„Era Zero. Ego: Ostatnie starcie” przeczytałam w 2020 roku w ramach współpracy z wydawnictwem Nowa Baśń. Jak wówczas podobała mi się ta książka? To młodzieżowe SF o absurdalnym klimacie zwraca uwagę okładką. Sprawdź, czy jest to coś dla Ciebie!

Sprawdź recenzje innych młodzieżowych książek fantastycznych: „Królestwo Mostu” | „Wiedźma” | „Okrutny książę”
Niełatwo być zbuntowaną nastolatką
Nielatwo jest być zbuntowaną nastolatką. Zwłaszcza gdy tajemnicza siła przenosi cię do świata przyszłości, w którym – przynajmniej w teorii – wszystko jest idealnie i wszystko wolno. Spika prędko odkrywa, że w tym niezwykłym świecie coś jest nie tak: koncepcja, by ludzie stanowili jedność ze wszystkim, co ich otacza, okazała się czymś niemożliwym do zrealizowania.
Czy „Era Zero. Ego: Ostatnie starcie” to debiut?
Gdy usłyszałam tytuł tej powieści – „Era Zero. Ego: Ostatnie starcie” – miałam w głowie przede wszystkim myśl: „Znowu?!”. Znowu kolejny pisarz-amator próbuje stworzyć epicką i długą sagę z tytułem zbyt długim, ale według niego przez to wspaniałym. Na szczęście okazało się, że w sporej mierze się myliłam, chociaż jednocześnie nie powiedziałabym, aby sama lektura przyniosła mi wiele dobrej rozrywki.
Autorka, Michalina Olszańska-Rozbicka, jest młodą aktorką, która ma na swoim koncie w sumie trzy powieści. Dwie pierwsze zostały wydane kolejno w 2009 i 2011 roku nakładem wydawnictwa Albatros (2009) oraz (jeśli dobrze się doszukałam) wydaniem własnym (2011). Młoda powieściopisarka miała więc wtedy kolejno 17 i 19 lat, a same książki mają na portalu Lubimyczytać.pl raczej mierne opinie (poniżej 6/10). W teorii więc „Era Zero” nie jest debiutem, ale w praktyce trudno mi o niej myśleć inaczej. Nie dziwcie się zresztą, że początkowo nie byłam do lektury przekonana.
A jednak w sumie daje radę
W praktyce to całkiem kompetentna powieść, która przy tym posiada sporo problemów – i przynajmniej w moim przypadku te przeważyły nad zaletami. Niemniej wydaje mi się, że muszę zaznaczyć: w porównaniu do amerykańskich powieści dla młodzieży ta dalej wypada dobrze, przynajmniej w kontekście większości takiej literatury z USA. Ponadto nie jestem docelowym odbiorcą tej książki, a osoby, które wpisują się w ten profil, powinny przynajmniej po części dobrze się przy niej bawić. Skoro to jest odhaczone – lećmy dalej!
Spika to autentyczna nastoletnia bohaterka
Zacznijmy od głównej bohaterki. Spika jest absolutnie perfekcyjnie przedstawioną nastolatką – i przez to jest równie perfekcyjnie wkurzająca. Ona zawsze idzie pod prąd. Zawsze narzeka. Zawsze robi innym na złość. Jest niemiła i wie o tym, ale właściwie to woli być niemiła. Jej życie składa się głównie z focha na wszystkich i wszystko wokół. Jest melodramatyczna, zakochuje się od ręki i na wszystkich istniejących oraz nieistniejących bogów: jak ja nie lubię takich charakterów! Rozumiem i akceptuję wybór takiej postaci na bohaterkę, ale jeśli macie uczulenie na tego typu kreacje, to „Era Zero” nie jest czymś, po co chcecie sięgnąć. Serio. Nie jest.
Jeśli chodzi o postacie poboczne: one są, ale nie mają w sobie właściwie nic poza głównymi cechami. Przystojny chłopak numer jeden, przystojny chłopak numer dwa (bo zauroczenie musi dotyczyć obu), przyjaciółka, niby-nie-niby-wredna-ale-jednak-przyjaciółka i młodsza przyjaciółka. Ot, dostajemy od autorki dość sztampowy młodzieżowy zespół, który w gruncie rzeczy zbyt istotny nie jest, bo w „Erze Zero” nacisk jest położony na coś nieco innego.

Kreacja świata, pojęcie ego i język powieści „Era Zero”
Olszańska-Rozbicka postawiła na mocno współczesną, pełną anglicyzmów, potoczną narrację pierwszoosobową. To kolejny zabieg, który rozumiem, ale który nie do końca mi się podoba. To słownictwo jest po prostu zbyt młodzieżowe, zbyt… brzydkie. Szczególnie w pierwszej części powieści, gdy autorka raczy nas ekspozycją i porównuje oba światy ze sobą.
No i właśnie – przejdźmy równocześnie do świata i języka autorki, bo to wydaje mi się dosyć istotne. Olszańska-Rozbicka próbuje wykreować świat absurdalny: inny od naszego, niezrozumiały, pełen duchowości i dziwnych zasad. Porównałabym go trochę do tego, co działo się w „Pułapce czasu” Madeleine L’Engle. Tyle że pod tym kolorowym absurdem kryje się bardzo mocna schematyczność i sztampowość typowa dla powieści młodzieżowych.
Choć przenosimy się tysiące lat w przyszłość, zachowania ludzi wcale nie uległy szczególnej zmianie. Jednocześnie niemal cała pierwsza połowa książki (około 300 stron) to bezustanna, bardzo twardo podana ekspozycja, która mogłaby być skrócona co najmniej o połowę, bo właściwie wciąż czytamy o tym samym, tylko podanym innymi słowami. Na dodatek sama narracja jest jednocześnie prostacka i uduchowiona. Co chwilę mamy analizę ego, grzechów, harmonii w przyrodzie i tego typu ważnych tematów, ale podanych w sposób po prostu dość… głupi. Nie oszukujmy się.
Fabularnie nie brakuje tu problemów
Fabularnie też nie jest – moim zdaniem – szczególnie dobrze. Po pierwszej, ekspozycyjnej połowie dostajemy nieco więcej akcji, ale sama linia fabularna jest bardzo prosta. Nasi bohaterowie, aby dotrzeć do celu, muszą po kolei zmierzyć się z własnymi lękami, ego i grzechami, a my musimy to obserwować. W kółko i w kółko. Jak w typowej powieści przygodowej, tylko tu te przygody są po prostu bardzo wtórne, a przez to dosyć nudne. Jedynie absurdalna otoczka próbuje to wszystko ratować, ale jako że ani nie przepadam za absurdem, ani nie jest to dla mnie wielka nowość… No cóż. To chwilami była trudna przeprawa.
Wróćmy jeszcze do kwestii samego tytułu. „Era Zero. Ego: Ostatnie starcie” mogłaby być po prostu „Erą Zero” i właściwie książka tylko by na tym zyskała. Pewności mieć nie mogę, ale ta powieść wygląda konstrukcyjnie na solowe dzieło. Dodatkowe podtytuły są zupełnie niepotrzebne.
Czy warto przeczytać książkę „Era Zero. Ego: Ostatnie starcie”?
Jeśli jesteście zbuntowanymi nastolatkami lub szukacie książki dla kogoś takiego, kto ma już dosyć sztampowych pozycji – „Era Zero” może być dobrym wyborem. Jeśli nigdy, ale to nigdy nie mieliście do czynienia z absurdem w SF – być może będzie to ciekawa pozycja na początek.
Ja koniec końców czuję się tą lekturą po prostu zmęczona. Przeczytałam te sześćset stron jak najszybciej, by po prostu mieć ją już z głowy. Książka jest zbyt przefilozofowana, napisana zbyt potocznie, a główna bohaterka ma wszystkie cechy, które doprowadzają mnie do szału. Może i jest to całkiem kompetentna powieść na tle innych podobnych pozycji, ale mi jedno spotkanie z nią wystarczy do końca życia.

Tytuł: Era Zero. Ego: Ostatnie Starcie
Autor: Michalina Olszańska
Liczba stron: 601
Gatunek: literatura młodzieżowa, fantastyka naukowa
Wydanie: Nowa Baśń, 2020