„Okrutny książę” Holly Black to książka, co do której miałam pewne nadzieje. Znałam już inny cykl autorki, kiedy zapoznawałam się z tą powieścią, do którego miałam i mam dużą slabość. Sprawdź, jak odebrałam to popularne młodzieżowe fantasy z elfami w 2019 roku!

Poznaj inne młodzieżowe fantasy: „Dom wschodzącego słońca” | „Przeznaczenie Adhary” | „Naznaczeni błękitem” | „Rycerze Pożyczonego Mroku” | „Dziedzic wojowników”
Jude trafia do królestwa elfów
Gdy Jude ma sześć lat, jej rodzice zostają zamordowani, a ona wraz z dwiema siostrami trafia do królestwa elfów. Dorasta w dostatku, jednak w świecie, w którym człowiek jest niewolnikiem, nie jest jej łatwo. Gdy obecny król ma abdykować, jeden z jego synów prosi dziewczynę, aby stała się jego szpiegiem, chcąc wykorzystać jej dar, którego nie posiadają elfy: umiejętność kłamania.
O ile aktualnie sięgam bezustannie po nowe pozycje i rzadko sięgam po te sprzed lat, o tyle okres mojej szkoły podstawowej zamyka się tak naprawdę w kilku seriach czy książkach. Niewątpliwie wielki wpływ na mnie miał „Harry Potter”, cykl „Dziedzictwo” Paoliniego i – o dziwo – „Zmierzch” Stephenie Meyer.
Wśród nich pojawiła się jednak też pewna niepozorna książka, kupiona gdzieś, kiedyś, w nadmorskiej „taniej książce”. Mówię o „Daninie. Nowoczesnej baśni” Holly Black, czyli moim pierwszym spotkaniu z urban fantasy i tytule, który po dziś dzień do mnie wraca. Gdy ukazał się więc „Okrutny książę” tej właśnie autorki, z jednej strony poczułam radość: w końcu mówi się o pisarce, która jest dla mnie w jakiś sposób istotna! Z drugiej strony zaś bałam się po tę książkę sięgnąć, by nie zniszczyć sobie obrazu twórczości Black, jaki wytworzyłam sobie w swojej głowie. W końcu jednak sięgnęłam i… ugh, mogłam jednak tego nie robić.
Nie miałam szczególnych oczekiwań…
Zdecydowanie – ten tekst nie będzie szczególnie obiektywny i na pewno nie mam zamiaru unikać dygresji, ale… po kolei. Gdy zabrałam się za „Okrutnego księcia”, nie miałam szczególnych oczekiwań: oczywiste jest, że po tylu latach mój gust się zmienił, że warsztat Black także pewnie uległ zmianie, że i target – młodzież z drugiej, a nie pierwszej dekady XXI wieku – też ewoluował. Po prostu… chciałam zobaczyć, jak to wyszło, i właściwie w trakcie czytania pierwszych rozdziałów moja reakcja to było po prostu „meh”.
Jak ta powieść wypada na tle innych książek młodzieżowych?
„Okrutny książę” nie wypada szczególnie kiepsko na tle innych powieści młodzieżowych. Przede wszystkim autorka zdecydowanie nie skupia się na romansie, za co chyba od razu zasługuje na pochwałę, a Jude jest… po prostu znośnym charakterem. Nie chwytającym za serducho, nie irytującym – znośnym. Nie wadziła mi w niczym szczególnym, a o to w sumie niełatwo w powieściach tego typu. Nie zmienia to faktu, że mamy tu do czynienia z książką dla ludzi młodych, której świat jest sklejony trochę na ślinę, że całość niebezpiecznie przypomina „Dwór cierni i róż” Maas, a główna bohaterka większość czasu spędza… w szkole.
Te fanarty nie oddają treści
Tak, dokładnie – w szkole. Takiej… elfickiej. Czy elfowej, jak chciałby tłumacz (co jest uzasadnione, coś takiego pojawiało się np. w tłumaczeniach książek Tolkiena). Jude najzwyczajniej w świecie uczy się, jak każda nastolatka. Jednocześnie z racji swojej inności jest odrzucana przez większość rówieśników. Szczególnie znęca się nad nią Cardan, czyli jeden z młodszych synów aktualnego króla. Nim sięgnęłam po „Okrutnego księcia”, widziałam dość dużo fanartów z główną bohaterką oraz tym naszym głównym mężczyzną i muszę Wam przyznać, że nie mam pojęcia, w jaki sposób twórcy tych grafik zrobili z niego tak bosko przystojnego eleganta.
Książkowy Cardan to po prostu jeden z tych szkolnych dupków, którzy pastwią się nad innymi i nie są w żadnym razie sympatyczni, i choć ich życie prywatne często też nie jest zbyt kolorowe, to w moich oczach nic nie usprawiedliwia ich czynów. W związku z tym wszystkie te ich sprzeczki po prostu potrafiły mnie irytować, a w ich relacji nie widziałam absolutnie nic nowatorskiego czy ciekawego. Wprawdzie rozumiem – nastolatka czytająca „Okrutnego księcia” pewnie utożsami się i z Jude, i pewnie będzie czuła pewien pociąg do Cardana, ale… o ile to pierwsze rozumiem, o tyle ta druga kwestia kompletnie do mnie nie trafia. Dupkom mówię „nie”, ok? Nawet jeśli są przystojnymi elfowymi królewiczami.
Jude szpieguje dla brata Cardana
Poza tym dość szybko w fabule pojawia się wątek „śledczy”, w którym Jude ma szpiegować dla jednego z braci Cardana, i w moich oczach on także wypada dość płasko. Niby bohaterka się do tego przygotowuje, niby coś działa, ale w gruncie rzeczy nie ma to większego znaczenia przy samym finale. Samo zakończenie jest zresztą stosunkowo przewidywalne i choć faktycznie wtedy akcja „Okrutnego księcia” w końcu rusza z kopyta (a Black olewa szkolne tematy), to mnie osobiście po prostu nie ruszyła, biorąc pod uwagę mój brak przywiązania do bohaterów i świata przedstawionego. No… prawie.
Te dwie powieści to jedno uniwersum!
TU MOGĄ BYĆ SPOILERY z „Okrutnego księcia” i „Daniny. Nowoczesnej baśni”. Przejdź do podsumowania, jeśli ich sobie nie życzysz.]
Bo cóż się okazało? No cóż, to dość bolesna dla mnie sprawa. Przez lwią część powieści miałam wrażenie, że… no dobrze, tu są elfy. W „Daninie. Nowoczesnej baśni” były skrzaty, ale nie przeczę, mam wrażenie, że to słowo zostało po prostu źle przetłumaczone. Stworzenia z poprzedniej książki Black, którą miałam w rękach, może miały różne kolory, wzrost i umiejętności, ale jednak to były elfy. Tylko nazywały się „skrzatami”. Niemniej obydwa światy wydawały mi się kompletnie różne.
W „Okrutnym księciu” mamy jakiś osobny wymiar elfów; w „Daninie” mieliśmy do czynienia ze skrzatami żyjącymi na obrzeżach ludzkich miast. W nowszej książce dostajemy królestwo elfów; w starszej mieliśmy dwory sforne i niesforne, działające raczej niezależnie od siebie. W „Okrutnym księciu” kluczowy był fakt, że elfy nie potrafią kłamać. W „Daninie” liczyła się głównie władza, jaką daje nad skrzatem znajomość jego prawdziwego imienia. Brzmi jak kompletnie inne światy, no nie?
A w finale niespodziewanie okazuje się, że Roiben i Kaye, bohaterowie „Daniny”, także w „Okrutnym księciu” występują. Jak? Nie mam pojęcia. Być może autorka rozwijała to uniwersum w swoich innych książkach, ale bazując tylko na jej debiucie, w życiu nie powiedziałabym, że te dwa światy da się w jakikolwiek sposób połączyć.
Te dwie książki sa bez porównania
Jednocześnie uważam, że… „Okrutny książę” wypada dosyć blado na tle „Daniny”. Fakt, nie potrafię tego tytułu oceniać obiektywnie i na pewno, czytając go dziś, miałabym inne odczucia, ale w przypadku debiutu Black przynajmniej sam klimat historii był mroczniejszy, a główna bohaterka nie spędzała połowy fabuły w szkole (spoiler: bo do niej po prostu nie chodziła). Mam też wrażenie, że tamto dzieło było… bardziej „jej”? Uniwersum z „Okrutnego księcia” wydaje się o wiele bardziej ugłaskane i upiększone, tak, aby wpasować się w trendy, które wyznaczyła choćby Maas ze swoim (naprawdę kiepskim) „Dworem cierni i róż”.
Rozumiem zachwyty, ale…
Przechodząc do podsumowania… cóż, „Okrutny książę” to nie jest książka zła w swojej kategorii; rozumiem zachwyty nią, zwłaszcza ze strony nastolatek, bo w końcu Black mimo wszystko kreuje rzeczywistość, w którą w tym wieku być może sama chciałabym uwierzyć. Tyle tylko, że… ja nie potrafię tej książki lubić, głównie przez wmieszanie w to wszystko bohaterów z „Daniny” właśnie. Gdybym mogła traktować ją jako zupełnie odrębne dzieło (co miałam zamiar zrobić przez większą część lektury), myślę, że podeszłabym do niej w miarę obiektywnie i być może szczerze po prostu poleciłabym ją, ale w takim przypadku… ja o „Okrutnym księciu” chcę po prostu zapomnieć. A niestety nie będzie to łatwe.
Na szczęście w nieszczęściu to jeden z niewielu przypadków, w którym sięgnęłam po e-booka, bo po prostu chciałam czytać tę książkę „na już”. I dobrze – bo prawdopodobnie wylądowałaby w śmietniku, gdy dostrzegłam imię Roibena. Dlatego wybaczcie, wyjątkowo nie mam dla Was zdjęć książki.
Kiedy tu przybyłyśmy, Taryn i ja tuliłyśmy się do Vivi w jej wielkim łożu, rozmawiałyśmy bez ustanku o tym, co pamiętałyśmy z domu. Gadałyśmy o tym, jak mama przypaliła zupę, i o tym, jak tatuś przyrządzał prażoną kukurydzę. Wspominałyśmy sąsiadów i jak pachniał dom, jak było w szkole, wspominałyśmy wakacje, smak lukru na urodzinowym torcie. Rozmawiałyśmy o oglądanych w telewizji serialach, przypominałyśmy sobie dzieje ich bohaterów i powtarzałyśmy dialogi, a mimo to wszystkie wspomnienia zatarły się, a ich miejsce zajęły twory naszych wyobraźni.
Teraz nie ma już żadnego przytulania się w łóżku ani wspominania. Mamy nowe wspomnienia, które są stąd, a tym Vivi interesuje się tylko pobieżnie.
Fragment „Okrutnego księcia” Holly Black

Tytuł: Okrutny książę
Tytuł serii: Okrutny książę
Numer tomu: 1
Autor: Holly Black
Tłumaczenie: Staniwław Kroszczyński
Liczba stron: 400
Gatunek: urban fantasy
Wydanie: Jaguar, Warszawa 2018