„The Good Doctor” obejrzałam w 2019 roku. A przynajmniej obejrzałam pierwszy sezon, bo na pewno nie kontynuowałam przygody z tym serialem, co zresztą jest dla mnie dość typowe. Jak podobała mi się ta produkcja i czy warto po nią sięgnąć w wolnym czasie?

Dowiedz się więcej o serialach medycznych!
Serial twórcy „Dr House’a”
„Dr House” to serial, który często oglądałam jeszcze, chodząc do gimnazjum. Często leciał w telewizji, więc zwykle po powrocie ze szkoły po prostu na niego natrafiałam. Choć nigdy nie oglądałam wszystkich odcinków po kolei, to muszę przyznać, że jest to chyba jeden z moich ulubionych seriali medycznych, w czym chyba zresztą nie jestem wyjątkowa. W 2017 roku, gdy temat „Dr. House’a” trochę ucichł, jego twórca, David Shore, stworzył kolejny serial – „The Good Doctor”, czyli produkcję pod różnymi względami podobną (to w końcu kolejny serial medyczny), ale jednak… różną od jego poprzedniego dzieła.
„The Good Doctor” to inna perspektywa
Przede wszystkim inna jest perspektywa. Dr House to postać dorosłego, doświadczonego i szanowanego lekarza. Shauna poznajemy w jego pierwszej pracy. To genialny umysł, ale pozbawiony doświadczenia i zmagający się z licznymi problemami, które nie do końca wynikają z jego przeżyć czy kwestii, na które młody lekarz miał jakikolwiek większy wpływ. To postać szczera, często gubiąca się w rzeczywistości, która na wielu płaszczyznach potrzebuje pomocy innych, choć niekoniecznie chce ją przyjąć.
W związku z autyzmem Shauna serial automatycznie porusza więc tematykę związaną z wykluczeniem społecznym, mniejszościami i równouprawnieniem. Jest to jednak po prostu dobrze wplecione w całość, nie narzuca się, pozostając często konsekwencją charakteru Shauna. I dobrze – mam wrażenie, że właśnie dzięki temu „The Good Doctor” jest serialem zdecydowanie bardziej wartościowym niż „Dr House”.
Co jeszcze różni te dwa seriale? Na pewno sama struktura. Każdy odcinek „Dr. House’a” opisywał właściwie jeden przypadek, który w większości sytuacji kończył się dobrze. W końcu o to w tym serialu chodziło: genialny lekarz zawsze stawia diagnozę, by wyleczyć pacjenta. W „The Good Doctorze” są zaś zwykle dwie sprawy na jeden odcinek, podzielone pomiędzy dwie ekipy rezydentów, i w tym przypadku nigdy nie wiemy, jak się skończą. Operacje nie zawsze wychodzą dobrze, a młodzi lekarze czasem popełniają błędy. Dzięki temu jest to po prostu o wiele bardziej realistyczny serial. Jednocześnie zauważyłam, że kładzie nieco większy nacisk na charakter pacjenta i jego przeżycia niż „Dr House”.

Sympatyczne i dobrze rozwijane postacie
„The Good Doctor” na pewno jest serialem, który po prostu dobrze się ogląda. Akcja jest płynna, postacie sympatyczne i – choć sztampowe, gdy mówimy o bohaterach drugoplanowych – jednak dobrze rozwijane. Autyzm Shauna zdecydowanie nie jest tu wyśmiewany, ale oczywiście pojawiają się gagi z nim związane, czego absolutnie nie uważam za nic złego. W końcu czasem aż żal nie wykorzystać niektórych sytuacji, w których główny bohater niekoniecznie wie, jak ma się zachować. Same zdjęcia również wyglądają po prostu dobrze.
Niezły serial medyczny
„The Good Doctor” to po prostu naprawdę niezły serial medyczny. Porządnie zrealizowany, z ciekawym głównym bohaterem, który poza tym, że z założenia porusza istotny temat (osoba z niepełnosprawnością w bardzo odpowiedzialnej społecznie roli), potrafi również wplatać w odcinki inne ważne kwestie. Jak zawsze w przypadku tego typu produkcji nie jest wyjątkowo porywający. To raczej coś, co możemy oglądać w tle: przy obiedzie, w trakcie prasowania i innych domowych czynności. Sama jednak lubię czasem włączyć tego typu serial i w związku z tym jestem po prostu bardzo zadowolona z tego, że udało mi się trafić na historię Shauna.

„The good doctor”, sezon 1
serial medyczny