„Obudź się i śnij. Tchorosty i inne wy-tchnienia” to książka wydana w ramach serii Uczta Wyobraźni, na którą trafiłam w jakimś dyskoncie. Jak podobał mi się ten tytuł, kiedy czytałam ją w 2019 roku? Sprawdź, czy to może być lektura dla Ciebie!

Sprawdź recenzje innych książek z Uczty Wyobraźni!
„Obudź się i śnij. Tchorosty i inne wy-tchnienia” to omnibus
Zbiór opowiadań i powieść MacLeoda w jednym tomie. Te fantastyczne teksty to triumf ludzkiej wyobraźni, traktujące między innymi o alternatywnej historii naszego świata, opowiadające o przyszłości zamieszkanej przez prawie same kobiety oraz o znalezionej w lesie bezdomnej dziewczynie.
Trafianie na książki złe nie jest przyjemne. Nie jest to jednak najgorsza rzecz, jaka może przytrafić się czytelnikowi: w końcu i z takiej lektury można czerpać radość (określenie guilty pleasure istnieje nie bez powodu) albo naukę. Dużo gorsze jest trafianie na książki dobre… ale takie, których się absolutnie nie lubi.
Ta książka to dwa w jednym
Zacznijmy jednak najpierw od tego, czym jest „Obudź się i śnij. Tchorosty i inne wy-tchnienia”. To tak naprawdę dwa dzieła zamknięte w jednej książce. Pierwsze z nich jest powieścią osadzoną w alternatywnej rzeczywistości (lata 40. XX wieku, Hollywood. Ludzkość odkrywa specyficzny rodzaj kina), a drugie to po prostu zbiór opowiadań. Mamy tu do czynienia przede wszystkim z fantastyką naukową, ale pojawiają się też treści fantasy, choć nie mamy tu klasycznej historii o magach, czarach i przygodach.
Ten wstęp jest warty uwagi
Sam wstęp do tych historii naprawdę mi się spodobał. MacLeod cudownie pisze o fantastyce i powodach jej powstania, dlatego początkowo poczułam, że to naprawdę ciekawy człowiek, którego teksty chcę poznać. Problem polegał na tym, że po prostu coś mi w jego opowieściach „nie siadło”. Może to przez to, że mimo wszystko moje serce należy bardziej do fantasy niż fantastyki naukowej?
Jak pisze MacLeod?
MacLeod naprawdę pisze jasno. Jego język nie należy do najlżejszych, ale jednocześnie jest klarowny, „codzienny” i wydaje mi się, że czytelnikom nieco bardziej obytym nie powinien sprawiać najmniejszej trudności. Na dodatek wszystkie jego teksty traktują fantastykę jako wymówkę do opowiedzenia historii postaci z krwi i kości. Autor skupia się na emocjach i uczuciach swoich bohaterów, opowiadając historie, które w gruncie rzeczy mogłyby wydarzyć się także nam, gdybyśmy tylko usunęli elementy nadprzyrodzone. Zwykle naprawdę lubię takie podejście twórców, ale… niestety nie w tym przypadku.

Szybko poczułam znudzenie
Osobiście prędko poczułam się przez całą tę książkę niezwykle znudzona. Mimo że niby czytało mi się ją całkiem przyjemnie, gdy już ją otworzyłam, to musiałam się zmuszać, by wracać do niej ponownie. A że z reguły czytam często, ale krótko (bo trudno mi się skupić), to automatycznie tydzień czytania przeciągnął się w dwa tygodnie… trzy… aż poczułam się zmęczona samym faktem, że cały czas jestem w trakcie tej samej książki. Zwykle tego typu tytuły połykam w weekend albo maksymalnie w „tydzień roboczy”.
Ciekawe wizje świata
MacLeod przedstawia nam naprawdę ciekawe wizje. „Tchorost” pokazuje nam świat pozbawiony mężczyzn z bohaterką, która uczy się, kim takowy jest. „Południowa sadzawka” to chyba jedyne opowiadanie, które naprawdę mnie wciągnęło: to delikatna historia muzyka, który przygarnia pod swój dach zagubioną, bezdomną, ale dziką dziewczynę. „Obudź się i śnij” jest zaś ciekawą wizją świata i przy okazji naprawdę niezłym kryminałem. Niestety ja po prostu nie potrafię lubić tej książki.
Nie żałuję spotkania z MacLeodem, ale jednocześnie… naprawdę mam już dosyć tej książki. Chciałabym, by było inaczej: to naprawdę dobre dzieło pod kątem technicznym. Ale po prostu najwyraźniej nie jest to ani książka, ani twórca dla mnie.
Skoro wszystkie opowieści są ciekawym kłamstwem i gdyby spróbować ustalić jedną, ogólną zasadę dla całego gatunku historii fantastycznych, mogłaby ona brzmieć: Jeżeli próbujesz kłamać, rób to na wielką skalę. Dlaczego osadzać wydarzenia we własnej wersji istniejącego miasta, skoro można wymyślić całe nowe miasto? A kiedy już zaczyna się sobie to nowe miasto wyobrażać, wydaje się niemal brakiem wyobraźni autora, jeżeli ograniczy się tylko do zwykłej architektury, tradycyjnych nazw ulic, tradycji i sklepowych witryn. Szkoda byłoby się tak zamykać. I gdy raz pójdzie się tą drogą, zawsze – jak sądzę – istnieje pragnienie, by posunąć się nieco dalej. Być może potrzeba owa rodzi się z czegoś tak pospolitego jak naturalna, ludzka tendencja do przesady.
Fragment „Obudź się i śnij. Tchorosty i inne wy-tchnienia” Iana MacLeoda

Tytuł: Obudź się i śnij. Tchorosty i inne wy-tchnienia
Autor: Ian MacLeod
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Liczba stron: 688
Gatunek: fantastyka
Wydanie: Wydawnictwo Mag, Warszawa 2015