„Transcendencja” to film, którego recenzja pojawiła się na moim dawnym blogu w 2016 roku w ramach małej serii, w której prezentowałam właśnie filmy fantastyczno-naukowe. Był drugi w kolejce; pierwszym był „Chappie”. Ten wpis to jego zarchiwizowana wersja. Co sądziłam wówczas o filmie z Deppem w roli głównej?

„Transcendencja” to film z plejadą gwiazd w obsadzie
Kto nie lubi Johnny’ego Deppa? Pamiętam, że już w podstawówce moje koleżanki były w nim po uszy zakochane. Ja jednak jakoś nigdy specjalnie za nim nie przepadałam. Po prostu był dla mnie kolejnym bardzo neutralnym aktorem, który nie robił na mnie większego wrażenia. Jak więc wypadł w „Transcendencji” z 2014 roku?
Oto wielki film z wielkimi aktorami! W „Transcendencji” możemy znaleźć całą plejadę gwiazd. Johnny Depp, Rebecca Hall czy Morgan Freeman to tylko niektóre z nazwisk, które na pewno znacie. Po takim filmie spodziewałabym się z jednej strony porządnie zrobionego obrazu, z logiczną fabułą i ładnym wyglądem, z drugiej zaś – czegoś stosunkowo prostego, kręconego dla mas. Co jednak dostałam? O tym już za chwilę.
W kogo wciela się Johny Depp w filmie „Transcendencja”?
Johnny Depp wciela się w Willa Castera – pracującego nad stworzeniem sztucznej inteligencji naukowca, który wraz ze swoją ukochaną żoną, Evelyn Caster, tworzy dość znany i raczej powszechnie lubiany zespół. Gdy są już o krok od odkrycia czegoś wielkiego, Will zostaje zaatakowany przez ludzi przeciwnych ich badaniom. Lekarze nie dają mu szans – wkrótce ma odejść. Evelyn nie potrafi się z tym pogodzić i postanawia wgrać osobowość swojego męża do komputera, tworząc najprawdziwszą sztuczną inteligencję.
Ten film fantastyczno-naukowy wygląda naprawdę dobrze
Przede wszystkim film wygląda… naprawdę ładnie, jak na wysokobudżetowy obraz przystało. Zdjęcia są bardzo czyste i wyraźne, nie ma w nich żadnych zgrzytów. Kadry nie są w żadnym razie artystyczne – nie, to typowe hollywoodzkie kino, które ma podobać się widzowi, trafiając w jego poczucie estetyki. Ma zwracać uwagę, ale przy tym właściwie nie różni się jakoś szczególnie od wielu innych filmów. Szybko jednak okazuje się, że dobre zdjęcia to nie wszystko: by obraz działał, film musi mieć porządną fabułę, a tu… trochę tego zabrakło.

Inteligentny i patetyczny zarazem?
Twórca „Transcendencji” wyraźnie chciał sprawić, by film był wyjątkowo inteligentny i patetyczny zarazem. Początkowo zadaje ogrom pytań moralnych i próbuje poruszyć nas w każdy możliwy sposób. Niestety, zamiast brnąć w rozkminy filozoficzne i budowanie bohaterów, reżyser szybko zmienia kierunek filmu, wrzucając wybuchy, łkającą Evelyn, dużo łkającej Evelyn, ogrom akcji, która często nie ma większego znaczenia, i po prostu wszystko poza próbą odpowiedzenia na zadane przez siebie pytania. Przez to film przestaje w pewnym momencie interesować i mimo że wygląda ładnie, zaczyna nudzić i po prostu się dłużyć.
Uwielbiacie Johnny’ego Deppa i dla niego chcecie obejrzeć ten film? Jeśli tak, to też nie macie po co na niego iść. Mimo że Will Caster to niby główny bohater, to tak naprawdę jest go tu bardzo mało, ma niewiele do grania i… właściwie nie pokazuje niczego ciekawego. Zresztą pozostali aktorzy też nie mogą zaprezentować swoich umiejętności, bo – jak już wspominałam – reżyser bardzo mocno stawia na akcję i próbę chwytania widza za serce, a nie na bohaterów czy logiczną fabułę.
Ten pomysł na historię SF ma potencjał
„Transcendencja” wygląda ładnie, jej zakończenie jest ciekawe, poza tym widzę w tym pomyśle spory potencjał. Twórcy jednak zgubili się w tym wszystkim, chyba nie wiedząc, co tak naprawdę chcą pokazać… I tak oto zamiast mieć ciężki film science fiction, mamy jego marną podróbę, która może spodobać się masom, ale raczej do mnie nie trafia. Odebrałam go jako po prostu coś nudnego i męczącego.
Jeśli zaliczacie się do typowych odbiorców masowego kina, którzy nie zwracają uwagi na dziury fabularne, dla których istotne jest, że gdzieś tam zobaczą Freemana, Deppa albo Hall, a całość będzie wyglądała ładnie – spokojnie możecie po ten film sięgnąć. Jest spora szansa, że przypadnie Wam do gustu, bo dla takich właśnie osób „Transcendencja” została stworzona. Niestety, starym wyjadaczom szukającym mądrego filmu science fiction odradzam ją, bo możecie się na niej tylko wynudzić.
Transcendencja (2014)
ang. Transcendences
cience-fiction, dramat
reż. Wally Pfister
2 thoughts on “Tridiuum SI: Transcendencja (2014) [recenzja] [archiwum]”