„Buffy: postrach wampirów” to klasyczny już serial dla młodzieży, który próbowałam nadrobić w 2019 roku. Jak mi się spodobał? Sprawdź, czy warto wracać do tego serialu z lat 90. XX wieku i czy to może być coś dla Ciebie!

Dowiedz się więcej o filmowych produkcjach dla młodzieży!
Łaczy szkolne życie i walkę ze złem
W świecie, w którym czają się wampiry, musi istnieć równowaga. Szesnastoletnia Buffy (Sarah Michelle Gellar), wybrana na pogromczynię wampirów, musi pogodzić zwykłe szkolne życie z wykonywaniem swojego przeznaczenia.
Stworzony w drugiej połowie lat 90. serial „Buffy: postrach wampirów” przeszedł już do klasyki gatunku, do której w powieściach urban fantasy czy paranormal romance niezwykle często się nawiązuje. Do tej pory jednak jedynie o nim słyszałam. Gdy wychodził, byłam zbyt mała, by zainteresować się historią o istotach z piekła rodem, a potem po prostu nigdy na nią nie trafiłam. Niewypada jednak nie znać takich produkcji, gdy człowiek skupia się na literaturze fantastycznej, więc postanowiłam nadrobić przynajmniej pierwszy sezon.
„Buffy: postrach wampirów” jest niczym nostalgiczny powrót
Gdy zaczęłam oglądać tę produkcję, przeszła mi przez myśl jedna, może głupia, ale dla mnie istotna refleksja. Dziewczynki będące w wieku nastoletnim na przełomie wieków mogły uwielbiać i podziwiać wyjątkową bohaterkę, która walczy z siłami ciemności. Te jednak, które – jak ja – w ten wiek weszły jakieś 10–15 lat później, dostały papkę pod postacią paranormalnych romansów, w których co prawda występowały wampiry, ale raczej tylko w formie obiektów westchnień. Trochę szkoda, że ten konkretny motyw ewoluował akurat w tym kierunku, czyż nie?
Nie oznacza to oczywiście, że historia Buffy jest perfekcyjna. Po pierwsze, to stary serial, który dość mocno się zestarzał. Efekty specjalne często wyglądają raczej zabawnie niż strasznie. Jego formuła jest typowo telewizyjna: odcinki są krótkie i opowiadają raczej zamknięte historie, dlatego jeśli opuścicie jeden czy dwa, nic wielkiego się nie stanie. Kluczowa fabuła rozgrywa się w tle, a relacje między postaciami nie są zbyt mocno rozbudowane. Nie ma w końcu nic dziwnego w tym, że w poprzednim epizodzie Buffy nie wspomniała słowem o jakimś chłopaku, a w następnym już go uwielbia i jest w nim zakochana, prawda?

Schematyczni bohaterowie z sąsiedztwa
Postacie również są raczej schematyczne. Nasza główna bohaterka to typowa Mary Sue – ładna, mądra, wysportowana i miła. Buffy nie ma właściwie jakichś bardzo konkretnych zainteresowań czy unikalnych cech. Jest pogromczynią wampirów, która czasem zachowuje się jak zbuntowana nastolatka, a czasem jak rasowy zabójca – wszystko zależy od tego, czego akurat wymaga scenariusz.
Buffy otaczają oczywiście przyjaciele. Giles (Anthony Head), bibliotekarz zajmujący się zbieraniem informacji, niby ma ją szkolić, ale w praktyce jedynie grzebie w książkach i czasem próbuje zastępować jej rodziców, bo mama bohaterki spychana jest na piętnasty plan. Xander (Nicholas Brendon) odgrywa rolę chłopaka zakochanego nie w tej osobie, co trzeba, i szybko ląduje w friendzone. Jest głupkowaty, ale odważny, gdy wymaga tego sytuacja. Willow (Alyson Hannigan) to chyba moja ulubiona postać z tego kręgu. Jest najnormalniejszą, cichą i miłą dziewczyną, której nie brakuje oleju w głowie i która interesuje się tym, czym powinna. Każdy w drużynie ma więc konkretne zadanie oraz miejsce i raczej nie próbuje wychodzić ze swojego schematu.
Oczywiście mamy też Angela (David Boreanaz) – tajemniczego mężczyznę, który niewątpliwie był (i może dalej jest?) obiektem westchnień nastolatek. Mrukliwy, ale pomocny. Niby doskonały, a jednak potrafiący się bać. Skomplikowany… ale właściwie to nie – widziałyśmy tego typa miliony razy na ekranie i w książkach, prawda?
Wątek z nim i Buffy skupia się oczywiście na wzajemnym zauroczeniu, które nie może się w pełni spełnić z powodu wampiryzmu zainteresowanego. Można byłoby rzec: w scenach, w których występuje ta dwójka, dostajemy po prostu „Zmierzch” – jednakże z kilkoma zmianami, z których część wypada lepiej, a część gorzej niż w powieści Meyer.
Gorzej na pewno wypada samo budowanie relacji między tą dwójką, bo poza wymianą pojedynczych zdań mało co się między nimi dzieje. Do tego Angel ma ponad 200, a nie 100 lat i przeżył więcej niż Edward, a wciąż zakochuje się w niekoniecznie dojrzałej 16-latce. Lepiej – bo sam koncept wampiryzmu w „Buffy…” jest o wiele ciekawszy i gdyby ten serial tworzony był dzisiaj, wyobrażam sobie furtkę, z której mogłoby wyjść coś naprawdę intrygującego.
Czy warto wracać do serialu z lat 90.?
Współcześnie „Buffy: postrach wampirów” jest bardzo sztampowym serialem młodzieżowym, który nie wygląda najlepiej na ekranie i który dostosowany jest do oglądania raz na tydzień w tle, przy odrabianiu zadań domowych, a nie do połykania wszystkich sezonów naraz w pełnym skupieniu. Co najmniej połowa odcinków w pierwszym sezonie to zapychacze, w których bohaterowie muszą borykać się z typowymi, szkolnymi problemami oraz z pomniejszymi zjawami, demonami czy duchami. Zgaduję jednak, że gdy wychodził, był jedną z niewielu tego typu produkcji dla nastolatków i mógł robić spore wrażenie.
Dziś jest to raczej pozycja, którą można nadrobić w ramach poszerzania popkulturowej świadomości, a nie pasjonująca historia, którą człowiek pochłonie w całości. W każdym razie, jeśli będę miała wolną chwilę, chętnie nadrobię kolejne sezony, puszczając je w tle. Być może im nasza bohaterka będzie starsza, tym poważniejsza stanie się ta produkcja?

„Buffy: postrach wampirów”
sezon 1
serial fantasy, młodzieżowy