Gdy zaczęłam oglądać „The Expanse” , nie potrafiłam się w tę historię wciągnąć. A potem zatrybiło i przez kolejne kilka lat regularnie wracałam myslami do tego uniwersum SF. Dlaczego ta space opera tak bardzo spodobała mi się w 2017 roku?

Sprawdź też: Sezon 2
Jim Holden odbiera SOS
Gdy statek kosmiczny zajmujący się pozyskiwaniem lodu dla Ziemi odbiera sygnał S.O.S., Jim Holden (Steven Strait) podstępem zmusza członków swojego lotu do wyruszenia w celu zbadania obiektu wysyłającego sygnał. W tym samym czasie przebywający na jednej ze stacji detektyw Joe Miller (Thomas Jane) dostaje tajne zlecenie: po godzinach ma badać sprawę zaginięcia pewnej młodej dziewczyny. W międzyczasie na Ziemi nie dzieje się za dobrze: relacje z Marsem z dnia na dzień pogarszają się, a ryzyko wybuchu wojny jest coraz bliższe.
Bardzo chciałabym móc oglądać jak najwięcej dobrego fantasy. Niestety, o ile ten gatunek doskonale sprawdza się w literaturze, o tyle nie jest zbyt wdzięczny, jeśli chodzi o ekran: efekty specjalne szybko się starzeją i niemało kosztują. Science fiction zaś ma wręcz odwrotne właściwości: trudniej jest napisać porządną książkę z tego gatunku, ale z drugiej strony na ekranie wygląda znacznie lepiej. Nic więc dziwnego, że dane było mi zapoznać się z pierwszym sezonem „The Expanse”. Skoro nie mogę znaleźć dobrego fantasy, muszę skupić się na science fiction.
To SF nie zaczęło się wcale aż tak dobrze…
Przez pierwsze kilka odcinków serial nieco mnie nudził. Nie wyglądał źle, a każdy epizod kończył się w jakiś dramatyczny sposób, ale to nie wystarczyło, by świat wymyślony przez twórców mnie zachwycił i wciągnął. Na całe szczęście akcja z odcinka na odcinek nabierała dramaturgii, a ja z chwili na chwilę coraz bardziej lubiłam bohaterów serialu.

„The Expanse” to space opera z kryminałem
„The Expanse” to historia detektywistyczna połączona ze space operą z odrobinką politycznych rozgrywek. Te są tu jak najbardziej istotne, aczkolwiek serial skupia się przede wszystkim na akcji, a nie długich rozmowach. Mimo to moją ulubioną postacią jest właśnie bohaterka skupiająca się na polityce. Chrisjen Avasarala, świetnie zagrana przez przepiękną Shohreh Aghdashloo, to postać o niezwykłym głosie, która swoją charyzmą uwieść może chyba każdego. Joe Miller i Jim Holden to wraz z nią pozostałe główne postacie. Bo tak, serial składa się z trzech podstawowych wątków, które przenikają się i uzupełniają nawzajem. I chociaż panowie są niewątpliwie przyjemnymi charakterami, to Chrisjen nie dorastają do pięt. Miller jest dość typowym facetem, który niby jest liderem, ale tej roli ciągle się uczy, a decyzje, które podejmuje, niekoniecznie są tymi słusznymi. Holden to postać nieco ciekawsza i bardziej intrygująca (a może ja po prostu wolę takich bohaterów?), ale w dalszym ciągu nie wykracza poza dobrze wykreowanego detektywa.
Fabuła ciekawi i wciąga, o ile widz przetrwa kilka pierwszych odcinków. Twórcy stawiają przed nami zagadkę, pozwalając nam rozwiązywać ją wraz z bohaterami z kilku różnych perspektyw. Serial zdecydowanie utrzymany jest w klimacie niepewności oraz tajemnicy, co podkreśla zwłaszcza niebieskie zabarwienie większości kadrów, tak pasujące do kosmosu, w którym odbywa się większość scen serialu. Historia nie jest może nadzwyczaj odkrywcza i nowatorska, ale jej zręczne poprowadzenie sprawia, że dostarcza rozrywkę zarówno wizualną, jak i umysłową.
„The Expanse” polecam każdemu, kto nie ma nic przeciwko science fiction. To dobry serial, który trzyma w niepewności i zmusza nas do pomyślunku. Jeśli tylko wsiąkniecie w ten świat (a wierzę, że tak się stanie, jeśli dacie mu szansę), przeżyjecie razem z bohaterami kawałek dobrej przygody.
The Espanse, sezon 1
serial science-fiction
Sprawdź też te filmy SF: „Transcendencja” | „Chappie” | „Ex Machina”
A może masz ochotę obejrzeć ciekawe anime?
8 thoughts on “The Expanse. Sezon 1: Kosmiczna zagadka [recenzja] [archiwum]”