„Doom Patrol” najpierw poznałam w formie serialu i tak mi się spodobał, że postanowiłam zapoznać się z pierwszym w moim życiu komiksem. Jak wypadło to spotkanie? Sprawdź moją (tak prawie) recenzję z 2019 roku!

Poznaj więcej historii z superbohaterami!
Moje pierwsze spotkanie z komiksem
Jeśli śledzicie myśli pojawiające się na blogu, pewnie pamiętacie, że jakiś czas temu zapoznałam się z serialowym „Doom Patrolem” (dostępnym na HBO Go), który naprawdę przypadł mi do gustu. W ramach przypomnienia: to historia o drużynie (nie)superbohaterów. Ludziach, którzy przede wszystkim są osobami po przejściach, dla których moc jest raczej utrudnieniem życia niż jego ułatwieniem. Mimo tego muszą stawić czoła złoczyńcy, a w związku z tym – nauczyć się walczyć ze swoimi słabościami i problemami.
Historia spodobała mi się na tyle, że postanowiłam sprawdzić, jak wypadnie wersja komiksowa. Pierwszy z trzech tomów komiksu „Doom Patrol” Granta Morrisona ukazał się w Polsce niedawno i to w dużej mierze na jego bazie powstał serial. Wprawdzie ekranizacja czerpie też z pierwotnego komiksu, ale wiele przygód bohaterów ma swoje bezpośrednie odzwierciedlenie na kadrach Morrisona.
Tyle tylko, że osobiście nigdy wcześniej nie miałam styczności z „poważnym” komiksem. Jasne, jakieś pojedyncze, krótkie historyjki poznawałam, jednak raczej były to gazetowe żarciki i skecze, a nie konkretna, opasła powieść graficzna. Choć więc chcę się podzielić swoimi wrażeniami, absolutnie nie traktujcie tego wpisu jako pełnoprawnej recenzji, a raczej jako relację z czytania pierwszego komiksu w życiu.
Nowa forma, ale znana historia
Odnoszę wrażenie, że jeśli w dorosłym życiu chcemy coś poznać w nowej formie, warto zacząć od znanej historii. I nieważne, czy będzie to kwestia sięgnięcia po pierwszą książkę, powieść w obcym języku, musical, grę czy właśnie komiks. Przynajmniej mi bardzo ułatwia to przyzwyczajenie się do nieznanego medium.
Czemu? Sprawa jest banalnie prosta. Nie tylko sama myśl o ponownym spotkaniu z bohaterami jest czymś przyjemnym, ale też znajomość głównych motywów pozwala skupić się na przyzwyczajeniu do formy. Nie muszę tak intensywnie zastanawiać się nad fabułą, za to mogę na początku zorientować się, jak działa cały ten „mechanizm”.
Dlatego też wydaje mi się, że sięgnięcie po komiksowy „Doom Patrol” było świetnym pomysłem. Zwłaszcza że taka forma niekoniecznie pozwala na długi i powolny rozwój relacji postaci. Komiks Granta Morrisona oczywiście daje nam chwile na oddech i ustanowienie dynamiki drużyny, ale mimo wszystko skupia się na akcji i przygodach. Dzięki wcześniejszej znajomości serialu to mi jednak w żaden sposób nie przeszkadzało – to, czego na kartach komiksu nie było, mogłam sobie spokojnie dopowiedzieć.

Komiks oznacza mniejszy budżet…
…i dlatego może sobie pozwolić na więcej szaleństwa i dziwności niż serial. W końcu to, czy rysownik stworzy obrazek ze smokiem, czy z koniem, nie robi różnicy budżetowej. Jednocześnie, tak jak i wersja ekranowa, komiks posługuje się obrazem. Gdyby „Doom Patrol” był tradycyjną powieścią, pewnie odpadłabym w przedbiegach. Nagromadzenie absurdu na kartach książki mogłoby zostać przeze mnie źle odebrane. Jeśli jednak coś widzę, odbieram to inaczej, przez co wszystkie cudownie absurdalne pomysły Granta Morrisona były dla mnie niezwykle pozytywnym przeżyciem.
Szczególnie że w tym komiksie zdaje się grać wszystko: dialogi postaci, komentarze i same historie. Naprawdę polubiłam tę wersję nie mniej niż serialową, a tego w żadnym razie się nie spodziewałam.
Najbardziej bałam się tego, że mój umysł nie przetworzy komiksu na płynną historię – że nie będę tego widzieć w głowie tak po prostu, jak w przypadku powieści. A jednak nie miałam z tym najmniejszego problemu. Jedyną widoczną wadą była dla mnie czcionka, którą zapisano niektóre z dymków: zbyt ozdobna, wymagała sporej dawki skupienia, abym w ogóle była w stanie rozczytać tekst.
To był dobry początek ze światem komiksu
Doszłam też do wniosku, że tego typu wydania są cudownym pomysłem na prezent. Wprawdzie kosztują swoje, jednak to cena w pełni uzasadniona. „Doom Patrol” wydany przez Egmont ma śliski, gruby papier i kolorowe ilustracje, co zdecydowanie podnosi jakość wykonania. Warto zaznaczyć, że dzieło Granta Morrisona powstało w latach 80., co trochę widać po kresce, ale to jego cecha, a nie wada.
Mimo wszystko, choć na pewno kupię kolejne dwa tomiki, raczej nie planuję całkowicie przerzucać się na komiksy. Wprawdzie czyta się je dłużej, niż myślałam, ale taka forma sprawdza się u mnie lepiej jako uzupełnienie historii lubianych postaci niż coś odrębnego. W komiksie nie mamy aż tak dużo miejsca na pogłębianie relacji i tradycyjne książki wypadają pod tym kątem po prostu lepiej. Są też tańsze, oferując jednocześnie czas lektury na dłużej.
Niemniej po tej drobnej przygodzie chyba po prostu przestanę się bać komiksowego medium. Przestanę je omijać z myślą, że mój rozum „nie przetrawi” takiej formy. I chyba z tego wyjścia ze strefy komfortu cieszę się najbardziej. A „Doom Patrol” to wciąż najbardziej „moja” z superbohaterskich drużyn – czekam więc z niecierpliwością na kolejne tomiska i sezony.

Tytuł: Doom Patrol. Tom 1
Numer tomu: 1
Scenarzysta: Grant Morrison
Tłumaczenie: Jacek Dewnowski
Liczba stron: 424
Wydanie: Egmont, Warszawa 2019