„Darth Bane” to chyba jedna z najbardziej znanych książkowych serii z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Kupiłam te książki niegdyś na wyprzedaży, a po przeczytaniu całości w 2015 napisałam poniższą recenzję. Co sądziłam wówczas o tym cyklu, jako osoba, która nigdy nie była fanką franczyzy?
Książki ze świata Gwiezdnych Wojen można było dostać za grosze
„Gwiezdne Wojny”… książki z tej serii można często znaleźć za grosze na wyprzedażach, o czym zresztą pisałam już wyżej. Nie przyciągają jednak wzroku od pierwszego momentu – okładki, chociaż często ozdobione dobrze wykonanymi ilustracjami, są dość ciemne i przestarzałe pod względem układu graficznego. Nie kojarzą się ani z czymś przyjemnym, ani mrocznym w ten przyciągający sposób. W środku jednak, o dziwo, przynajmniej w przypadku tej serii, możemy znaleźć całkiem przyzwoitą historię. Obserwujemy w niej losy Dartha Bane’a – człowieka, który nie miał łatwej młodości. Pracując w kopalni, wylewał siódme poty, aby spłacić długi, które pozostawił mu ojciec. Musi jednak uciekać z rodzinnej planety i oczywiście wplątuje się w przeróżne przygody, które zaczynają kształtować jego charakter oraz sposób patrzenia na świat. W trakcie całej trylogii poznajemy niemal całe jego życie – od młodości po starość. Nic więc dziwnego, że Bane z pierwszych stron jest kimś zupełnie innym niż ten, którego poznajemy pod koniec historii.
„Darth Bane” sprawdzi się w podróży
To nie jest wybitna powieść, która niezwykle wciąga. Jeśli komuś nie odpowiada ten styl, nie lubi science fiction ani „Gwiezdnych Wojen”, to ta seria raczej nie trafi na listę fajnych książek. Jest to jednak dobra lektura, jeśli akurat nie macie niczego lepszego pod ręką albo jesteście w podróży. Nie są to bardzo grube książki, a przynajmniej w moich wydaniach tekst jest drukowany drobną czcionką, dlatego czyta się je stosunkowo długo.
Bohaterowie są dość dobrze wykreowani, a zwrotów akcji wcale nie brakuje. Nie podobają mi się jednak urywane wątki. Chodzi mi o to, że czasem już myślisz, że z danym bohaterem będzie się coś działo, lecz zanim zdążysz lepiej go poznać, okazuje się, że… już nie żyje. Wynika to częściowo ze stylu autora, który nie zagłębia się w psychikę postaci pobocznych, skupiając się głównie na głównych bohaterach.
To nie jest historia, która zapada w pamięć na długo
To nie jest seria, którą będzie się długo pamiętać, o której będzie się długo mówić czy którą będzie się długo wspominać. Jest jednak poprawnie skonstruowana, trzyma napięcie i pozwala poznać świat „Gwiezdnych Wojen” z nieco innej strony niż ta filmowa. Dlatego, jeśli macie ochotę na powieść tego typu, myślę, że bez problemu możecie po nią sięgnąć.



Tytuł trylogii: Gwiezdne Wojny. Darth Bane
Tytuły części: Droga Zagłady, Zasada Dwóch, Dynastia Zła
Autor: Drew Karphysyn
Liczba stron: 309 / 320 / 296
Gatunek: science fiction
3 thoughts on “Gwiezdne Wojny. Darth Bane [recenzja] [archiwum]”