Ale jak już wspomniałam wcześniej, mam też poczucie, że po prostu brakuje mu pewnej wrażliwości i zrozumienia psychologii drugiej osoby, aby mógł zrobić to naprawdę dobrze.

Jak wydane są „Potwory północnoamerykańskich jezior”?
„Potwory północnoamerykańskich jezior” to krótka książka: ma poniżej 200 stron. Design jej okładki nawiązuje do innych książek z horrorowej serii maga, przez co razem wyglądają one dobrze na półce. Zbiór opowiadań ma twardą oprawę i posiada wstążkę, ale jest książką klejoną. Kartki wewnątrz są żółte, a tekst raczej przeciętnej wielkości, typowej dla pozycji od wydawnictwa Mag. Zbiór nie posiada dodatkowych wyklejek, ilustracji czy ozdobników.

Czy warto poznać „Potwory północnoamerykańskich jezior”?
Dobrze wiem, że nie jestem typowym odbiorcą i targetem tego typu książek. Dlatego wydaje mi się, że „Potwory północnoamerykańskich jezior” mogą sprawdzić się miłośnikom typowego horroru, np. czytelnikom Stephena Kinga. Jeśli jesteś osobą, która czyta popularny horror i dobrze się przy nim bawi, wydaje mi się, że temu zbiorkowi można dać szansę, bo jak już wspominałam, to nie są obiektywnie patrząc zupełnie złe teksty. Jednocześnie nie da się ukryć: nie będzie to książka dla każdego, a mnie zdecydowanie nie zachwyciła.

Tytuł: Potwory północnoamerykańskich jezior
Autor: Nathan Ballingrud
Tłumaczenie: Anna Studniarek-Więch
Liczba stron: 190
Gatunek: horror, zbiór opowiadań
Wydanie: Wydawnictwo Mag, 2023