„Problem trzech ciał” doczekał się serialu. Jednak kiedy w 2017 roku pisałam poniższą recenzję, w ogóle nie było o tym mowy. To było moje pierwsze spotkanie z chińską literaturą SF. Jak mi się podobała ta powieść?

Poznaj recenzję kontynuacji: „Ciemny las”
A może masz ochotę na film lub serial SF? Sprawdź: „The Expanse” | „Ex Machina” | „Chappie” | „Psycho-Pass” | „Z Archiwum X” | „Westworld” | „Prometeusz”
Nowe odkrycia i rewolucja kulturalna
Rewolucja kulturalna sprawia, że Ye Wenjie traci wszystko: rodzinę, możliwość pracy w zawodzie i jakąkolwiek pozycję społeczną. Cudem unika śmierci, trafiając do Bazy Czerwony Brzeg, w której prowadzone są utajnione przed nią badania.
Współcześnie Wang Miao, specjalista od nanotechnologii, dokonuje kilku dziwnych odkryć podczas wykonywania zdjęć. Próbując zrozumieć, co się właściwie stało, bierze udział w komputerowej grze, która okazuje się bardziej realistyczna, niż mogłoby się komukolwiek wydawać.
Przed przeczytaniem „Problemu trzech ciał” nie miałam pojęcia, na co się porywam. Wiedziałam, że mam w rękach hard science fiction, ale ponieważ umyślnie unikałam czytania wszystkiego dotyczącego fabuły, kompletnie nic o niej nie wiedziałam. W trakcie czytania okazało się, że dobrze postąpiłam: odkrywanie historii samemu, kawałek po kawałku, w tym przypadku było niezwykle zajmującą zabawą.
Ta powieść jest napisana świetnie
Jako że jest to tłumaczenie z chińskiego, obawiałam się, że będzie się to po prostu źle czytało. W końcu to science fiction, napisane w języku opierającym się na innych zasadach niż nasze europejskie. Na szczęście prędko odkryłam, że nie mam się czego bać. Nie wiem, ile jest w tym Cixina Liu, a ile Andrzeja Jankowskiego, ale ta powieść jest napisana po prostu świetnie. Czyta się ją niezwykle przyjemnie. Styl „Problemu trzech ciał” jest jednocześnie bardzo wrażliwy, mocny, a zarazem błyskotliwy. To zdecydowanie połączenie, które lubię najbardziej.
Jak już wspominałam, stopniowe odkrywanie, o co chodzi w „Problemie trzech ciał”, sprawiło mi ogrom rozrywki. Oniryczna, abstrakcyjna gra komputerowa, zderzenie z chińską codziennością i jednocześnie jasne wyjaśnianie tego, jak działa świat Cixina Liu sprawiają, że tej historii nie da się zanudzić. Autor odkrywa przed nami wszystko stopniowo, zachowując wręcz doskonałe tempo historii. Gdy już myślimy, że wiemy, o co chodzi, podrzuca nam kolejny kawałek układanki. A potem jeszcze jeden. Daje nam wystarczająco dużo czasu, byśmy ułożyli je w odpowiedni wzór, a potem rozsypuje je i odkrywa przed nami kolejny element fabuły. To naprawdę niezwykle wciągająca zabawa.
„Problem trzech ciał” ma dobry pomysł na historię
Przy okazji Cixin Liu miał naprawdę bardzo dobry pomysł na historię, dobrze wykorzystując ją do pokazania pewnych zachowań społecznych. Być może nie jest to powieść z setką postaci, ale te kilka, które obserwujemy, to ludzie zwykle skrzywdzeni przez los, którzy zdają się być z krwi i kości. Mają swoje charaktery, uprzedzenia, ale też jasne funkcje w historii. Każda postać Cixina Liu jest w tej opowieści istotna i coś do niej wnosi.
Do całej opowieści zgrabnie wplata rewolucję kulturalną, dzięki czemu „Problem trzech ciał” staje się wielowymiarowy, bohaterowie mają bardzo konkretne motywacje, a my, Polacy, możemy co nieco dowiedzieć się o przeszłości tej wschodniej potęgi (zakładając, że wcześniej ta tematyka nas nie interesowała).
Jakie wady ma „Problem trzech ciał”?
Jedyny mały problem, jakiego mogę się dopatrzeć, jest taki, że nie każdy w tę historię wsiąknie – przynajmniej nie od razu. Obawiam się, że specyfika gry „Trzy Ciała” może wystraszyć niektórych czytelników, którzy nie przepadają za dość abstrakcyjnymi scenami. Niemniej polecam w takim przypadku spróbować przebrnąć przez te trudniejsze elementy, bo autor w trakcie książki wszystko bardzo logicznie tłumaczy.
„Problem trzech ciał” to porządnie zrobione hard science fiction z ogromną dawką wiedzy autora – zarówno historycznej, jak i naukowej. Wyraźnie widać, że twórca jest zainteresowany tym tematem i zna się na nim. Proste tłumaczenia zawiłych terminów sprawiają, że z tej powieści można naprawdę wiele wynieść. Autor nie zatrzymuje się też tylko na historii współczesnej czy naukach związanych z fizyką, ale sięga także do dalszych dziejów świata, co dodaje powieści smaczku.
Przy okazji ostatnio coraz bardziej lubię wydawnictwo Rebis. Jak większość ich książek, które miałam w rękach, tak i „Problem trzech ciał” wygląda bardzo dobrze. Font i układ tekstu zaliczam do moich ulubionych, a papier i sama oprawa naprawdę trzymają poziom.
Książka Cixina Liu była dla mnie niezwykłą podróżą: niewątpliwie sięgnę po kolejne tomy tej trylogii. I mam szczerą nadzieję, że książka na naszym rynku zostanie na długo, bo to lektura zdecydowanie warta poznania.
Dziewczyna najwyraźniej myślała, że jej też dopisze szczęście. Wywijała chorągiewką, jakby była przekonana, że jej gorejąca młodość spali w płomieniu rewolucji wroga na popiół, jakby wyobrażała sobie, że jutro z krążącego w jej żyłach zapału wyłoni się jej idealny świat… Upijała się tym wspaniałym, szkarłatnym marzeniem, aż jej klatkę piersiową przeszył pocisk.
Fragment „Problemu trzech ciał” Cixina Liu

Tytuł: Problem Trzech Ciał
Tytuł serii: Wspomnienie o przeszłości Ziemi
Numer tomu: 1
Autor: Cixin Liu
Tłumaczenie: Andrzej Jankowski
Liczba stron: 456
Gatunek: hard science-fiction
Wydanie: Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2017
4 thoughts on “Problem trzech ciał: Dziecko kulturowej rewolucji [recenzja] [archiwum]”