„Z Archiwum X” postanowiłam obejrzeć w 2016 roku. To wtedy zapoznałam się w pierwszym odcinkiem tej historii o młodej agentce FBI, odkrywającej istnienie obcych. Jak odebrałam wówczas ten serial?

Sprawdź recenzje innych filmów i seriali SF: „The Expanse” | „Ex Machina” | „Chappie” | „Psycho-Pass”
Chciałam sprawdzić, czy „Z Archiwum X” jest dla mnie
„Z Archiwum X” jest serialem, o którym ciągle gdzieś słyszałam, jednak nigdy żaden odcinek puszczany na AXN czy innym programie nie zainteresował mnie na tyle, by obejrzeć go w całości. Teraz jednak, chyba nieco z nudów, jak i pod wpływem lekkiego poruszenia związanego z wyjściem kolejnego sezonu, postanowiłam zobaczyć, jak całość się zaczyna i czy zdołam się wciągnąć.
Geniusz i agentka FBI na tropie obcych
O czym w ogóle jest ta historia? Serial opowiada o młodej agentce FBI — Scully (Gillian Anderson), która zostaje przydzielona, aby pilnować i kontrolować poczynania Foxa Muldera (David Duchovny), geniusza z niezwykłym talentem do łączenia faktów, ale również — z niemniej niezwykłą wiarą w istnienie istot pozaziemskich. Nasza bohaterka jest bardzo sceptycznie nastawiona do poczynań swojego nowego partnera, ale szybko okazuje się, że świat skrywa o wiele więcej tajemnic, niż wcześniej jej się wydawało.
Podejrzewam, że większość z Was o tym serialu przynajmniej słyszała — powstał w 1993 roku, tak więc do najnowszych produkcji trudno go zaliczyć 🙂 Wiek sprawia, że jakość nagrań odbiega od tej, do której przywykliśmy. Na całe szczęście twórcy „Z Archiwum X” unikają pokazywania rzeczy, które musieliby stworzyć komputerowo, skupiając się raczej na zabawie światłem i charakteryzacją postaci, co wypada całkiem dobrze. Oczywiście efekty stricte komputerowe, które jednak się pojawiają, już się zestarzały i nie robią tak ogromnego wrażenia jak kiedyś, ale mimo wszystko serial nie wygląda tak źle, jak mógłby ;P

Ten serial był tym, czego się spodziewałam
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się po tym serialu zbyt wiele i dostałam mniej więcej tyle, ile oczekiwałam. Pierwszy sezon „Z Archiwum X” to po prostu kryminał, którego pojedyncze odcinki niekoniecznie wiążą się ze sobą bardziej niż bohaterami i tematyką. Historie, które przedstawia, są nieraz pomysłowe, ale nie tworzą większej całości i nieraz musiałam powstrzymywać się, aby nie oglądać serialu tylko w tle, w międzyczasie robiąc coś innego — bo tak, spokojnie dałoby się to zrobić, przy okazji rozumiejąc, o co chodzi w całej historii.
Jeśli chodzi o bohaterów, to o ile Mulder jest po prostu zwykłym, fajnym facetem, o tyle agentka Scully nieraz po prostu mnie irytowała. Co z tego, że oczywiste jest, że coś tu nie gra, skoro ona i tak na siłę będzie szukała zwykłego, ziemskiego wyjaśnienia, mimo że całkiem niedawno widziała rzeczy nie z tego świata? Taaak, ta pani potrafi nieco zirytować swoim podejściem do życia. Wprawdzie z czasem nieco się wyrabia, ale i tak coś w jej osobie sprawia, że nie jestem do niej w pełni przekonana. Inni bohaterowie są raczej epizodyczni, szybko się zmieniają i nie poznajemy ich na przestrzeni większej liczby odcinków. Nie są też aż tak barwni, by ich zapamiętać na dłużej.
Jeśli jeszcze nie oglądaliście „Z Archiwum X”, a macie ochotę, nie widzę przeciwwskazań, aby obejrzeć pierwszy sezon. Nie spodziewałabym się jednak raczej czegoś bardzo zaskakującego czy odkrywczego. To po prostu kolejny typowy telewizyjny serial, który spokojnie można włączyć podczas prasowania czy wykonywania jakiejś manualnej pracy 🙂 Nie wątpię, że w 1993 roku robił spore wrażenie, nie sądzę jednak, aby dziś był w stanie zaskoczyć widza czymkolwiek.
1 thought on “Z Archiwum X. Sezon 1: Kryminał o Obcych [recenzja] [archiwum]”