„Taktyka błędu” rozleciała mi się w rękach, kiedy ją czytałam. Ta książka wydana w 1991 roku po prostu się rozkleiła. Jednak mimo tego dałam sobie radę. Nie pamiętam, jak trafiłam na tę powieść SF; być może pochodziła z rodzinnej biblioteczki mojego ówczesnego chłopaka. Czytałam ją w 2017 roku i nie byłam wcale zachwycona. Dlaczego?

Poznaj inne space opery: „Darth Bane” | „The Expanse” | „Judasz wyzwolony”
Stosuj tę taktykę, a zwyciężysz
Cletus Grahame opracował wyjątkową taktykę, która ma zapewniać zwycięstwo każdemu, kto ją stosuje. By sprawdzić ją w praktyce, wybiera się na Kultis jako oficer sił sprzymierzonych. Wykorzystując swój spryt i rozum, próbuje osiągnąć sukces.
W latach 90. polski rynek wydawniczy nadrabiał zaległości, wydając olbrzymią ilość zagranicznej fantastyki, która wcześniej przez PRL nie mogła się u nas pojawić. „Taktyka błędu” to jedno z „dzieci” tego okresu: to początek serii wydany w latach 70., który polskie półki zasilił w 1991 roku, niemniej od tego czasu seria nie doczekała się wznowienia. A szczerze mówiąc, trochę szkoda.
Schematy typowe dla SF
„Taktyka błędu” nie jest powieścią przełomową czy nadzwyczaj wyjątkową. Trzyma się typowych dla science fiction schematów, niemniej robi to w sposób dość ciekawy. Cletus Grahame to naprawdę ciekawa postać, mi osobiście kojarząca się nieco z Sherlockiem Holmesem, choć chyba wielu wspólnych cech nie mają. To wyjątkowo mądry człowiek, którego sposób myślenia naprawdę może zaskoczyć; jego poczynania same w sobie obserwuje się po prostu cudownie, nawet nie przez to, że mamy do czynienia ze science fiction. To typ postaci, którą zdecydowanie lubię.
„Taktyka błędu” nie ma dobrych postaci drugoplanowych
Niestety bohaterowie drugoplanowi wypadają zdecydowanie gorzej. Ukochana Cletusa zachowuje się często po prostu jak idiotka, a inne postacie po prostu nie są zbyt wyraziste i gubią się w historii. Niemniej nie dziwię się: 270 stron na powieść z tego gatunku to naprawdę niewiele. Choć niestety przez to często zapominałam, kto jest kim i co tu robi.

Co mi się nie podobało?
Historia sama w sobie działa najlepiej mniej więcej do połowy, później, gdy orientujemy się, o co tu właściwie chodzi, po prostu zaczyna trochę nudzić, akcja się ciągnie i właściwie nie wiadomo, co z tym fantem zrobić. Nie mamy tu wielkiej fabuły, w której ratujemy świat, a niewielką wojnę, w której Cletus bierze udział i w której próbuje grać, mieszać i wygrywać, jednocześnie sprawdzając, czy jego teorie się sprawdzają. Niestety im dalej w las, tym wszystko wydaje się bardziej powtarzalne i zwykłe, a sam styl Dicksona zdaje się tracić na dynamiczności.
Widzę jeszcze jeden problem „Taktyki błędu”, a są to wydarzenia, które chwilami wydają się sztucznie zaaranżowane tylko po to, by zaprezentować umiejętności i charakter naszego bohatera, zwłaszcza te z udziałem jego ukochanej, Melissy. Niemniej pewna doza „sztuczności” jest – jak zauważyłam – typowa dla tego „starszego” SF i wydaje mi się, że wynika raczej z konwencji, a nie braku umiejętności pisarza.
„Taktyka błędu” nie zapada w pamięć
To nie jest literatura, która zapadła mi na długo w pamięć, ale jednocześnie nie była złą przygodą. „Taktyka błędu” ma swój pewien urok, a Cletus zdecydowanie jest bohaterem zwracającym uwagę. Niemniej, jeśli komuś miałabym ją polecić, to tylko fanom gatunku: inni mogą się w niej po prostu nie odnaleźć albo wynudzić.
– Czy nie nauczył się pan niczego wtedy, kiedy ten przejrzał pańską grę z filiżankami i kostką cukru?
– Ale przecież mu się to nie udało – powiedział Cletus. – Cóż, muszę przyznać, że zrobił kawał dobrej roboty, ukrywając fakt, że mu się nie udało.
– Ukrył?
– Naturalnie – odparł Cletus. – Podnosząc pierwszą filiżankę, był zbyt pewny siebie i uważał, iż potrafi wyzyskać każdy obrót gry na swoją korzyść. A kiedy odwrócił pierwszą filiżankę, pomyślał, że to nie on, a ja popełniłem błąd. Przy drugiej musiał zrewidować swój pogląd, ale był jeszcze wystarczająco pewny siebie, aby spróbować jeszcze raz. Kiedy podniósł trzecią filiżankę, zdał sobie w końcu sprawę z tego, że jest całkowicie pod moją kontrolą. Musiał więc znaleźć wymówkę, aby przerwać rzecz całą i nie próbować po raz czwarty.
Fragment „Taktyki błędu” Gordona R. Dicksona

Tytuł: Taktyka błędu
Tytuł serii: Childe
Numer tomu: 1
Autor: Gordon R. Dickson
Liczba stron: 270
Gatunek: science-fiction
2 thoughts on “Taktyka błędu: Kosmiczna wojna [recenzja] [archiwum]”